Monday, August 25, 2014

Wielka Brytania - złoto, srebro, platyna #28 (21. 02. 2014)


aktualności:

If You Wait London Grammar to na razie jedyny album z Top 20 (choć już nie z Top 30) moich ulubieńców z 2013, który uzyskał platynowy status w Wielkiej Brytanii. Grającemu nastrojowe indie trio udało się to właśnie 21 II. Album wciąż znajduję się w szerokiej czołówce brytyjskiej listy przebojów (wg archiwum BPI - 2 miejsce wczesną jesienią 2013, 48 tygodni w top 75, aczkolwiek mają chyba dwutygodniową "obsuwę" w aktualizacji).

Kolejny przyczynek do dziejów kryzysu rynku fonograficznego. Pierwsza płyta najpopularniejszego MC grime'u Tinie Tempaha The Disc-overy (nie wysilił się ani z tytułem, ani z okładką... numer 1 jesienią 2010, 69 tyg. w top 75) pokryła się podwójną platyną, druga - Demonstration (3 lokata jesienią 2013) prawdopodobnie poprzestanie na złocie. Najwyraźniej fanom rapera o trudnych do zapamiętania personaliach Patrick Chukwuem Okogwu Jr łatwiej przychodzi ściąganie jego singli, których jeszcze w erze przedstreamingowej sprzedał ich w ojczyźnie ponad 2 miliony.

Fani Emeli Sandé czekają już na jej nowe nagrania, tymczasem mi przyszło podsumować jej pierwszy okres sukcesów związany z wydaniem siedmiokrotnie platynowej płyty Our Version of Events. Jak przystało na szeroko pojęty pop, tak duży sukces pociągnął za sobą wyśmienitą i mocno rozłożoną w czasie sprzedaż singli. Najlepszą w przypadku platynowego Next to Me (2 miejsce zimą 2012), uhonorowanego złotem 21 II Clown (4 pozycja jesienią 2012) i Read All About It, Pt. III (3 latem 2012). Długi staż opłacił się również srebrnemu My Kind of Love (17 lokata wiosną 2012). Do tego dochodzi platynowy featuring u Labrintha i złoty u Professora Greena. Podobnym powodzeniem nie cieszyła się żadna z czterech kolaboracji artystki z Naughty Boyem. Producent o pakistańskich korzeniach wyjątkowo nie ma szczęścia do nagród BPI - mimo m.in. albumu z drugiego miejsca listy przebojów otrzymał jedynie za znany wszystkim platynowy singiel La la la, który otworzył już uchylone drzwi do wielkiej kariery Samowi Smithowi. Za to złotem pokryło się DVD Sandé z koncertem Live at the Royal Albert Hall z lutego 2013.

Złagodzenie stylu przez Paramore przyniosło rezultat w postaci rekordu pobytu w top 75 przez singiel Still Into You (15 miejsce wczesną wiosną 2013), który 21 II stał się ich drugim srebrnym po Misery Business (17 latem 2007). Bez nagrody pozostaje najwyżej notowane w ich karierze Ignorance (14 w 2009), chyba najbardziej znane przez wiele lat Decode ze Zmierzchu zatrzymało się na 52. Amerykańskie trio ma na koncie dwa platynowe albumy: Riot (24 latem 2007) i Brand New Eyes (1 jesienią 2009) oraz dwa złote: All We Know Is Falling (emisja w 2005, ale dopiero w 2010 pojawił się na 51) i Paramore (szczyt notowań wiosną 2013). Featuringi wokalistki Hayley Williams to osobna historia, którą już niedługo się zajmiemy :)

archiwum:

Saksofonista i klarnecista Kenneth Gorelick (Kenny G) to jeden z najbardziej znanych wykonawców smooth jazzowych. Największy sukces osiągnął w rodzinnych USA, gdzie jego album Breathless rozszedł się w ponad 12-milionowym nakładzie. W Wlk. Brytanii nie wzbudził takiego szału - tu również było jego największym sukcesem (4 miejsce wiosną 1993), za którym podążyły dwie kolejne złote płyty: The Moment (19 w 1996) i Greatest Hits (38 w 1997). 21 II otrzymał srebrną płytę za Songbird: The Ultimate Collection (24 w 2004), którą pamiętam jeszcze z czasów moich początków zainteresowania UK Charts. Dożyć przyznania srebrnej płyty wszystkim longplayom obecnym w setce albo chociaż w czterdziestce w czasach nauki w liceum? W moim przypadku nie jest to chyba nierealne, obecnym licealistom się to już na pewno nie uda...

Największym brytyjskim sukcesem Sarah McLachlan przez wiele lat był "srebrny" (niestety nieuwzględniony w wyszukiwarce BPI) featuring u klubowego Delerium w Silence w 2000. Przypomnienie przez Mam Talent w 2010 i X Factora w 2013 dało jednak drugie życie singlowi Angel (pierwotnie 36 lokata zimą 2002, w USA przewodził na liście Billboard Adult Contemporary, dotarł do 4 pozycji i jest jednym z trzech jej złotych), a co za tym idzie pierwszy samodzielny srebrny singiel. Fani dłuższych form muzycznej wypowiedzi zapewnili wokalistce złote płyty za Surfacing (47 w 1998) i Afterglow (33 w 2004) oraz srebrną za nienotowany na brytyjskiej liście album live Mirrorball z 1999. W maju tego roku ukazał się nowy krążek Shine On, jednak 71 pozycja nie wróży powrotu w łaski BPI.

Jak zauważyliśmy w przypadku Razorlight w poprzednim odcinku, upływ czasu sprzyja wspominaniu w tym cyklu singli z kręgu indie i rocka. Tym razem udało się największemu przebojowi w karierze małej znanej w Polsce brit-popowej grupy Reef - Place Your Hands (6 miejsce jesienią 1996). Ogółem w archiwum listy można znaleźć 15 ich singli, z których w Top 10 gościł jeszcze wykorzystując posuchę na rynku na początku 1997 Come Back Brighter. Oczywiście kapela odnosiła również sukcesy na rynku "długograjów". Największym było 1 miejsce Glow, również zanotowane w "martwym" okresie (początek 1997), co nie przeszkodziło płacie pokryć się platyną. Replenish (9 latem 1995) jest dziś złote, a Rides (3 wiosną 1999) - srebrne.

rozmaitości:
- po sezonie Walentynkowym nadszedł sezon na bieganie! Srebrem pokryły się składanki The Workout Mix  2013 z grudnia 2012 i Running Trax 2014 z grudnia 2013. Mówiąc najkrócej: jeszcze jeden pretekst do wciśnięcia tej papki, co zawsze :) 
- świetny dzień dla Trevora Nelsona - speca o R&B w BBC. Wspominana niedawno The Trevor Nelson Collection 2 osiągnęła złoty status, zaś jej pierwsza część ze stycznia 2013 - platynowy. Jade, Patrice Rushen, Adina Howard, kultowy w fanklubie Jessie Ware Brownstone, czy Mark Morrison - dobry stuff, a wymieniłem tylko nieco mniej oczywiste rzeczy.
- srebrny płyta dla składanki I'm Every Woman ze stycznia 2014 (podtytuł: Pop Queens of the 70s)


Następny odcinek będzie iście symboliczny, ponieważ będzie w nim mowa tylko o trzech certyfikatach, muszę więc pomyśleć o jakimś ciekawym bonusie :)

Thursday, August 21, 2014

Relacja: Podsumowanie sezonu festiwalowego, cz. 2 (Jessie Ware w Zatoce Sztuki)

Trochę to dziwny wpis, bo będę ścigał się i z relacją Maćka, i z samym sobą. Uważam jednak, że każde medium wymaga innego podejścia, a każdy punkt widzenia jest wyjątkowy :)

Mocno tęskniliśmy w fanklubie za koncertami Jessie Ware w Polsce. Przez wiele miesięcy trudno było wydobyć od naszej idolki informacje na temat spodziewanego drugiego albumu i jego promocji. Aż gruchnęła wręcz surrealistyczna informacja: Brytyjka wystąpi 26 lipca w sopockiej Zatoce Sztuki. Niby nic szczególnie szokującego: popularna w Polsce artystka będzie jedną z gwiazd plażowego cyklu, w którym wystąpi także m.in. Brodka, Nosowska czy Bob Sinclar. W dodatku nie będzie to jej pierwszy koncert na Wybrzeżu (pamiętny "polski debiut" na Open'erze w 2012). Już większą ciekawostką wydawało się zaproszenie Delilah i Lulu James. Z drugiej strony, to miał być jej powrót na scenę, i to w przededniu wydania nowego materiału. Krótko mówiąc, Polska miała dostąpić tego zaszczytu przed Wielką Brytanią i resztą świata! Jakikolwiek komentarz wydaje się chyba zbyteczny.

Dedukcja, że w Sopocie na pewno zabrzmi kilka nowych piosenek, okazała się hitchcockowskim trzęsieniem ziemi, po którym napięcie zaczęło rosnąć. Tego dnia dosłownie WSZYSTKO przeszło nasze oczekiwania. To była historyczna sobota nie tylko dlatego, że przypadały właśnie drugie urodziny profilu Jessie Ware Polska na Facebooku. To blog o muzyce, dlatego nie będę się tutaj rozpisywać o tym, jak w trójkę (a właściwie w czwórkę ;) wykorzystaliśmy życiową szansę, czyli próbę na słabo strzeżonej plaży i zdobyliśmy wymarzone zdjęcia (Karolina - także autograf) z Jessie. Samo to, że to ona do nas podeszła to był grom z jasnego nieba. A jeżeli jeszcze dodać, że rozmawiała z nami jak koleżanka, a jednocześnie było w tym coś matczynego... I że nie potrzebowała scenicznego makijażu, żeby pięknie wyjść...

Macie dodatkową atrakcję - możecie zobaczyć, jak wygląda Autor :)

Na pewno nie wszyscy, którzy przyszli na koncert, zdawali sobie sprawę, jakiej rewolucji są świadkami. Zabrzmiały tylko cztery (!) utwory z debiutu: Running, 110%, Wildest Moments i Sweet Talk. Nie pojawił się także znany już wtedy z wersji studyjnej, napisany z Romy z The xx kawałek Share It All. Wtedy wydawało się to nam sensacją, tymczasem na kolejnych festiwalowych występach w tym roku setlista w wraz z postępami prób zespołu została jeszcze mocniej zaktualizowana. Jaki jest nowy repertuar? Wbrew wcześniejszym zapowiedziom, nie będzie to album taneczny, czego się zresztą spodziewałem. Nie usłyszeliśmy ani Imagine It Was Us, ani żadnych nawiązań do twórczości Julio Bashmore'a - mam nadzieję, że jednak Jessie nie odcina się od tych epizodów (raczej nie, Peppermint to przecież wciąż świeże dziełko).

