Saturday, April 13, 2013

Playlista na czas kryzysu

To, co napisałem o braku czasu, a w szczególności konieczności szybkiego skończenia doktoratu pozostaje aktualne. Jednak w zaistniałej sytuacji nie miałem wyjścia - musiałem zrealizować jeden z wielu pomysłów na wpisy, na jakie ostatnio wpadłem. Podziękujcie za to jednemu z ulubionych zespołów Muzykoblogera - Shine 2009. Fińscy królowie zblazowanego chillwave wczoraj podzielili się ze światem utworem pod jakże aktualnym tytułem... Eurozone. (Wybaczcie cynizm, ale skądinąd nie wiem, czy w epoce post-Breivikowskiej planowanie wydania albumu pt. Our Nation przez zespół z szeroko pojętej Skandynawii to dobry pomysł...)



Ludzie od wieków zadają sobie pytanie: co rządzi światem - miłość czy pieniądze? Jeżeli chodzi o tematy piosenek, miłość zdecydowanie wygrywa, jednak mamona również zainspirowała wiele wiekopomnych utworów, by wspomnieć jedynie szlagiery ze "Skrzypka na dachu" i "Kabaretu" oraz jeden z przebojów ABBY (Bloger wstawił się też za Pink Floyd). Tematyka finansowa w muzyce chyba najmocniej kojarzy się z zaangażowanymi społecznie protest songami, jednak na różne sposoby inspirowała ona również twórców obracających się w bliskich mi lżejszych klimatach.

O czym np. mówi moja ostatnio ulubiona piosenka pochodząca z lat 80. - Wishing I Was Lucky Wet Wet Wet? Ano o niespełnionych nadziejach na znalezienie atrakcyjnej pracy w mieście...



Lata 80. w Wielkiej Brytanii były, jak wiele razy mieliśmy okazję usłyszeć przy okazji zgonu "kochanej" przez alternatywnych rockmanów baronessy Margaret Thatcher, trudnym dla wielu okresem przejścia od gospodarki opartej na przemyśle do modelu bazującego na różnego rodzaju usługach. Na tyle trudnym, że jeden z czołowych zespołów tego okresu (UB 40) nazwał się na cześć formularza wypełnionego przez bezrobotnych. Podobne problemy na początku kariery nie były też obce z pozoru salonowej formacji Simply Red.



Love of the Common People to kompozycja po raz pierwszy wykonana przez grupę The Four Preps w 1967 r. Hit w Wielkiej Brytanii uczynił z niej w 1970 r. wokalista reggae Nicky Thomas, a po raz drugi w 1983 r. znany z intrygującego doboru coverów (Love Will Tear Us Apart!) ulubieniec ówczesnych nastolatek (co najmniej co trzecia okładka niemieckiego Bravo w tamtym roku!) Paul Young.




Temat "Pieniądze w tekstach Pet Shop Boys" zasługuje przynajmniej na licencjat z anglistyki, by wspomnieć choćby kultowe Paninaro, Rent, czy podtekst molestowania seksualnego w miejscu pracy w What Have You Done to Deserve This? Ja jednak proponuję Wam drugi singiel z debiutanckiej płyty Please. Druga zwrotka powinna Wam podpowiedzieć, dlaczego :)




Legenda mówi, że Yazz napisała swój największy przebój The Only Way Is Up, kiedy wymówiono jej mieszkanie. W rzeczywistości pierwszy był w 1980 r. Otis Clay. (Wyprodukowanej przez duet Coldcut wersji Yazz niestety nie da się wstawić).



Do 1992 r. sytuacja gospodarcza na Wyspach chyba nie poprawiła się znacząco, skoro zyskujący na popularności Take That uznali za zasadne nagrać przeróbkę tego przeboju grupy Tavares z 1975 r.



Bruce Roberts jest znany chyba najbardziej jako autor zaśpiewanego przez Barbrę Streisand i Donnę Summer No More Tears (Enough Is Enough). W 1995 r. pokusił się o wydanie solowego albumu Intimacy. W promującym go singlu pomógł mu sam Elton John. W 2001 r. swoją wersję nagrania zaprezentowała Cher.



Trudno powiedzieć, czy ten jeden z bardziej znanych singli grupa Hard-Fi to bardziej piosenka o braku drobnych, czy o męskim braku odpowiedzialności. W każdym razie - partia harmonijki ustnej wymiata!



W typowy dla siebie ambiwalentny sposób do problemu podszedł zespół Daggers, z którego wywodzi się pewien bardzo popularny w Polsce duet :) Trochę brakuje mi tej nieskrępowanej taneczności i damskiego podśpiewywania w muzyce Hurts...



