Showing posts with label Hurts. Show all posts
Showing posts with label Hurts. Show all posts

Monday, December 24, 2012

Niechaj zabrzmią dzwony!

So this Christmas - jak słusznie zauważył wiele lat temu John Lennon. A niedługo będzie Nowy Rok. Jaki był rok 2012? Dla bloga w pierwszej połowie bardzo udany, w drugiej - trudny, ale jak widać jeszcze żyje. Bardzo Wam wszystkim dziękuję za wizyty, komentarze, a jednocześnie przepraszam, że tak wiele pozostawiłem bez odzewu albo pojawił się on bardzo późno. Niestety obowiązki naukowo-zawodowe naglą coraz bardziej, dlatego w styczniu działalność bloga i jego profilu FB ulegnie zawieszeniu na przynajmniej pół roku. Wcześniej jednak pojawi się tutaj co najmniej pięć postów, które - mam nadzieję - na jakiś czas stanie się moim opus magnum.

Jaki to był rok dla światowej muzyki pop? Wbrew etatowym malkontentom napiszę: tradycyjnie dobry. Wierzę, że moje podsumowania 2012 Was o tym przekonają :) Na pewno był ciekawy. Zmiany geografii gospodarczej świata, a co za tym idzie wyższe budżety na promocję w różnych do niedawna egzotycznych dla nas krajach, zaowocowały hitami Brazylijczyków i wiadomego Koreańczyka. Wielkiego powrotu tradycyjnego R&B znowu nie było, za to jeszcze mocniej dała znać o sobie ta grupa artystów z tych kręgów, która nie boi się flirtu z elektroniką i stylistyką indie. Na amerykańskich listach sprzedaży i airplay rock "alternatywny" w tej formie, która do niedawna pokutowała w blogowo-kanapowo-koledżowym zaciszu, jak nigdy dotąd zdystansował "tradycyjny". Symboliczny wymiar ma tu zdetronizowanie Gotye na pierwszym miejscu Billboard Hot 100 przez fun. Nigdy wcześniej dwaj byli liderzy Modern Rock Charts nie minęli się na tej pozycji ogólnego zestawienia. Inne symboliczne wydarzenie to dla mnie współpraca Florence Welch z Calvinem Harrisem - sygnał obłaskawienia obecnej generacji indie gwiazd przez mainstream; hołd, który oby nie okazał się przekleństwem. Bardzo szeroko pojęta brytyjska scena klubowa tradycyjnie kwitła i jestem przekonany, że nadal będzie rozkwitać. W Polsce, jak można było się spodziewać, nowelizacja ustawy o radiofonii spłodziła więcej sztampy niż odkryć, ale oczywiście nie wszyscy rodzimi grajkowie mają powody do wstydu.

Ale w tej chwili zaczyna się dzień Wigilii, chociaż z pewnych przyczyn mi już tęskno do Nowego Roku, a właściwie Sylwestra



Nie wiem na ile moja spowodowana względami osobistymi ;) chwilowa (?) "klubowa fiksacja" odbije się na treści tego bloga, jednak nie da się ukryć, że przynajmniej kilku wykonawców w związku z Gwiazdką zachęcało w przeszłości do tańca. Co nie dziwi, należą do nich Pet Shop Boys.



w tym roku sympatyczni Duńczycy z Alphabeat



a w 1993 r. moje tegoroczne odkrycie - Saint Etienne w asyście Tima Burgessa z The Charlatans. (już to sto razy pisałem, ale napiszę jeszcze raz - tak, klawiszowiec tych pierwszych Bob Stanley urodził się 25 XII) Ileż radości w twarzach tych ludzi!



W tym roku w tej kategorii z niezłej strony pokazali się też The Killers i towarzyszący im rodak z Las Vegas Ryan Pardey.




Wszystkim czytelni(cz)kom życzę zdrowych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia oraz wszelkiej pomyślności w Nowym Roku - spełnienia marzeń, a przede wszystkim jak najwięcej dobrej muzyki w Waszym życiu! Widzimy się 26 (albo) 27 grudnia na singlowym i piosenkowym podsumowaniu roku!

Sunday, January 29, 2012

Ranking: Moje ulubione single z 2011


Jeżeli powiedziało się A, trzeba też prędzej czy później powiedzieć B. Przedstawiłem już Wam ranking (subiektywnie) najlepszych albumów roku 2011, teraz czas na zestawienie moich ulubionych singli.

Tuesday, November 29, 2011

Recenzja: Hurts "Happiness", czyli krew, łzy i złoto


Któryś z późnowiosennych wieczorów 2010 r. Aby zrelaksować się po wyczerpującym dniu nauki na studiach włączam Eskę Rock. Trafiam na końcówkę jakiegoś tanecznego, kuszącego syntezatorami "w moim stylu" kawałka, brzmiącego trochę jak (tak mi się wtedy przynajmniej wydawało)...remiks Wicked Game w wersji HIM. Niedługo później dowiedziałem się, że zespół nazywa się Hurts, a piosenka Better Than Love. Nazwa grupy wydała mi się głupia, ale już czułem, że warto śledzić kolejne poczynania tej formacji.