Nowe piosenki pokazują, że w 2014 nie da się zrobić w muzyce niczego bardziej ekscentrycznego niż...nagrać modelowo mainstreamowe kompozycje. Tough Love będzie ucztą przede wszystkim dla tych (znam takich wielu), którzy płaczą, że nie powstaje już taka "ładna, uniwersalna muzyka z mocnym wokalem", jak w czasach największych triumfów Mariah Carey i Whitney Houston. Miłośników pięknych melodii ta płyta na pewno powali tak, jak powaliło mnie pierwsze zetknięcie z tymi utworami w Sopocie. Został wysłany czytelny sygnał: interesuje nas podbój list przebojów. Na pewno nie będzie łatwo, ponieważ światowy pop w 2014 uwziął się, aby mieć jeszcze więcej perwersyjnych twarzy niż osławiony Grey (australijski rap...a może norweski soul...albo kanadyjskie reggae...nie, jednak holenderski deep house był najlepszy!) i może się okazać, że pod latarnią jest najciemniej. Wierzymy jednak, że występ na iTunes Festival i inne formy reklamy (np. występy na żywo i wywiady w BBC) zrobią swoje :)

Oczywiście, inspiracja Sade nadal jest wyczuwalna (chociaż patronem przedsięwzięcie jest Prince, a Jess zapewnia, że również Kate Bush!), znajdziecie także nawiązania do brzmienia poprzedniej płyty, teksty nadal są bezbrzeżnie romantycznie. Single nieco mylą: Tough Love to bardziej wizytówka-ostrzeżenie, że Jessie będzie teraz śpiewać w wyższych rejestrach (co bardzo dobrze jej wychodzi), a tak mocno do folku, jak w Say You Love Me z Edem Sheeranem w chórku, się już na pewno nie zbliży. Fanklub jest najbardziej zainteresowany studyjnym kształtem Champagne Kisses i You & I Forever, a tylko trochę mniej Kind Of...Sometimes...Maybe... (dwa ostatnie napisane przy pomocy już dość znanego amerykańskiego wokalisty Miguela), ja czekam również na wyjątkowo funkujące Want Your Feeling autorstwa Deva Hynesa.

Mała próbka Jessie Ware live A.D. 2014 (Champagne Kisses w wersji z Finlandii niestety brzmi jeszcze gorzej):



A potem jeszcze niesamowity nocny spacer brzegiem Bałtyku w kierunku dworca w Gdańsku... C.D.N.

Tuesday, August 19, 2014

Wielka Brytania - złoto, srebro, platyna #27 (14. 02. 2014)

na okładce - Chris McClure, brat lidera zespołu Reverend & the Makers, który ma na koncie jedną nagrodę od BPI - złotą płytę za The State of Things (5 miejsce jesienią 2007)

aktualności

To był dobry tydzień dla brytyjskiej muzyki klubowej, nawet biorąc pod uwagę, że nowo kreowany złoty singiel Rather Be Clean Bandit i Jess Glynne to w przeciwieństwie do np. nomen-omen Mozart's House właściwie czysty pop (skądinąd wciąż dręczy mnie myśl, że dziecięciem będąc słyszałem podobną melodię w Szansie na sukces z Ewą Bem. A może to była Hanna Banaszak?) Poza tym 14 II wydarzyło się to, na co czekałem od kilku tygodni. Mogłem oficjalnie stwierdzić: Disclosure sprzedali w Wlk. Brytanii milion singli! Do złotych Latch z Samem Smithem (11 lokata jesienią 2012, ale bardzo godny staż - 34 tygodnie w top 75) i White Noise z AlunaGeorge (2 zimą 2013), dzięki któremu uwierzyłem, że współczesny UK garage nie jest skazany na podziemie dołączył srebrny You & Me (10 pozycja wiosną 2013) z wokalną partią Elizy Doolittle. Dla znanej (choć szybko popadającej w zapomnienie) także w Polsce piosenkarki takie sukcesy to nic nowego. Jej eponimiczny debiut płytowy (3 miejsce latem 2010, 45 tygodni w top 75) osiągnął platynowy status, a singiel Pack Up (5 również latem 2010) - złoty (Skinny Genes dotarły tylko do 22 miejsca).. Po uwzględnieniu streamingów bliźniacy Lawrence wzbogacili się jeszcze o srebrny singiel za F For You (po raz pierwszy na liście latem 2013, doszedł do 20 lokaty).

Spośród przedstawicieli mniej bliskich mi brzmień, barierę miliona sprzedanych singli przekroczył jeszcze w 2013 r. DJ Fresh (Daniel Stein). Na wyniki ten składają się dwa numery jeden i złote single: Louder z Sian Evans (lato 2011) i znany z Eski Hot Right Now z Ritą Orą, o której karierze solowej niedługo zacznę często wspominać (zima 2012). Trzeci złoty singiel londyńczyka to Gold Dust (24 miejsce latem 2010 i...powrót na 22 jesienią 2012, w sumie ponad 30 tygodni w top 75). 14 II do kolekcji dołączyło "srebro" za Earthquake (4 lokata latem 2013). W jego tworzeniu brali udział znany m.in. z Major Lazer Diplo, dla którego to drugi srebrny singiel po featuringu u Tiesto, o którym wspominałem już w kontekście Busta Rhymesa, i raperka Dominique Young Unique (współpracowała m.in. z Le Youth). Na razie certyfikatu nie doczekały się dwa single DJ Fresha z tegorocznych top 10 (z estetycznego punktu widzenia mnie to w ogóle nie dziwi....) ani jego album Nextlevelism (14 jesienią 2012).

Koniec pewnego etapu dla OneRepublic. Zespół Ryana Teddera doczekał się złotej płyty za album Native, który swoją popularnością znacznie zdystansował swojego poprzednika Waking Up (29 miejsce na początku 2010 i tylko 2 tyg. w top 75). Na jego nietypowy staż (32 tygodnie od kwietnia 2013, doszedł na razie do 17 pozycji) składają się już osiągi reedycji, na której znalazł się ich aktualny singiel Love Runs Out. Możliwe więc, że jeszcze w tym roku Native wyrówna platynowy wynik Dreaming Out Loud (2 miejsce wczesną wiosną 2008).

archiwum

14 II po raz pierwszy ze srebrnego singla cieszył się Sub Focus. Mimo, że w 2013 utwory tego producenta (Endorphins i Turn Back Time) dwukrotnie zamykały brytyjski top 10, więcej nabywców zdobyły nieco starsze Tidal Waves (12 miejsce jesienią 2012). Jak nietrudno zgadnąć, to również pierwszy kontakt elektronicznego duetu Alpines z nagrodami BPI. Ich tegoroczny album Oasis powinni przesłuchać ci, dla których coraz rzadsze nowe taneczne nagrania Clare Maguire to za mało.

Na fali popularności AM, powrócił na UK Charts i po raz piąty pokrył się platyną pierwszy, najlepiej sprzedający się i najdłużej pozostający na liście album Arctic Monkeys Whatever People Say I Am, That's What I'm Not (miesiąc prowadzenia zimą 2006, 70 tygodni w top 75). Trudno uwierzyć, że na razie tylko on przebywał ponad rok w wyspiarskich notowaniach (za miesiąc pewnie się to zmieni) i sprzedał ponad milion egzemplarzy. Z drugiej strony, wszystkie płyty sheffieldczyków pokryły się platyną, aczkolwiek oficjalnie stało się tak dopiero z końcem marca br.

Pod tym względem równolegle rozwija się kariera Jamesa Blunta z tym, że on z kompletu studyjnych platyn mógł się cieszyć dopiero w maju, zaś 14 II z takiego wyróżnienia dla Some Kind of Trouble (4 miejsce jesienią 2010). To wręcz imponujący wynik biorąc pod uwagę słaby staż (tylko 17 tygodni w top 75) i wynik singla Stay the Night ("tłuczony" przez RMF, ale tylko 26 miejsce w ojczyźnie piosenkarza). 14 II po raz pierwszy "za naszej kadencji" na liście nagród BPI pojawił się przymierzający się do powrotu (w tym charakterze zagrał m.in. na warszawskich Wiankach) zespół Razorlight, który dzięki srebrnemu singlowi dla In the Morning (3 miejsce latem 2006) zrzucił z siebie łatkę one-hit-wonder (w gruncie rzeczy uzbierał godny pozazdroszczenia wynik: pięć utworów w rodzimym top 10, ale o tym więcej w odcinku o 6 VI).

Na koniec bardzo długa podróż w przeszłość. Karierę związanego z wytwórnią Stax amerykańskiego wokalisty soulowego Otisa Reddinga przerwała śmierć w katastrofie samolotowej w 1967 r. Rozgłos wokół tragedii zwróciła uwagę przede wszystkim na album Otis Blue/Otis Redding Sings Soul (6 miejsce w 1966, powrót na 7 na początku 1967, ogółem 75 tygodni w top 75), który z biegiem lat uzyskał srebrny status. W erze CD o gwieździe przypomniały składanki: podwójnie platynowa The Dock of the Bay – The Definitive Collection (44 lokata w 1993- nie mylić z albumem Dock of the Bay, który trafił na szczyt w Wlk. Brytanii w 1968) i złota The Very Best Of (26 w 2000). 14 II srebrnym singlem stał się największy przebój Reddinga Sittin' On The Dock Of The Bay (3 miejsce zimą 1968, 60 miejsce po przypomnieniu w programie Britain's Got Talent w 2012). A już po tygodniu taką samą nagrodę otrzymał inny odświeżony w ten sposób amerykański utwór...

suplement

W ostatnich tygodniach często zastanawiałem się, o jakich artystach na pewno nigdy nie będę miał szansy napisać w tym cyklu. Biorąc pod uwagę, ile słabo promowanych kompilacji nagrań weteranów popu i rocka oraz zapomnianych hitów 90s/00s otrzymało certyfikaty BPI w ciągu ostatniego roku, nie wypada nikogo przedwcześnie skreślać. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można jednak założyć, że nikt nie chciałby zostać przyłapany na przyczynieniu się do nagrody dla artysty skazanego na pedofilię. Problem ten praktycznie nie istnieje w przypadku Rolfa Harrisa, o którym zdążyłem napisać przed skandalem dla All About Music. Aktywny także w innych dziedzinach Australijczyk w 1969 r. osiągnął szczyt UK Charts z Two Little Boys, w 1993 r. po raz czwarty i ostatni znalazł się w brytyjskim Top 10 ze swoją wersją Stairway to Heaven, jednak nie zapewniło mu to żadnego certyfikatu. Dobrze więc się stało, że wspominający go utwór The KLF nie zdobył większego rozgłosu. Jedynymi Harrisami docenionymi przez BPI pozostają wokalistka country Emmylou, brzuchomówca Keith (sic) i pewien znany DJ, z którymi następny i jak na razie ostatni raz spotkamy się w podsumowaniu 23 maja.

Gary Glitter "załapał" się już na czasy przyznawania certyfikatów, z tym że jak na ironię nie objęły one jego największego (choć nie notowanego najwyżej w ojczyźnie) przeboju Rock & Roll (Part 1 & 2) (2 pozycja w 1972). Spośród jego numerów jeden, platyną pokrył się I Love You Love Me Love (miesiąc na szczycie na koniec 1973), złotem - I'm the Leader of the Gang (I Am!) (również miesiąc panowania w 1973), a srebrem wraz z czterema innymi utworami Always Yours z 1974. Ostatnim sukcesem Paula Gadda na miarę certyfikatu było Another Rock and Roll Christmas (7 w 1984). Odebrał także dwie srebrne płyty: za Glitter (8 lokata jesienią 1972, 40 tygodni w top 75) i Touch Me (2 wiosną 1973). 

