główna scena w trakcie koncertu Lush
Teoretycznie powinienem wybrzydzać, że OFF Festival nigdy za bardzo nie trafiał w moje gusta, że jeździłem tam zawsze dla towarzystwa, a seria odwołanych koncertów (wydarzenie chyba bez precedensu w historii polskich imprez muzycznych na taką skalę) była gwoździem do trumny. Pamiętacie jednak na pewno, że już nie raz przekonywałem Was, co stanowi prawdziwą siłę katowickiego wydarzenia: nie headlinerzy, a spontaniczne odkrycia. Jadąc na Śląsk oczywiście liczyłem na przyjemne doznania shoegazowe, ponieważ to mój ulubiony gatunek w ostatnich miesiącach, ale byłem też przekonany, że czeka mnie jakaś pozytywna azjatycka lub afrykańska niespodzianka. Nie wiedziałem, że rzeczywistość przerośnie moje oczekiwania!









