Showing posts with label Wild Nothing. Show all posts
Showing posts with label Wild Nothing. Show all posts

Sunday, March 31, 2024

Rankingi: Top ulubionych płyt długogrających z 2023

Publikacja wyników tego rankingu najpierw na Twitterze i Facebooku, a dopiero później tworzenie posta na blogu z komentarzem, staje się smutnym zwyczajem. Niech rekompensatą będzie nie tylko większa liczba pozycji niż tok temu, ale także krótki opis każdej z nich.

Wednesday, January 30, 2019

Ranking: Top ulubionych albumów z 2018


Może królową tego roku była Tracey Thorn, ale u mnie rządzi infantka - Kadhja Bonet!

Z powodu nieostrożnego zapisywania notatek ten wpis trafia do Was w nieco krótszej wersji, niż planowana. Bez względu na okoliczności, niezmiernie się cieszę, że udało mi się go stworzyć szybciej niż analogiczne w poprzednich latach.

Sunday, March 4, 2012

Playlista: chillwave, czyli pośród wyblakłych przeźroczy

Najlepsza definicja muzycznej nowej fali (jej orędownikiem jest lubiany przeze mnie bloger John C. Hughes), jaką do tej pory słyszałem brzmi: "gdy słyszysz coś w tym stylu, wiesz, że to nowa fala" :) To samo można powiedzieć o "oziębłej fali" (bo przecież, nie "chłodnej" - chłodna była w 80.). Na kilka charakterystycznych elementów zwrócił uwagę Kacper Bartosiak z serwisu Porcys: inspiracje czerpane z synth popu dekady zwanej przez niektórych "złotą", relaksacyjność, kreowanie nostalgicznego nastroju. Koniecznie trzeba dodać jeszcze użycie dużej liczby elektronicznych efektów, takich jak sample, loopy, filtrowanie wokalu, taniość w produkcji (mimo, że przyjęte w tym stylu nazewnictwo stwarza wrażenie obfitości zespołów, do stworzenia chillwave'owego materiału wystarczy właściwie tylko kompozytor i laptop) oraz...słabość do dwuwyrazowych nazw, która już doczekała się parodii (z propozycji generatora najbardziej podobał mi się Light Noir :)

Podążając tym tropem, można zapytać: czy chillwave to new romantic naszych czasów? To kusząca interpretacja, jednak w utworach wykonawców słusznie lub niesłusznie określanych jako chillwave lub glo-fi można odnaleźć elementy najróżniejszych stylów: psychodelii, ambientu, muzyki klubowej (od New Order po współczesny house), wpływowego na początku lat 90. shoegaze, a nawet r'n'b (dobrym przykładem jest Tom Krell znany jako How To Dress Well). Tę mieszankę stylistyczną można na pewno zauważyć słuchając stworzonej przeze mnie playlisty. Brakuje na niej na pewno kilku luminarzy gatunku (Panda Bear, Twin Sister, Ariel Pink's Haunted Graffiti, Small Black), jednak - jak słusznie napisał wspomniany K. Bartosiak - trudno trafić na ewidentnie słabą płytę nagraną w konwencji chillwave. Trudno powiedzieć, jak długo potrwa silna szczególnie w USA moda na ten gatunek, jednak jestem przekonany, że będzie on w przyszłości wymieniany jako jeden z filarów muzyki elektronicznej początku XXI wieku.

















Ciekawe, ile w historii powstało piosenek pt. Chinatown i czy wszystkie są tak dobre, jak ta lub Destroyera :)





(Gdyby to kogoś interesowało, człowiek znany swoim znajomym jako Seth Haley, będzie gościł w tym roku na krakowskim Szkiele..., tfu Selectorze)



(Gdzie te czasy, kiedy ekipa The Key of Awesome trzymała jakiś poziom..)