Lostprophets to już historia najnowsza i kolejne pasmo dużych sukcesów, z których największe to dwa platynowe albumy: Start Something (4 miejsce zimą 2004) i Liberation Transmission (szczyt latem 2006). Złotem pokryły się Thefakesoundofprogress (44 w 2002) i The Betrayed (3 w styczniu 2010). Mimo konsekwentnego wsparcia BBC One, ostatni album Weapons (9 wiosną 2012) nie wprowadził żadnego singla do top 75. Dwa: Last Train Home w 2004 i lubiany przeze mnie Rooftops (A Liberation Broadcast) w 2006 dotarły do 8 miejsca. Po aresztowaniu Iana Watkinsa pozostali członkowie grupy działają w zespole No Devotion, jednak showbusiness nie ma dziś serca do takiego grania...

W ostatnich dniach dużo mówiło się o tym, że na czarną listę trafi omawiany już w tym cyklu sir Cliff Richard. Jego fani są innego zdania, co może poskutkować kolejną wzmianką. Mam nadzieję, że nie będe musiał niedługo tworzyć kolejnego suplementu...

Okładka bez związku z opisywanym powyżej tematem. Oby!

W następnym odcinku: "zmierzch" emo-popu. Ale najpierw druga część relacji z koncertów!

Sunday, August 17, 2014

Wielka Brytania - złoto, srebro, platyna #26 (07. 02. 2014)


aktualności:

"Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą". Timber Pitbulla i Ke$hy 7 II był już złotą płytą. Poważnie się obawiam, że po dołączeniu streamingu doczekamy się jeszcze podwójnej platyny...W kolejce po zaszczyty tego typu czeka Miley Cyrus, która na razie wyciągnęła ze swojej ostatniej płyty dwa złote single: letni We Can't Stop i jesienny Wrecking Ball (to on został scertyfikowany w lutym). Przebiła w ten sposób swoje osiągnięcia z "grzeczniejszej" części kariery, która przyniosła jej dwa srebrne single: The Climb i Party in the USA (obydwa zajęły 11 miejsce w 2009). Nowy skandalizujący wizerunek się opłacił, ponieważ ta pozycja była dla córki country'owego one-hit-wondera prawdziwą klątwą (pierwszy raz zajęło ją jeszcze w 2008 See You Again).

Niespodziewana premiera imiennego albumu Beyoncé zabrała mu szansę na szczyt notowań w grudniu, jednak mimo umiarkowanie długiego stażu (24 tygodnie w top 75) udało się zadośćuczynić tradycji i osiągnąć platynę. Najnowsze dzieło Amerykanki ma więc wciąż szanse w miarę szybko poprawić rezultat B'Day (3 miejsce jesienią 2006 plus złota płyta dla Deluxe Edition - 8 lokata wiosną 2007) i osiągnąć poziom podwójnie platynowej 4 (2 tygodnie na szczycie latem 2011, 44 tyg. w top 75). Była wokalistka Destiny's Child jest autorką dwóch bestsellerów poprzedniej dekady: potrójnie platynowej Dangerously in Love (5 tygodni prowadzenia wakacje 2003, 53 tyg. w top 75) i 5-krotnie platynowej I Am...Sasha Fierce (2 pozycja jesienią 2008, 102 tygodnie w top 75).

Rzadki przypadek - tego samego dnia certyfikat zdobyła płyta i singiel tej samej artystki, do tego z innych okresów jej kariery. Oczywiście musiało się to udać megagwieździe, w tym przypadku: Celine Dion. Loved Me Back to Life mimo króciutkiego stażu (3 miejsce jesienią 2013, tylko 19 tygodni w top 75) udało się pokryć platyną, czego do tej pory nie udało się m.in. wciąż obecnym na liście The 1975. Nawet biorąc pod uwagę długą przerwę między ostatnimi premierami nowego materiału, można uznać to za element dłuższej dobrej passy, w skład której wchodzą również platyna dla Taking Chances (5 pozycja jesienią 2007) i podwójna platyna dla My Love: Essential Collection (5 jesienią 2008). Początek nowego stulecia był dla Kanadyjki mniej łaskawy. Biorąc pod uwagę, że mocno ograne także w Polsce A New Day Has Come spędziło wiosną 2002 miesiąc na szczycie notowań, w tym wypadku platynę można uznać za względną porażkę. Szczególnie jeżeli zestawi się ją z sukcesami lat 90.: 5-krotną platyną The Colour of My Love (7x numer jeden, 109 tygodni w top 75 od marca 1994), 7-krotną Falling Into You (113 tygodni w top 75 od marca 1996 i oczywiście numer jeden), 6-krotną Let's Talk About Love (5 tygodni na szczycie pod koniec 1997, 73 tyg. w top 75) i poczwórną All the Way... A Decade of Song (numer jeden jesienią 1999, 57 tyg. w top 75). Do tego dochodzi 8 złotych i 1 srebrną płytę, w tym, co rzadkie na wyspiarskim rynku, z francuskim repertuarem.

Tak się sympatycznie złożyło, że 7 II złotem pokrył się mój ulubiony singiel Dion: napisany z myślą o skłóconym akurat z Jimem Steinmanem Meat Loafie (ale i taka wersja w końcu powstała) It's All Coming Back to Me Now (3 lokata jesienią 1996). To trzecie takie jej osiągnięcie: po obrzydzanym nam przez RMF Because You Loved Me (5 wcześniej w tym samym roku, przypomnę, że piosenkę wypromował film Namiętności z Michelle Pfeiffer i Robertem Redfordem) i niegdysiejszy numer jeden 30 Ton! - Tell Him w duecie z Barbrą Streisand (3 pozycja pod koniec 1997). Dwa inne duety diwy pokryły się srebrem - I'm Your Angel z R. Kellym (3 jesienią 1998) i Immortality z The Bee Gees (5 również w 1998), podobnie jak cover All By Myself (6 na koniec 1996). Pierwszym platynowym singlem w jej karierze było Think Twice (aż siedem tygodni na szczycie jesienią 1994!), a jej szczytem oczywiście podwójnie platynowe My Heart Will Go On z Titanica (dwa tygodnie prowadzenia zimą 1998). Jak widać, nie poszczęściło się na razie m.in. jej wersji The Power of Love (4 lokata zimą 1994). W tym stuleciu Kanadyjka dotarła do top 10 tylko z A New Day Has Come (7 w 2002). Trzeba też wspomnieć o trzech platynowych (The Colour of My Love Concert z 1993, All the Way... A Decade of Song & Video z 2001 i Live in Las Vegas: A New Day z 2007) i jednym złotym wideo.

Duży sukces osiągnęła śpiewająca korzenny, ekscentryczny R&B Laura Mvula, której debiutancki album Sing to the Moon (9 pozycja wiosną 2013) 7 II uzyskał złoty status. Obudziło to we mnie nadzieję na takie same wyróżnienie dla legitymującego się identycznym bilansem a starszego Devotion Jessie Ware. Możecie być pewni, że będę kontynuował ten cykl przynajmniej, dopóki nie dojdziemy do tego momentu :P Po raz pierwszy na liście nagrodzonych znaleźli się psychodeliczni Australijczycy z Tame Impala ze srebrną płytą za drugi album Lonerism (14 pozycja jesienią 2012, tylko 2 tygodnie w top 75).

archiwum:

Co pewnie ucieszy wielu czytelników, 7 II status złotej płyty uzyskał album Depeche Mode Exciter, z którego pochodzi ich duży (w Polsce) hit Freelove. W ten sposób zespół z Basildon przedłużył swoją passę złotych studyjnych płyt trwającą od Violatora (2 miejsce w 1990) do Playing the Angel (6 jesienią 2005). W "międzyczasie" Depesze trafili dwa razy na szczyt rodzimych notowań: wiosną 1993 z Songs of Faith and Devotion i cztery lata później z Ultra. Zaliczyli również jedyny w swojej karierze platynowy album. Jak często bywa, najbardziej długowieczna okazała się składanka: The Best Of - Volume 1 (18 pozycja w 2006). W ostatnich latach zespołowi udało się dwa razy trafić na 2 miejsce UK Charts, jak i Sounds of Universe w 2009 i Delta Machine w 2013 bardzo szybko wypadły z listy, więc skończyło się na srebrnych certyfikatach. Ogółem zdobyli ich 7 (złotych - 10). Mimo, że w latach 90. widok DM w pierwszej dziesiątce singli nie należał do rzadkości, a wierni fani zapewnili im taki sukces jeszcze trzy razy w XXI wieku (ostatni raz z Precious w 2005), srebrne single udawało im się tylko zaliczać w pierwszym, najbardziej synth-popowym okresie kariery (Just Can't Get Enough - 8 lokata w 1981, See You - 6 w 1982, Everything Counts - 6 w 1983 i People Are People - 4 w 1984). Skądinąd dzięki utworom, które bardzo lubię.

Pisałem już na blogu o swojej słabości do twórczości emo-popowych ironistów z Fall Out Boy. Nie są to światowe gwiazdy pierwszej wielkości, o czym świadczy fakt, że pierwsza składanka ich przebojów Believers Never Die – Greatest Hits dotarła na Wyspach w 2009 dopiero do 88 miejsca. Z biegiem lat udało się jej jednak osiągnąć srebrny status, w czym na pewno pomógł przebojowy "złoty" powrót z Save Rock and Roll (przypomnę: 2 miejsce wiosną 2013). Wiernym fanom udało się zapewnić taką samą nagrodę drugiej płycie swoich ulubieńców Take This to Your Grave (tylko 96 pozycja w 2003). From Under the Cork Tree (12 lokata w 2006) i Infinity on High (3 w 2007) to już platynowe płyty, Folie a Deux mimo kiepskiej 39 lokaty w 2008 pokryła się złotem.

