Pozostajemy w wysokich szerokościach geograficznych. Zamieniamy tylko Our Town na My Town.
Po prawie rocznej przerwie od pisania rozsądnie zacząć od krótszych postów. Kilka dłuższych też mam w planach na jesień. Rankingi na koniec roku także zapowiadają się ciekawie.
W zamierzchłych czasach studenckich posiadałem telefon komórkowy z około 20 piosenkami wgranymi przez producenta. Był to zestaw w miarę eklektyczny, choć dominowała komercja. Na pewno znalazło się tam Angels Morandi, które było domyślnym dzwonkiem. Pamiętam też Brother Oh Brother Mansa Zelmerlowa, Le Disco Shiny Toy Guns i coś podpisanego Blank & Jones - The Night Stars Here (Stars remix).
Po długiej przerwie od blogowania trudno zabrać się do czegoś "konkretnego", typu Muzyczna autobiografia albo cykl tłumaczeniowy. Mam jednak w planach ich kontynuację, więc najpierw coś "na rozgrzewkę" - rozwinięcie niedawnych statusów z moich mediów społecznościowych, w tym profilu z ciekawostkami historycznymi, na który również zapraszam!
SG Lewis - coś więcej niż kolega Jessie Ware z wytwórni
Mimo, że ten blog specjalizuje się w szeroko pojętym "retro", tak nostalgicznego wpisu jeszcze na nim było. Nie pisałem jeszcze nigdy bowiem o wykonawcy, którego mój tata tak często wspominał opowiadając o imprezach swojej młodości.