Showing posts with label Sky Ferreira. Show all posts
Showing posts with label Sky Ferreira. Show all posts

Friday, March 16, 2012

Playlista: Gdyby brzmiały jak wyglądają...

W najbliższych dniach chcę się zająć sprawami zawodowymi, dlatego dzisiaj daję aż dwa posty. Tak jak napisałem w poprzednim, ładniejszym (i przystojniejszym) zawsze było łatwiej wedrzeć się na scenę, szczególnie w erze teledysków. Czasami nepotyzm i przerost formy nad treścią był tak krzykliwy, że szanującemu się melomanowi trudno byłoby o wyrozumiałość. Zdarza się jednak, że próby artystycznego (?) zaistnienia niektórych pań i stojących za nimi menedżerów wywołują uśmiech (trochę sympatii, trochę politowania) na twarzy. Ostatnio ja i mój kolega bloger przekonaliśmy się, że nabijanie się z popowych gwiazdeczek bywa niebezpieczne (chociaż ta, o której w tej chwili myślę moim zdaniem nawet nie jest ładna...; nie linkuję do tej dyskusji, bo moi facebookowi czytelnicy mają już tych linków na pewno serdecznie dość :), ale niedawne Dni Kobiet i Mężczyzn to chyba dobra okazja, że spojrzeć na siebie wzajemnie z przymrużeniem oka ;)

Tone Norum

Atrakcyjna brunetka, siostra gitarzysty Europe i wykonawczyni mało odkrywczej muzyki pop na przełomie lat 80. i 90. Piosenka, do której linkuję, wyróżnia się udziałem Joeya Tempesta w chórkach.


Sky Ferreira

Co widać - modelka, co nie bardzo słychać - wokalistka. O dziwo, jej nagranie w 2010 uznano za demówkę Britney Spears. Co jeszcze ciekawsze, lubi ją głośna ostatnio Iza Lach.


Sunday Girl

Nie jestem pewny, czy wokalistka tego projektu jest modelką i szczerze mówiąc za bardzo nie chcę mi się szukać. Ale niektórzy ją o to podejrzewają, więc wygospodarowałem dla niej trochę miejsca w tym kąciku.


Nicola Roberts

Mam słabość do rudzielców, ale ta piosenka to przegięcie :/ Wolę zareklamować tu coś dla pań - cover jednej z najlepszych propozycji Girls Aloud (autorstwa - jakżeby inaczej - Pet Shop Boys :) w wykonaniu supportującej dziewczyny grupy z norweskim wokalistą (lubielosie :)


Aura Dione

Duńska wokalistka o południowych korzeniach w gruncie rzeczy jest bliska stylistyce "singer-songwriter", wcale nie tak dalekiej od dokonań Alanis Morisette czy Tracy Chapman, jednak jej pogoń za trendami niestety od czasu do czasu dostarcza nam kilku powodów, aby jej nie lubić. Cztery ostatnie to: 1. dżidżi, 2. dżodżo, 3. ulalala, 4. Geronimo.


Honey

Niby jest wszystko - przeboje, tabuny fanek, plotki, skandale i markowe ciuchy, Tylko, cholera, udanego koncertu unplugged w wykonaniu tej pani raczej się nie doczekamy :/


Ellie

Już wiele razy na tym blogu wyśmiewałem się z Amerykanów, ale tym razem pobawię się w Jankesa: Kto płacze, gdy jest zraniony, łapka w górę!


Ewa Farna

Mam kolegę, który na podstawie wspólnego występu Ewy z grupą TSA, odkrył w niej potencjał do śpiewania... hard rocka/metalu. Co kto lubi, ale może rzeczywiści to, co najlepsze, dopiero przed nią.


Mógłbym tutaj wymienić jeszcze kilka samych modelek, które próbowały zabłysnąć jako wokalistki, ale niewiele z tego wyszło (Naomi Campbell, Agnieszka Maciąg, Alicja Bachleda-Curuś). Czy więc te dwa świata są całkowicie nie do pogodzenia? Chyba nie, czego dowodem jest np. niejaka Vanessa Williams, ale ten temat zostawiam Muzyko(b)logerowi :) Poza tym niedawno natknąłem się w Internecie na próbkę wokalną tych talentów pewnej zwariowanej na punkcie mody młodziutkiej polskiej blogerki (nie, nie tej, o której prawdopodobnie myślicie :P) i...nie obraziłbym się za więcej :) (Przydałoby się tylko sprostować, że tak naprawdę nie jest to utwór Birdy, tylko zapomnianej już grupy Cherry Ghost.)



Drogie panie, bez obaw, z panów też się niedługo pośmiejemy ;)