Ekipa z przedmieść Chicago może się także poszczycić sporymi jak na bądź co bądź rockową kapelę sukcesami singlowymi. Przed wliczeniem streamingu do statystyk srebrem pokryły się ich wszystkie utwory z brytyjskiej (i amerykańskiej) pierwszej dziesiątki: Sugar We're Going Down i Dance Dance (obydwa zajęły 8 miejsce w 2006) oraz This Ain't a Scene, It's an Arms Race (2 zimą 2007!). 4 VII z pozytywnym skutkiem zweryfikowano jeszcze ich ostatni większy przebój My Songs Know What You Did In The Dark (Light Em Up) (5 zimą 2013) i jeden z moich ich ulubionych utworów Thnks Fr Th Mmrs (12 w 2007).

rozmaitości:

- początek wielkiej manii: srebrna płyta dla ścieżki dźwiękowej do disneyowskiego filmu Frozen
- srebrna płyta dla typów cenionego przez Jessie Ware Polska DJa R&B z BBC The Trevor Nelson Collection 2. Cenionego jak widać nie nie tylko przez nas, ponieważ składanka na zdobycie wyróżnienia potrzebowała zaledwie trzech tygodni.
- srebrna płyta dla składanki Love: The Essential Ballads z lutego 2012 (tak na Walentynki :) na trackliście dominują młode gwiazdy, jednak znalazło się miejsce m.in. dla The Smiths
- srebrna płyta dla podobnej w duchu składanki Now That's What I Call Love ze stycznia 2012, w całości złożonej ze świeżych przebojów (najstarsze jest Angels Robbiego Williamsa)
- srebrna płyta dla składanki Jackie Pin Ups z przebojami lat 70. (wydana w październiku 2013)
- kolejny przyczynek do tematu "sprzedaż soundtracków jako wyznacznik kryzysu fonografii": dopiero srebrna płyta dla ścieżki dźwiękowej dla filmu Chłopcy z ferajny (Goodfellas) Martina Scorsese z 1990. Aczkolwiek w tym przypadku również można użyć argumentu, że obecne na nim "oldies" (od Tony'ego Bennetta po Derek & The Dominoes) można byłoby nabyć inną drogą.
- platynowe wideo za wyreżyserowany przez Jonathana Demme w 2006 film Neil Young: Heart of Gold dokumentujący premierę albumu Prairie Wind w Nashville. To największy taki sukces legendarnego kanadyjskiego rockmana. Wcześniej miał tylko "złoto" za wideo z zapisem koncertu w San Francisco z trasy Rust Never Sleeps (1978).

suplement:

Pewnie już zauważyliście, że w dzisiejszych streamingowo-cyfrowych czasach praktycznie wszystko z tygodnia na tydzień może otrzymać certyfikat, jednak zaryzykuję i przypomnę statystyki trzeciego obok Fall Out Boy i 30 Seconds to Mars (wrócę do nich przy opisie nagród z 1 VIII) bohatera wpisu "Po prostu rzekłbyś kicz", czyli Empire of the Sun. Wbrew moim utyskiwaniom na małą komercyjną siłę przebicia elektronicznej muzyki w stylu lat 80. australijski duet może pochwalić się złotą płytą za debiutanckie Walking on a Dream (19 lokata zimą 2009) i srebrnym singlem za We Are the People (14 wiosną 2009). Na tym pewnie się skończy (drugi krążek Ice on the Dune w 2013 zajął 24 miejsce, ale po 2 tygodniach wypadł z listy), ale dobre i to.


W następnym odcinku: głównie spojlery dłuższych tekstów z przyszłości, dlatego ponownie pojawi się suplement, jakiego na pewno się nie spodziewaliście.

Saturday, August 16, 2014

Relacja: Podsumowanie sezonu festiwalowego, cz. 1 (Orange Warsaw Festival i Open'er Festival)


A miało być tak strasznie: obrona doktoratu, certyfikat z rosyjskiego, rozmowa kwalifikacyjna, nie wiadomo, co jeszcze i żadnych festiwali w tym roku. Tymczasem start pracy w Warszawie bez zbędnej żebraniny udało się odwlec do września, kiedy w tym dziwnym mieście zaczyna się kolejny minisezon festiwalowy :D, a jeden z wcześniejszych naukowych wyjazdów wręcz pomógł muzycznym planom! W rezultacie to już jest mój najbardziej udany rok w życiu pod względem koncertowym (nawet biorąc pod uwagę, że jesień już pewnie niewiele zmieni). Rok spełnienia wielu marzeń snutych nawet przez kilka lat. Tak wielu, że nie da wszystkich wrażeń opisać w jednym poście.

Wyjątkowo w tym roku "wypasiony" Orange Warsaw Festival odstręczał mnie wysoką ceną. Nie zachęcały także kpiny z kopiowania starych line-upów Open'era (chociaż czy po 3 miesiącach komuś przeszkadza kolejny koncert Kings of Leon czy Queens of the Stone Age?) i (subiektywne) oskarżenia o podebranie Off Festivalowi Pixies. Szalę przeważyło ostatnie (niezapasowe) ogłoszenie. Zaanonsowanie Bombay Bicycle Club tego samego dnia, co The Wombats i Florence & the Machine to był prawdziwy słodko-słony cios. Pomógł mi fakt, że właściwie wszystkie interesujące mnie występy zaplanowano na sobotę (aczkolwiek po czasie stwierdzam, że pewnie świetnie bawiłbym się też na Kasabian). W ostatniej chwili na włosku zawisło zakwaterowanie, jednak udało się znaleźć wyjście z tej sytuacji.

Pogoda w Warszawie 14 czerwca była dziwna. Przypominała mi przysłowie (wg Władysława Kopalińskiego - niemieckie): "Kiedy świeci słońce i pada deszcz, diabeł bije swoją żonę". Tak jak w poprzednim roku na Coke Festival, w kolejce najbardziej rzucał się w oczy przystrojony wiankami i przygotowujący powitanie idolki fanklub Florence. Przekroczenie bram Stadionu Narodowego przebiegło sympatycznie z tym, że nie rozumiałem dlaczego po sprawdzeniu biletów i minięciu strefy gastronomicznej na koronie obiektu utworzyła się kolejna kolejka. Okazało się, że byłem tak zajęty przygotowaniami do tzw. egzaminu głównego przed obroną doktoratu, że nawet nie sprawdziłem ułożenia dwóch festiwalowych scen. A okazało się, że położone są w dwóch zupełnie innych miejscach: jedna na stadionie, druga na tzw. błoniach (czy ta nazwa to jakiś kompleks wobec Krakowa?), od którego dzieli go nie tylko korona, ale i schody...

W ten sposób ominęła mnie połowa koncertu Elli Eyre, na który też się nastawiałem, bo to moim zdaniem bardzo seksowna dziewczyna :), zresztą świadoma swojego seksapilu, co było widać po jej kostiumie tego dnia. Niestety, już słuchając tego występu z głównie niewydanym na razie na płycie materiałem, można było sobie zdać sprawę, że wpadła w tę samą pułapkę, co wielu wykonawców - nagrywania masy podobnych do siebie utworów w nadziei, że brzmienie się osłucha i któryś wreszcie stanie się przebojem. W przypadku brytyjskiej wokalistki R&B jest o tyle bardziej ryzykowne, że za kilka miesięcy (tygodni?) możemy stać się świadkami kolejnej medialnej kampanii płaczu, że w Wlk. Brytanii ten gatunek to tylko marna kopia, a w ogóle świat jest do niczego, bo Aaliyah nie żyje, a Destiny's Child nie chcą się reaktywować. Nie chce mi się szukać w tej chwili dowodów na piśmie, ale w tym kraju to powtarzający się co kilka lat rytuał (chyba najbardziej w kręgach związanych z "Guardianem"). Pewnie przy tej okazji jeszcze bardziej oberwie się Rudimental i Johnowi Newmanowi.

A wtedy promocja w Polsce może okazać się cennym kapitałem. Zaczęło się od występu w nieznanym mi wcześnie klubie Syreni śpiew i "I like pierogis" na Instagramie, potem był występ w X Factorze (żeby nie było, że znęcam się nad biedną Ellą - duży plus za wykonanie mało znanego Deeper), a świadkiem kolejnego elementu byłem już w sobotę. Kiedy czekaliśmy bodaj na koncert The Wombats, nagle wszyscy zaczęli biec w kierunku w wyjścia z zadaszonej części obiektu. Dopiero po kilku minutach usłyszałem, o co chodzi: "Można zrobić sobie selfie z Ellą Eyre!" Nie wszystkim się udało (nie próbowałem, bo nie miałem odpowiedniego sprzętu), ale to i tak uroczy epizod, a popularność tej wokalistki w Polsce to już chyba minifenomen. Ostatecznie miała tu tylko jeden duży radiowy przebój, i to na featuringu.

Tyle socjologii, skupmy się na muzyce. Pierwszy koncert, który wysłuchałem w całości, dali na głównej scenie Bombay Bicycle Club - jedni z moich muzycznych bohaterów 2011 roku, choć przyznałem to trochę po czasie. Oczywiście w Warszawie nie zabrakło singli z A Different Kind of Fix, w tym tych najbardziej udanych: Shuffle i Lights Out, Words Gone. Wcześniejsze dwa albumy londyńczyków zostały ledwo zasygnalizowane, mimo że są na tyle dobre, że dłuższy tekst na temat tej grupy na blogu nie byłby od rzeczy. Występ zdecydowanie był podporządkowany promocji tegorocznego albumu So Long, See You Tomorrow, stanowiącego udaną kontynuacją pomysłów z poprzednich zawieszonych między folkiem, indie i delikatnym popem płyt. Najbardziej czekałem na pobudzające It's Alright Now, ale dobrze wypadł również m.in. singiel Luna, w którym kobiecą partię wykonała urocza Liz Lawrence (w wersji studyjnej - Rae Morris, o której niedługo może być głośno).

To był najspokojniejszy koncert tego dnia. Po nich scenę zajęli energetyczni The Wombats, którzy podzielili repertuar mniej więcej po równo między obydwa studyjne krążki. Wykonali również dwa utwory, które znajdą się na ich nowym albumie: singiel Your Body Is a Weapon i utrzymany w stylu wczesnych Arctic Monkeys Animals. Trudno mi wyjaśnić dlaczego, ale ten zespół gra właściwie cały czas to samo, tyle że raz z mniejszym, raz większym stężeniem klawiszy w podkładzie, a wygląda na to, że moja sympatia do niego w najbliższym czasie nie spadnie. Miałem okazję odświeżyć sobie m.in. Our Perfect Disease, z którym kiedyś walczyłem w internetowym konkursie Miastowizja. Niestety nie zauważyłem ich mastkotki Dr. Dereka :)

Po zakończeniu setu The Wombats nie mogłem się oprzeć pokusie zejścia na dół na drugi w moim życiu koncert Hurts (a pomyśleć, że w latach 2011-2013 ominęło mnie tyle okazji posłuchania ich na żywo...) Coraz lepiej rozumiem ludzi, którzy starają się nie opuścić żadnego, ponieważ bez względu na to co myśli się o piosenkach z ich drugiego albumu, kontaktach z Calvinem Harrisem i łamaniu statywu do mikrofonu przez Theo, na ich występach można się po prostu dobrze bawić. Nie zdążyłem na Wonderful Life, Miracle ani Somebody Save Darfur to Die For (tego ostatniego żałuję), ale i tak warto było jeszcze raz usłyszeć rytualne "beautiful people of Poland" oraz "This is exile...This is Warsaw...", pomachać telefonem w rytm Illuminated (chociaż już się rozładowywał, więc chyba sobie darowałem), tudzież utwierdzić się w swojej miłości do Better Than Love, Sunday i Unspoken.

Na kolejnym sobotnim koncercie wyjątkowo dało mi się we znaki, to o czym można przeczytać w każdej obiektywnej relacji z OWF, czyli słabe nagłośnienie. Miałem wcześniej do czynienia tylko z kilkoma singlami The Kooks, więc z magmy wyłowiłem tylko dwie ostatnie piosenki: Junk of My Heart (Happy) i Naive. Szkoda mi energii pląsającego po scenie z tamburynem Luke'a Pritcharda. Muszę uczciwie powiedzieć, że występ Brytyjczyków najbardziej podobał mi się...kiedy jeszcze byłem na zewnątrz stadionu i byłem w stanie docenić niespodziewanie 80s' funkowe ciągoty instrumentalistów.

Załamany jakością nagłośnienia, większość koncertu The Kooks przesiedziałem w kącie. O dzień wcześniejsza kolejka na ustny egzamin certyfikacyjny dawała mi się już we znaki. Drażniły mnie nachalne reklamy niedzielnego występu lubianego przeze mnie kiedyś dawno, dawno temu Davida Guetty, które stylizowały go na bigroomowego diabła. Trzeba było jednak zostawić choć garstkę sił na wydarzenie wieczoru. Po siedmiu lat kariery zdanie "koncert Florence & the Machine to misterium" brzmi banalnie, ale naprawdę trudno inaczej opisać to doświadczenie. Florence Welch jest mistrzynią tworzenia niesamowitej atmosfery na scenie przy pomocy choreografii, intonacji głosu i oczywiście muzyki. Patrząc na tę rudowłosą kobietę w zielonej sukni o utkwionym gdzieś w dal wzroku trudno uwierzyć, że alkohol i depresja zdążyły jej się mocno dać we znaki. Trudno w ogóle uwierzyć, że to obywatelka współczesnej Wielkiej Brytanii! Bez względu na to, czy ktoś woli pop, czy alternatywę, powinien wybrać się przynajmniej raz w życiu na jej show. Jak powiedział mi Maciek, różnicę w porównaniu z ubiegłorocznym występem w Krakowie robiło wykonanie Over the Love z soundtracku Wielkiego Gatsby'ego. No i oczywiście cover Stay With Me Sama Smitha. Cieszę się, że mój blogowy tekst o Flo nie okazał się ściemą. Teraz pozostaje czekać na planowany na październik nowy album - być może z produkcyjnym udziałem cenionego Blood Orange.

Dla niektórych na pewno bluźnierstwem była moja nieobecność na koncercie The Prodigy na Orange Stage. Wyrosłem już z dość powszechnego w mojej wioskowej okolicy w latach 90. przekonania, że ten zespół to ucieleśnienie zepsucia muzyki popularnej, jednak nadal nie mam sentymentu do dokonań tej formacji poza No Good. Przyzwyczaiłem się zresztą, że zdaniem innych melomanów, zazwyczaj wybieram najbardziej ich zdaniem bezpłciowe dni popularnych festiwali. Ale oni nie czytają Muzyko(b)loga i nie wiedzą, co dobre :) Oczywiście trochę żałuję, jednak zmęczony egzaminacyjnym piątkiem postawiłem na starych (choć młodszych wiekiem i stażem) ulubieńców. Na zakończenie dnia miałem jeszcze nadzieję na zabawę przy dźwiękach DJ setu Chase & Status, jednak trafiłem na wyjątkowo agresywny grime, a liczba podpitych malkontentów dookoła rosła z każdą minutą. Postanowiłem więc nie ryzykować trafienia w komunikacyjną pustkę, zaliczyłem lekko surrealistyczny nocny spacer mostem Poniatowskiego (ostatnio miałem taką okazję podczas wizyty Baracka Obamy w 2011), a na Marszałkowskiej udało mi się szczęśliwie złapać autobus do zawsze przygarniającego mnie w takich sytuacjach Wawra. Ciekawe, jaką drogą podążył mijany przeze mnie autobus podstawiony pod stadion? Most był zamknięty dla ruchu kołowego, a zawrócenie na dwukierunkowej ulicy przed barierką wymagało od kierowcy sporych zdolności...
***

Interesującą relację z pierwszego dnia tegorocznego Open'era napisał już Maciek, dorzucę jednak do niej swoje trzy grosze. Wszak mniej więcej od połowy koncertu The Black Keys cieszyliśmy się tym wydarzeniem osobno (ja o tyle mniej, że się o niego trochę martwiłem; dlaczego, wyjaśnię za chwilę). Jechałem do Gdyni w dość surrealistycznej otoczce, ponieważ w drodze musiałem poradzić sobie z pewną misją z pracy z gatunku tych, których zazwyczaj nie wykonuję bez dostępu do laptopa, ale jak to mówią: "chcieć, to móc", tudzież "potrzeba matką wynalazków" :) Przy wejściu na teren festiwalu zaskoczył mnie nakaz oddania słuchawek do telefonu (?!), no ale cóż, oszczędziło się na czym innym, można wydać parę złotych na depozyt. W taki dzień nawet przydybanie przez ankieterki podczas trochę przedwczesnego wypróżniania plecaków ze słodyczy nie było w stanie popsuć nam humoru.

Nasz pierwszy środowy koncert w wykonaniu polskiego tria Eric Shove Them In His Pockets nie wywarł na mnie większego wrażenia. Żałuję, że nie udało się nam znaleźć czasu na wspominanych kilka razy na tym blogu Fair Weather Friends. Często mam problemy z wytłumaczeniem moim kolegom, że z racji obowiązków zawodowych nie jestem w stanie wpadać "przy okazji" na występy polskich gwiazdek indie, jednak Maciej był ukierunkowany na największe gwiazdy line-upu. Dlatego też nie znaleźliśmy czasu na Metronomy, którzy być może bardziej przekonaliby mnie do siebie w wersji live, niż studyjnej... Kogo więc widzieliśmy? Np. kochanych od lat przez polską publiczność, a wciąż mało mi znanych Interpol. Moją uwagę najbardziej zwracał przystojniak z gitarą - Daniel Kessler. Jedyny ze słynącej z elegancji grupy nawet nie poluźnił kołnierzyka w tym upale! Zdziwił mnie brak The Heinrich Maneuver w wyczerpującej setliście. Jak widać - czas na odrobienie zaległości.

Trudno mi napisać coś sensownego na temat pierwszego polskiego występu The Black Keys, ponieważ nie spodziewałem, że już wraz z pierwszymi taktami muzyki zostanę wciągnięty w "młyn", jakie do tej pory znałem tylko z OFF Festivalu (spoiler: w tym roku dzięki pomocy koleżanek i kolegów udało mi się je omijać). A może nawet intensywniejszy! Znając tylko dwa ostatnie albumy (uczciwie powiem, że to nie jest moja stylistyka), mogę oceniać występ jedynie po jego długości, a była ona najdłuższa ze wszystkich, które zaliczyłem 2 lipca. Po zakończeniu zasadniczego występu i krótkiej przerwie nastąpił jeszcze akustyczny epilog, ale wtedy starałem się już znaleźć dla siebie dobre miejsce po drugiej stronie terenu - pod namiotem. Fani gatunku na pewno mogli czuć się zadowoleni. Dan Auerbach powiedział o publiczności: "Open'er jest cztery razy mniejszy od Glastonbury, ale jest na nim dziesięć razy więcej energii". Na pewno był szczery, ponieważ po kilku godzinach poinformowano o przyszłorocznym koncercie duetu w Łodzi. Bardzo cieszy, że taki rozwój wypadków dotyczy coraz większej liczby wykonawców.

Jeszcze zanim nadszedł - jak dla mnie - gwóźdź programu, trafiłem na (dość długą) końcówkę występu sióstr Przybysz (Archeo) z Night Marks Trio. Dziewczyny znane przede wszystkim z projektu Sistars sprawiały sympatyczne wrażenie, ale tym razem zaprezentowały się w mocno hermetycznej elektronicznej odsłonie. Potem nastało długie oczekiwanie, po którym na scenie pojawiły się już wiele razy chwalone na tym blogu siostry Haim! Czy to był dobry koncert? Na pewno interesujący, z pewnością również inny niż oczekiwałem. W tym wypadku naprawdę warto byłoby sprawdzić zawczasu setlistę, zamiast oczekiwać na niespodzianki. Trio (plus perkusista) na żywo stara się udowodnić, że jest przede wszystkim inspirującym się R&B zespołem rockowym, a nie popowym. Dlatego zabrakło takich melodyjnych numerów, jak Days Are Gone czy Running When You Call My Name, zaś inne zabrzmiały w sposób dość odmienny od wersji studyjnej (np. Falling). Najbardziej "podobne do siebie" było chyba The Wire. Na żywo zdecydowanie najładniejsza jest Alana :), która zaprezentowała się w ekstrakrótkich szortach, ale Este mimo łatki najbardziej bojowej z tej trójki również jest sympatyczniejsza niż można było się spodziewać (aczkolwiek sławny bassface robi wrażenie...takie, jakie powinien). Nawet jeżeli wzmianka o poszukiwaniu polskiego męża to tylko kurtuazja (ciekawostka: na początku działalności grupy krążyły plotki, że Este jest lesbijką). O dziwo, najmniej charyzmy (i najmniej seksowny głos!) ma wokalistka - Danielle, która prawie nie odzywała się do widowni. Esencją występu było brzmiące bardzo plemienne improwizowane solo całej czwórki na bębnach.

Nie minęła nawet godzina i było już po imprezie. Nie czekając na bis, którego zresztą nie było, przemieściłem się pod główną scenę, którą zajęli inni moi muzyczni bohaterowie 2011 - Foster the People. Czuć, że wciąż mają duży sentyment do debiutu, ponieważ usłyszeliśmy jego większą część. Miało się wrażenie, że promocja Supermodel nie jest priorytetem. Mark Foster z lubością wokalnie "szynszylił", wprawiając wszystkich obecnych w wyborny nastrój. Przestało mieć znaczenie pytanie, czy to nie headliner powinien występować ostatni na scenie głównej i taki drugoligowy zespół powinien zamykać na niej dzień. Trudno powiedzieć, jakie będą dalsze losy tej kapeli. Powtórka z debiutu byłaby mile widziana, z drugiej strony w jednym z numerów zabrzmieli wręcz grunge'owo (było to chyba Are You What You Want To Be?). Czy w ogóle będzie dalszy ciąg i ile będziemy musieli na niego czekać? Mam nadzieję, że jeszcze usłyszymy o Kalifornijczykach, bo bez nich na muzycznym rynku byłoby szaro.

Całego i zdrowego Mavoya spotkałem dopiero na dworcu kolejowym. Pod względem kondycyjnym był to na pewno bardziej udany wypad niż w 2012 r., chociaż cóż mogłoby się równać z magicznym polskim debiutem Jessie Ware... (Pytanie nie jest retoryczne, odpowiedź znajdziecie prawdopodobnie w następnym wpisie). Oczywiście wyborowi dnia towarzyszyły pewne rozterki; kto nie chciałby zobaczyć na żywo Lykke Li albo Banks? Fascynujący musiał być również recital Jacka White'a, chociaż na początku lipca nie byłem jeszcze tego świadomy. Żal tylko, że za rok z powodu przeprowadzki do Warszawy  i zmiany trybu pracy na ściśle etatowy prawdopodobnie nie pojawi się na Babich Dołach. Chociaż, jeżeli coś mnie zachęci repertuarowo, może uczynię ku temu jakieś kroki. Aczkolwiek po tegorocznych przeżyciach chyba musiałby to być koncert Passion Pit (chociaż wciąż poluję też na The Big Pink i Friendly Fires). Druga część relacji - jeszcze w tym tygodniu!


Sunday, August 10, 2014

Wielka Brytania - złoto, srebro, platyna #25 (31. 01. 2014)

podwójnie platynowa płyta od 27.12. 2013

aktualności:

Rok 2014 zaczął się na dobre. Srebrną płytą stał się pierwszy album wydany po 1 stycznia: High Hopes Bruce'a Springsteena - dziesiąty listowy numer jeden Bossa, po którym nie ma już śladu w notowaniach (miał zresztą dość mieszane recenzje). Nie można tego powiedzieć o pierwszym singlowym przeboju roku - Rather Be Clean Bandit i Jess Glynne, który rozpoczął brytyjską Wiosnę Tańczących Inaczej (termin Kuby Wojewódzkiego, który skądinąd twierdzi, że nie słyszał o Clean Bandit i mu z tym dobrze - hmm). Teraz to jeszcze "tylko" srebrny singiel, ale stanie się hitem ponadprzeciętnego kalibru. Sporym zaskoczeniem był dla mnie pierwszy solowy srebrny singiel dla Jake'a Bugga za Lightning Bolt (26 miejsce na początku 2013), jednak najwyraźniej tak niska pozycja nie przeszkadza w dobrej sprzedaży, jeżeli popularność macierzystego albumu utrzymuje się przez dłuższy czas.

Echa wałkowanej na tysiące sposobów jesiennej rywalizacji między Katy Perry a Lady Gagą już ucichły. Czysto liczbowo wygrała ta pierwsza, jednak czasy, w których tłukła przebój za przebojem już się chyba skończyły. Z Prism udało jej się wylansować dwa, za to solidne. Gaga przymierza się do projektu w stylistyce retro, jednak ArtPop również pozostawił ślad w kronikach w postaci dwóch srebrnych singli: Applause (5 miejsce latem 2013) i tego nagrodzonego 31 I: Do What U Want w duecie z R. Kellym (9 pozycja jesienią 2013). Nowojorska wokalistka, która w dużej mierze wykreowała modę na zatrącającą o Euro-dance elektronikę w popie ma na koncie już pięć platynowych singli w Wlk. Brytanii: Just Dance z udziałem "zaginionego w akcji" Colby'ego O'Donnisa (3 tyg. na szczycie na początku 2009, 42 tyg. w top 75), Poker Face (również 3 tyg. panowania w pierwszej połowie 2009, 66 tyg. w top 75), Bad Romance (2 tygodnie na czele jesienią 2009, 47 tyg. w top 75), Telephone z Beyonce (numer 1 przez 2 tygodnie na przełomie 2009 i 2010, 40 tyg. w top 75) i Born This Way (3 lokata zimą 2011). Złoty status osiągnęły: Paparazzi (4 pozycja wiosną 2009), obdarzony wyjątkowo kontrowersyjnym teledyskiem Alejandro (7 wiosną 2010) i The Edge of Glory (6 wiosną 2011). Srebrnym zadowoliły się: Lovegame (19 w 2009), Judas (9 wiosną 2011) i Marry the Night (16 w 2011 - weryfikacja po uwzględnieniu streamingu 4 VII). Jak na artystkę o tak skandalizującym profilu wizualnym i "wymiatającą" w innych notowaniach, jej wkład w certyfikaty wideo jest na razie niewielki (złoto za The Monster Ball Tour z 2011).

archiwum

Ludovico Einaudi brzmi jak nazwisko maestro sprzed wieków i...jest w tym trochę racji. Mowa bowiem o kompozytorze muzyki nazywanej zazwyczaj poważną (w tym filmowej), chociaż nie stroniącym również od ukłonów w stronę popu, co na razie przysporzyło mu na Wyspach jedną złotą płytę (Echoes - The Einaudi Collection; 40 pozycja w 2003), a od 31 I także jedną srebrną (Islands - Essential Einaudi, 34 w 2011). Co ciekawe, jego pradziadek Luigi był drugim prezydentem w historii nowoczesnych Włoch.

rozmaitości:

- złota płyta dla składanki 90s Groove z maja 2012 (od Jamiroquai przez TLC po Olive)
- złota płyta dla składanki Kissstory z sierpnia 2013 z muzyką urban z przełomu wieków
- złote wideo dla broadwayowskiej wersji Shrek: The Musical z października 2013 (spektakl był wystawiany w Nowym Jorku w latach 2008-10)

Status Quo to w Polsce zespół jednego przeboju, zaś w Wlk. Brytanii prawdziwa instytucja - pub-rockowe dinozaury cenione na równi z Dire Straits. In the Army Now (2 miejsce jesienią 1986) to tylko jeden z 11 srebrnych singli kapeli, wśród których znajduje się m.in. ich jedyny numer jeden - Down Down z 1974. Ostatnie takie osiągnięcie zespołu to medley starych przebojów - Anniversary Waltz Part 1 (2 lokata w 1990), zaś jedyny złoty singiel - Rockin' All Over the World (3 pozycja w 1977). Weterani w ciągu trwającej ponad 40 lat kariery uzbierali 10 srebrnych i 20 złotych płyt. Wśród tych drugich znajdują się ich cztery numery jeden: Hello (jesień 1973), On the Level (dwa razy wiosną 1975), Blue for You (trzy razy wiosną 1976) i 1982 (tytuł to jednocześnie rok wydania). Nad ten średnio zachwycający podział wybiły się jedynie dwie składanki: platynowe 12 Gold Bars (3 w 1980, 48 tyg. w top 75) i podwójnie platynowe Rocking All Over the Years (2 jesienią 1990). Wideo akompaniujące innej składance: XS All Areas - The Greatest Hits z 2004 zdobyło platynowy status. A pretekstem do napisania tej notki była złota płyta dla nienotowanej z jakichś powodów na liście The Essential z 2001 (przynajmniej wg Amazonu).

Backstreet Boys to ciekawy przypadek z punktu widzenia muzycznego marketingu, ponieważ zanim zdobyli niekwestionowaną popularność w rodzinnych USA (dwie diamentowe płyty), wykuwali ją na rynku europejskim. W niektórych krajach, m.in. Polsce, stali się wręcz synonimem boysbandu. W Wlk. Brytanii nie zdetronizowali Take That i Boyzone, jednak również osiągnęli sporo sukcesów. Największym była podwójna platyna za Backstreet's Back (2 miejsce latem 1997, 44 tyg. w top 75), platyną pokryły się także Millennium (2 wiosną 1999, 56 tyg. w top 75) i Greatest Hits – Chapter One (5 w 2001). Eponimiczny debiut (12 w 1996) zdobył złoty status, w nowym stuleciu osiągnęły go też Black and Blue (13 w 2000) i Never Gone (11 w 2005). Kwintet bywa notowany w top 75 do dziś (In a World Like This latem 2013 zameldowało się na 16 pozycji). Udało się to również nieobecnej na liście składance The Very Best of Backstreet Boys z 2011, nagrodzonej przez BPI właśnie 31 I.

Backstreeci legitymują się w Wlk. Brytanii trzema złotymi singlami: Everybody (Backstreet's Back) (3 pozycja latem 1997), As Long As You Love Me (to samo miejsce jesienią tamtego roku) i I Want It That Way (szczyt wiosną 1999). Srebrem pokryły się: Quit Playing Games (with My Heart) (2 na początku 1997), All I Have to Give (2 zimą 1998) i hop-bęcowy megahit Show Me The Meaning Of Being Lonely (3 wczesną wiosną 2000). Listę sukcesów uzupełniają dwa platynowe (Backstreet Back Behind the Scenes z 1997 i akustyczny koncert z Kolonii A Night Out with the Backstreet Boys - 1998) i i trzy złote DVD.
Teraz cykl czeka dłuższa przerwa, ponieważ przyszedł czas na podzielenie się wrażeniami z letniego sezonu koncertowo-festiwalowego. Przydałoby się również uzupełnić w niektórych postach dane o certyfikatach za DVD (przynajmniej platynowych). Obiecuję także na przyszłość precyzyjniej podchodzić do pór roku (trzymać się kalendarzowych, a nie orientacyjnej pogody). W następnym odcinku pojawi się kolejny b. popularny w Polsce zespół, legendarny Kanadyjczyk, zaś dzięki kilku divom będzie filmowo: coś z Titanica, coś z Bonnie i Clyde...

Wednesday, July 23, 2014

Wielka Brytania - złoto, srebro, platyna #23 (17. 01. 2014)


aktualności:

Pierwsze tygodnie 2014 w Wielkiej Brytanii i na całym świecie upłynęły pod znakiem chyba nieuniknionego na jakimś etapie ich karier duetu Pitbulla i Ke$hy Timber, którego sukces również był przesądzony, ponieważ wpisywał się nurt odświeżania kowbojskich potańcówek zapoczątkowany przez Wake Me Up Aviiciego. 17 I został on srebrnym singlem, podobnie jak wtedy aktualny przebój Calvina Harrisa Under Control (numer 1 w grudniu), przy którym pomagali mu szwedzki DJ Alesso i duet Hurts, a przynajmniej jego wokalista (mam nadzieję, że ktoś będzie go jeszcze stąd kojarzył, kiedy manchesterczycy wydadzą nowy album...). Można było już jednak wyczuć w powietrzu "garażową wiosnę", a jednym z jej zwiastunów był srebrny singiel dla producenta drum'n'bass Wilkinsona za Afterglow (8 miejsce jesienią 2013). Nie mogło się też obyć bez kolejnego certyfikatu dla Ellie Goulding - tym razem złotego singla za How Long Will I Love You.

17 I BPI miała po raz ostatni do czynienia z kolejnym głośnym albumem jesieni - debiutem Lorde Pure Heroine (4 pozycja w listopadzie, 36 tygodni w top 75, w tej chwili przebywa w ostatniej "ćwiartce" top 100), który pokrył się wtedy złotem. Powrócił także "kącik cięższych brzmień", a to dzięki lubianej także w Polsce formacji metalcore Bring Me The Horizon. Czwarta, a pierwsza srebrna płyta Sempiternal (3 wiosną 2013) to zdecydowanie ich największy sukces. Poprzednia nosiła nietypowy tytuł There Is a Hell, Believe Me I've Seen It. There Is a Heaven, Let's Keep It a Secret.

archiwum:

Część archiwalna odcinka tym razem znowu została zdominowana przez hip-hop i R&B. Drugi pośmiertny złoty singiel uzyskał legendarny raper 2Pac. Po raz pierwszy udało się to opiekunom jego spuścizny z Ghetto Gospel, w którym słychać również głos Eltona Johna (3 tygodnie prowadzenia na liście latem 2005), do którego dołączył teraz jeden z największych szlagierów w historii popularnego Hop-Bęca - Changes (3 lokata na początku 1999). Zaczerpnięty z The Way It Is Bruce'a Hornsby'ego & The Range refren śpiewa w nim niejaki Talent. Już dwunasty singlowy certyfikat otrzymali odebrali Black Eyed Peas - tym razem "srebro" za Don't Stop the Party (17 pozycja wiosną 2011).

Początek mojego zainteresowania muzyką pop zbiegł się z początkiem kariery Alicii Keys, która już od ponad dekady służy za wzór soulowej wokalnej klasy na szczytach list przebojów. 17 I złoty status uzyskał jej mocno ograny także w Polsce singiel No One (6 pozycja jesienią 2007), co jest jej największym solowym sukcesem po platynowym Empire State of Mind, Part II (4 zimą 2009, 41 tygodni w top 75). Ten sam status zdobyła "pierwsza część" tej piosenki wydana pod egidą Jaya-Z. Najwyżej notowany solowy utwór artystki na UK Charts Fallin' (3 miejsce jesienią 2001) to wciąż tylko srebrny singiel, podobnie jak bondowski duet z Jackiem White Another Way to Die (9 jesienią 2008), Doesn't Mean Anything (8 zimą 2009), Try Sleeping with a Broken Heart (7 wiosną 2010) i Girl on Fire (5 zimą 2012). Un-Thinkable (I'm Ready) mimo świetnego wyniku na Billboard Hot R&B/Hip-Hop niestety nie było nawet w pierwszej setce...

Album The Element of Freedom, z którego pochodzi większość tych przebojów (2 tygodnie na szczycie, 55 tygodni w top 75 od grudnia 2009) trzykrotnie pokrył się platyną w Zjednoczonym Królestwie, tak samo jak debiut Songs in A Minor (6 lokata jesienią 2001, 79 tygodni w top 75). Do platyny dobrnęły The Diary of Alicia Keys (13 w 2003) i As I Am (11 w 2007). Ostatni studyjny krążek Girl on Fire (15 w 2012) poprzestał na złocie. Zbyt wiele eksperymentów z brzmieniem?

Mimo że sporej części obserwatorów popkultury się już kojarzył głównie z pobicia Rihanny, Chris Brown notuje kolejne sukcesy. W Wielkiej Brytanii jego najlepiej sprzedającą się płytą pozostaje platynowe Exclusive (3 pozycja jesienią 2007, 48 tygodni w top 75), jednak dopiero 4,5 roku później trafił on na sam szczyt tamtejszego zestawienia z Fortune, które 17 stycznia pokryło się złotem, dorównując imiennemu debiutowi (29 lokata w 2006) i F.A.M.E. (10 w 2011). Niewypałem okazało się jedynie Graffiti - 55 miejsce w 2009 i srebrna płyta (w USA był to numer 7).

Spoza czarnych brzmień powody do radości miała 17 I jedna z najzadziorniejszych brytyjskich piosenkarek tego stulecia Kate Nash, której przyznano złoty singiel za największy przebój Foundations (2 miejsce latem 2007, może byłoby lepiej gdyby nie Umbrella ;) Album Made of Bricks, z którego pochodzi, pokrył się platyną (szczyt w sierpniu 2007, 43 tygodnie w top 75). Kolejny My Best Friend Is You mimo lokaty w pierwszej dziesiątce po 3 tygodniach zniknął z notowań, po czym "niedzielni" fani popu już sobie nie przypomnieli o Kate, która jednak niezrażona nagrywa do dziś.

rozmaitości:

- potrójnie platynowe wideo dla filmu The Last Waltz - zapisu pożegnalnego koncertu grupy The Band w Dzień Dziękczynienia 1976, podczas którego zagrali również m.in. Bob Dylan, Ringo Starr, Neil Young i Joni Mitchell
- złote wideo dla JLS za Goodbye: The Greatest Hits Tour z grudnia 2013. To czwarte wyróżnione przez BPI DVD boysbandu, z czego dwa uzyskały platynowy status: dokument Eyes Wide Open z 2011 (pierwszy film w 3D firmowany przez brytyjskiego wykonawcę) i Only Tonight - Live from London (2010).
- platynowa płyta dla składanki Now That's What I Call Reggae z czerwca 2012, na której zmieścili się nawet Blue Lagoon i The Police (!)


W następnym odcinku: najpopularniejszy zespół wszech czasów, najpopularniejszy zespół wszech czasów rodem z Australii (dla ułatwienia dodam, że The Bee Gees tak naprawdę byli z Manchesteru...), parę słów o singlach najpopularniejszego zespołu roku 2013 i największy bestseller brytyjskiego rynku muzycznego od czasu Adele.

Monday, July 21, 2014

Wielka Brytania - złoto, srebro, platyna #22 (10. 01. 2014)

podwójnie platynowa płyta od 27 XII 2013

10 I brytyjski rynek muzyczny był pogrążony w letargu. Trwał zwycięski marsz Happy Pharrella Williamsa (złoty singiel) i popularność Jasona Derulo (srebrny singiel za Trumpets). Swój pierwszy solowy sukces z punktu widzenia BPI odniósł towarzyszący mu w Talk Dirty raper 2 Chainz. Mowa o srebrnym singlu za We Own It (Fast & Furious) (6 miejsce wiosną 2013) ze ścieżki dźwiękowej do szóstej części tej filmowej serii. To już kolejny (i nie ostatni) wspominany w tym cyklu singiel z udziałem Wiz Khalifa, nadmienię więc, że jedynym jego prawdziwie solowym przebojem w Wielkiej Brytanii było Black & Yellow (5 pozycja wiosną 2011 i srebro). Platynowy status uzyskała już kilkakrotnie wspominana składanka BBC Radio 1's Live Lounge 2013. Wreszcie srebrną płytą stało się The Diving Board Eltona Johna (3 miejsce jesienią 2013), o dziwo poprawiając wynik niescertyfikowanego do tej pory numeru jeden z 2012 - przygotowanego wspólnie z duetem Pnau Good Morning to the Night.

podwójnie platynowy singiel od 3 I 2014

W następnym odcinku najwięcej uwagi poświęcę amerykańskiej wokalistce, która niedawno zaśpiewała na potrzeby filmu o popularny, superbohaterze :)

Sunday, July 20, 2014

Wielka Brytania - złoto, srebro, platyna #21 (03. 01. 2014)


aktualności


Początek roku to okres, w którym jeszcze coś się kończy, ale jeszcze nic się nie zaczyna. Widać to choćby po tym, że tylko jeden z certyfikatów BPI przyznanych 3 I znalazł kontynuację w kolejnych miesiącach - srebrna płyta dla Jasona Derulo za ostatni album Tattoos. Był to dobry tydzień dla wykonawców z kręgów indie. Przede wszystkim złotym pokrył się najbardziej ekscentryczny i po prostu najciekawszy płytowy numer jeden brytyjskiej jesieni - wydany w listopadzie Reflektor Arcade Fire. Być może festiwalowy sezon pomoże Kanadyjczykom podtrzymać passę czterech z rzędu platynowych płyt, którą stworzyły: Funeral (33 miejsce w 2005), Neon Bible (9 w 2007) i The Suburbs (szczyt w sierpniu 2010). Wysoko ustawioną poprzeczkę mają też Vampire Weekend, których imienny debiut (15 pozycja w 2008, 39 tygodni w top 75, jeszcze więcej pod koniec setki) zdążył się już pokryć platyną, a Contra (3 lokata na początku 2010) - srebrem i na razie na tym "poziomie" pozostają Modern Vampires of the City (takie samo miejsce wiosną 2013). Duży sukces brooklyńczyków to srebrny singiel za A Punk mimo zaledwie 55(!) miejsca na liście w 2008.

Dla The National szczytem pozostaje złota płyta za High Violet (5 pozycja wiosną 2010), który miałem kiedyś opisać jako idealny akompaniament rzucania pracy, ale od tego czasu trochę mi się zmieniły gusta i pomysł upadł (aczkolwiek może kiedyś zrealizuję mój inny pomysł z tego okresu, czyli post o Two Door Cinema Club - Tourist History poznałem chyba tego samego dnia). O "srebrze" dla Boxer (57 w 2007) już wspominałem, Trouble Will Find Me (3 lokata w czerwcu 2013) to na razie ten sam "rozmiar kapelusza". Inny ceniony przez polskich fanów indie skład - Nick Cave & the Bad Seeds otrzymał 3 I swoją ósmą nagrodę od BPI: srebro za Push the Sky Away (3 miejsce w marcu). Pod względem pozycji na liście to największy sukces australijskich weteranów; poprawili wynik poprzedniego dzieła Dig!!! Lazarus Dig!!! (4 w 2008), które ma już złoty status, podobnie jak The Best Of (11 w 1998) i kultowe Murder Ballads (8 w 1996). Największy solowy sukces Cave'a to oczywiście Where The Wild Roses Grow z Kylie Minogue (11 lokata w 1995). Być może nowe przepisy pomogą mu zdobyć certyfikat.

Przynajmniej na razie (nie mam wątpliwości, że wciąż są to popularne utwory w serwisach streamingowych) żegnamy się z dwoma wakacyjnymi hitami. Wake Me Up (3 tygodnie na szczycie, okrągły rok w top 75!) Aviciiego i Aloe Blacca osiągnęło status podwójnej platyny, a Burn Ellie Goulding (również 3 tygodnie prowadzenia) - platyny, jako drugi jej singiel po Your Song, ale nie ostatni. Wiosenny przebój Duke Dumonta z wokalnym udziałem A*M*E i MNEK-a (2 tygodnie na czele UK Charts) Need U (100 Percent) osiągnął złoty status i to też nie był koniec sukcesów tego producenta, czego są świadomi nawet słuchacze RMF-u :D

Niby zadaniem każdego boysbandu jest poprawianie humoru fanom popu, jednak jakoś tak wyszło, że nawet mimo dość populistycznego charakteru tych środków rozśmieszania w moim przypadku z tych powstałych w ostatnich latach udało się to praktycznie tylko The Wanted :) Akurat 3 I srebrny status uzyskał ich wyjątkowo "śmiechowy" singiel Walks Like Rihanna (4 miejsce latem 2013), co było już ich piątym takim sukcesem. Wcześniej osiągnęły go ich trzy numery 2 - Heart Vacancy (jesień 2010), Lightning (jesień 2011) i Chasing the Sun (lato 2012) oraz Gold Forever (3 pozycja wiosną 2011). Złotem pokryło się debiutanckie All Time Low (szczyt latem 2010), a platyną już po dołączeniu danych ze streamingu - Glad You Came (2 tygodnie prowadzenia latem 2011). Nieco dziwi brak w tym gronie I Found You (3 jesienią 2012). Platynowe są również dwa albumy chłopaków: The Wanted (4 w 2010, 44 tygodnie w top 75) i Battleground (5 w 2011). Trudno powiedzieć, czy certyfikatu doczeka się Word of Mouth (9 jesienią 2013), którego słaba sprzedaż przyspieszyła zawieszenie działalności przez grupę.

Znana wokalistka w coverze przeboju sprzed kilku lat - wydaje się to, że to gotowa recepta na przebój. Jak się okazuje także, jeżeli piosenkarka wraca z płytą po pięciu latach przerwy, a wykonawcy oryginału mają już najlepsze lata za sobą. Lily Allen i jej złotemu coverowi Somewhere Only We Know (3 tygodnie na szczycie pod koniec 2013) na pewno pomogło wykorzystanie w reklamie sieci handlowej John Lewis. Wcześniej artystka odebrała dwa złote single za swoje numery 1: Smile z lata 2006 i The Fear z zimy 2009 (miesiąc na prowadzeniu!) oraz srebrny za Not Fair (5 lokata wiosną 2009) plus srebrny występ u boku Professora Greena. Nieco zdziwił mnie brak w tym towarzystwie promowanego także w "hipsterskich" polskich stacjach LDN (6 jesienią 2006).

Z polskiego punktu widzenia może wydawać się to nieco dziwne, jednak dopiero 3 I Agnetha Fältskog odniosła swój największy sukces na brytyjskim rynku z punktu widzenia BPI. Niemniej jednak błyszczący złotem A to również jej najwyżej notowany w karierze album w tym kraju (6 miejsce w maju). Zauważony został również jej "srebrny" zbiór coverów My Colouring Book (12 lokata w 2004). W pierwszej fazie solowej kariery największy sukcesem damy szwedzkiej piosenki było 18 miejsce krążka Wrap Your Arms Around Me w 1983, także na liście singli (konkretnie na 11 pozycji) znalazła się ona w Top 40 dopiero w 2004  z If I Thought You'd Ever Change Your Mind (oryginał - Cilla Black).

archiwum

Olbrzymi i dość dla mnie niespodziewany sukces odniósł Olly Murs, który osiągnął rzadką w ostatnich latach sztukę: bez radykalnej zmiany stylu z każdym albumem zamiast się wypalać odnosił coraz większe sukcesy. Imienny album wokalisty, który zaczynał w 2009 r. w X Factorze (ale go nie wygrał dwa razy, co zwiększa rangę jego sukcesów) dwa razy pokrył się platyną (2 miejsce w grudniu 2010, 64 tygodnie w top 75), In Case You Didn't Know - już trzy razy (szczyt dokładnie rok później, 72 tygodnie w top 75), a Right Place Right Time (2 tygodnie prowadzenia na koniec 2012, 70 tygodni w top 75) dzięki małej pomocy reedycji dość zdecydowanie przekroczyło magiczny milion (poczwórna platyna). Czy to szczyt możliwości? Prawdopodobnie tak, choć przykład np. Paolo Nutiniego pokazuje, że pisana przez duże K kariera solisty nie musi być efemeryczna.

W temacie singli grzeczny chłopiec z Witham był wyjątkowo zaniedbywany przez swoją wytwórnię, ponieważ dopiero 22 VII 2013 w ramach potężnej "urawniłowki" odebrał wszystkie należne mu nagrody, a było ich sporo: platynowe single za Heart Skips a Beat z Rizzle Kicks (numer jeden jesienią 2011), Dance with Me Tonight (ten sam wynik 3 miesiące później) i Troublemaker z Flo Ridą (2 tygodnie prowadzenia pod koniec 2012), złote za debiutancki Please Don't Let Me Go (szczyt jesienią 2010), Thinking of Me (4 zimą 2010) i Dear' Darlin (5 wiosną 2013, rekordowy na razie staż 30 tygodni).

Na przykładzie Maroon 5 można prześledzić, jak z biegiem lat sprzedaż singli stała się ważniejszym wykładnikiem sukcesu w muzyce pop niż nakład albumów. Można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że Kalifornijczycy nie pobiją już 6-krotnie platynowego sukcesu Songs about Jane (od stycznia 2004 73 tygodnie w top 75, tydzień na szczycie), aczkolwiek ich kolejne studyjne krążki uzyskiwały solidny platynowy wynik i ponad półroczne staże w czołówce. Były to It Won't Be Soon Before Long (2 tygodnie na "pole position" latem 2007), Hands All Over (6 w 2010) i Overexposed (2 latem 2012). Jedynie słabiej promowane wydawnictwo 1.22.03.Acoustic (58 w 2005) uciułało srebro.

Tymczasem największy singlowy sukces grupy - podwójnie platynowy Moves Like Jagger, gdzie połączyli siły z Christiną Aguilerą (to też jej największy hit pod względem sprzedaży, o czym pisałem w odc. 2) nadszedł dopiero latem 2011 (2 miejsce, rok w top 75). Wcześniej srebrny status uzyskały This Love (3 pozycja wiosną 2004) i She Will Be Loved (4 jesienią tego roku), a później: Payphone z Wiz Khalifą - platynowy (dwa tygodnie na szczycie latem 2012), a 3 I One More Night - złoty (8 pozycja jesienią 2012). Jak widać, żywione przez krytykę obawy, że Maroon 5 skończy się na dwóch albumach nie były przesadzone, ponieważ Makes Me Wonder mimo dobrej lokaty (2 wiosną 2007) do dziś nie ma certyfikatu. Dodam, że ogrywane przez RMF Daylight dotarło na Wyspach tylko do 63 miejsca, a Love Somebody w ogóle nie zmieściło się w setce.

W najbliższych latach pewnie zrodzi się mit, że światowe sukcesy Taylor Swift rozpoczęły się wraz z porzuceniem przez nią country-popu na platynowej płycie Red (szczyt notowań jesienią 2012, 56 tygodni w top 75). Na pewno nowy wizerunek jej nie zaszkodził (chociaż akurat ja z tego powodu całkowicie przestałem się interesować jej karierą), jednak już wcześniej była w dość opornej na takie dźwięki Wielkiej Brytanii rozpoznawana, głównie dzięki platynowemu singlowi Love Story (2 miejsce zimą 2009). Z tego okresu działalności srebrny status uzyskało 3 I You Belong with Me (30 pozycja latem 2009). Ostatni album przyniósł aż dwa platynowe hity: zweryfikowany tak już po dołączeniu streamingu We Are Never Ever Getting Back Together (4 lokata jesienią 2009) i I Knew You Were Trouble (2 miesiąc później) oraz srebrne 22 (9 wiosną 2013) i Everything Has Changed (7 latem 2013) w duecie z Edem Sheeranem. Wzrost popularności wzmógł również zainteresowanie poprzednimi krążkami. Imienny debiut (81 lokata w 2006) i Speak Now (6 w 2010) to dziś złote płyty, a Fearless (5 w 2009, 50 tygodni w top 75) - platynowa.

Phil Collins jest dla wielu przykładem, że była taka era w historii muzyki pop, kiedy jeszcze wygląd muzyka nie był ważny, a liczył się tylko talent. W rzeczywistości początek jego kariery solowej tylko nieznacznie wyprzedził pojawienie się MTV i być może rzeczywiście zakochanemu w soulu balladziście, który nie byłby perkusistą Genesis trudniej byłoby się przebić.. Zamiast dywagować przyjrzyjmy się jednak osiągnięciom tego wykonawcy. Pretekstem do wzmianki o nim było zdobycie statusu 6-krotnej platyny przez wciąż najbardziej znaną składankę jego przebojów: Hits (numer jeden jesienią 1998, 59 tygodni w top 75), aczkolwiek względnymi sukcesami były również The Platinum Collection (4 pozycja w 2004, nomen omen platyna) i Love Songs (7 w 2004, podwójna platyna). Względnym dlatego, że wcześniej odnosił olbrzymie sukcesy ze swoim oryginalnym materiałem (i dość licznymi coverami):
- ośmiokrotna platyna: But Seriously (aż 15 tygodni na szczycie na przełomie 1989 i 1990, 72 tygodnie w top 75),
- sześciokrotna platyna: No Jacket Required (5 tygodni na prowadzeniu w 1985, 176 tygodni w top 75),
- pięciokrotna platyna: Face Value (3 tygodnie na szczycie w 1981, 274 tygodnie w top 75),
- poczwórna platyna: Serious Hits Live (2 miejsce jesienią 1990, 50 tygodni w top 75),
- potrójna platyna: Hello, I Must Be Going (2 pozycja w 1982, 163 tygodnie w top 75)
- podwójna platyna: Both Sides of the Story (numer jeden jesienią 1993)

Do tego dodajmy trzy złote (Going Back pojawiło się na szczycie jesienią 2010) płyty w dalszej części kariery. Z 4 złotych i 5 srebrnych singli Collinsa prawie wszystkie były także przebojami w Polsce, W kolejności chronologicznej to: In the Air Tonight (2 w 1981), You Can't Hurry Love (2 tygodnie prowadzenia na koniec 1982), Against All Odds (Take a Look at Me Now) (2 wiosną 1984) oraz Easy Lover - duet z Philipem Baileyem znanym z Earth, Wind & Fire (miesiąc na szczycie wiosną 1985). Nieco gorzej poradziły sobie One More Night (4 lokata w 1985), Separate Lives (duet z Marylin Martin z filmu Białe noce, również 4 w 1985), A Groovy Kind of Love (dwa tygodnie "na tronie" jesienią 1988), Two Hearts (6 w 1988) i Another Day in Paradise (2 w 1989). Wbrew wrażeniu sprawianemu przez polski airplay sukcesy piosenkarza były więc niemal ograniczone do jednej dekady, jednak wykorzystał ją do maksimum (pamiętajmy też o kilku hitach Genesis z tego okresu). Całości dyskografii dopełniała platynowe wideo Finally... The First Farewell Tour z 2004.

Często zapomina się, że solistki nigdy nie były szczególnie mocną stroną brytyjskiego rynku muzycznego. Wbrew powszechnemu przekonaniu o mizoginii tego przemysłu lepiej radziły sobie w rankingach popularności formy wypowiedzi uważanej za bardziej wyrafinowaną, czyli albumów (Kate Bush, Alison Moyet, Annie Lennox). O singlowej mizerii pod tym względem pewnie będzie okazja wspomnieć przy okazji omawiania osiągnięć Rity Ora. Nie oznacza to oczywiście, że w tym kraju nie rodziły się piosenkarki, których warto posłuchać. Wielu znawców twierdzi, że pierwszą była Dusty Springfield, która niestety nie doczekała większości swoich nagród BPI, ponieważ zmarła 2 marca 1999 na raka piersi. Nie dożyła m.in. swojego pierwszego certyfikatu za singiel - srebra dla Son Of A Preacher Man (9 miejsce w 1968, powroty w 2012 i wiosną 2013). W 1966 r. doprowadziła na szczyt utwór You Don't Have to Say You Love Me. W kategorii płyt paradoksalnie podwójnie platynowy status osiągnęła jedynie The Hits Collection z 1997, która prawdopodobnie nie była notowana na liście (być może ze względu na zniżkową cenę). Do platyny dociągnął też The Best Of (14 pozycja w 1998). Dwie inne płyty z biegiem lat stały się złote, a pięć srebrne, wśród nich ceniona przez koneserów, ale w swoim czasie praktycznie niezauważona Dusty in Memphis z 1969 i stworzona przy współpracy z Pet Shop Boys Reputation (18 w 1990).

W kąciku remanentów R&B tym razem gości jedna z grup Teddy'ego Rileya - BLACKstreet ze swoim sztandarowym hitem No Diggity, dzięki któremu również Wielka Brytania usłyszała o Dr Dre. Mimo, że ich 3 utwory w kolejnych latach zawędrowały jeszcze wyżej, to tylko ten przypomniany niedawno przez Cheta Fakera utwór (9 pozycja w 1996) uzyskał złoty status. Zespół ma też na koncie dwie srebrne płyty - za BLACKstreet (35 w 1994) i Another Level (26 w 1996 i...tyle samo tygodni w top 75).

rozmaitości

Tym razem tylko jeden punkt: platynowe wideo dla One Direction za film All for One z 2012.


W następnym odcinku: chwila oddechu - radość w rytmie trąbek.