Specyficzny sposób na powiązanie sfery duchowej z materialną znaleźli fińscy (znowu!) ekscentrycy z Zebra and Snake.



Jak widać każdy artysta jest indywidualnością, dlatego trudno znaleźć w muzyce pop uniwersalną receptę na kryzys gospodarczy. Za to uczy ona, że czasami nawet stabilna posada w perspektywicznej firmie nie daje szczęścia... Ale o tym już następnym razem.

Friday, February 15, 2013

This is Jessie Ware world we live in...


chciałoby się dodać... and we feel fine, :)

Stali czytelnicy pewnie pamiętają mój felieton sprzed roku pt. Hang the DJ? Już w połowie 2012 chciałem zweryfikować postawione w nim tezy w tekście pt. Baby, have fun., którego jednak z braku czasu nie napisałem. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkich interesują takie statystyczne ciekawostki, jednak miałem szczęście wyszperać informację, że wejście na szczyt Billboardu We Are Young było pierwszym przypadkiem w historii, w którym zarówno aktualny amerykański numer jeden, jak i jego poprzednik (Somebody That I Used to Know) wcześniej liderował na liście Billboard Alternative Songs (dawniej: Billboard Modern Rock). Oczywiście zawsze można dyskutować o granicach "alternatywności", jednak nie ukrywam, że czekałem na ten moment, pewnie podobnie jak mój niegdysiejszy narowisty dyskutant z Filadelfii. Jeżeli wierzyć jego teorii, bonzowie showbusinessu tak wściekli się coraz mocniejszą obecnością zespołów typu Passion Pit w "tradycyjnych" rockowych zestawieniach, że w miejsce airplayowego Mainstream Rock wprowadzili oparte na sprzedaży Billboard Rock Songs - być może na zasadzie, jeżeli nasi mają już przegrywać z Angolami, niech to będzie tylko i wyłącznie Mumford & Sons. Na szczęście obecnie internauci mają też dostęp do czołówki Billboard Rock Airplay.

Czy udało się mi się wtedy coś wywróżyć? Trudno mi wystawić jednoznacznie wysoką notę swoim zdolnościom profetycznym, przede wszystkim dlatego, że tradycyjnie nieco inaczej kształtowały się trendy w USA, a inaczej w Europie. Za Oceanem brostep (już wiem, że to nie dubstep...) wciąż jest gorącym trendem, u nas już głównie powodem do kpin. Tam swoje wielkie dni dopiero przeżywa Ed Sheeran, Brytyjczycy już widzą nadzieję "New Boring" w Tomie Odellu (i Gabrielle Alpin). Na forum Muzyczna Galaktyka już nie zachodzę, jednak widać, że mu memu sporemu zdziwieniu opcja "konserwatywna" (czy jak to się tam pieszczotliwe nazywa "koalicja") ostatnio triumfuje. Lista zagranicznych wykonawców walczących o wejście na Poplistę kilka dni temu wyglądała następująco: Amy MacDonald, Bon Jovi, Dido, Eros Ramazotti, Hurts, Linkin Park. Przepraszam, w którym roku żyjemy? 2013? Czy 2006? A może 2003?

W ogóle mam wrażenie, że od 19 stycznia 2012 sam bardziej się zmieniłem niż muzyka pop :) Lana Del Rey wydaje mi się ciekawsza muzycznie niż wówczas, wiem już kim jest The Weeknd i Frank Ocean, a gdyby doszło do tytułowego wieszania DJ-ów (nie doszło), próbowałbym ściągać ich z szafotów przed zaciśnięciem się stryczków. Oczywiście nie wszystkich, ale ostatnio wiele razy przekonałem się, że współpraca beatmakerów z wokalistami urban może mieć zupełnie inne oblicze, niż pierwszy album Willa Smitha. A wszystko to za sprawą jednej kobiety, o której istnieniu jeszcze wtedy nie wiedziałem... A właściwie to nawet dwóch.

W gruncie rzeczy mógłbym zakończyć ten wpis na linku do audycji, którą dokładnie miesiąc temu przeprowadziła w BBC Radio One w zastępstwie za Annie Mac Jessie Ware. Wiem, że łatwo o takie patetyczne gadki, ale wydaje mi się, że te dwie godziny naprawdę zmieniły moje życie. Ci, którzy mieli okazję posłuchać puszczanych przez nią piosenek, mogli poczuć się, jak Jon Landau, kiedy pierwszy raz usłyszał Bruce's Springsteena. Dotknęli przyszłości muzyki, przynajmniej brytyjskiej.



Jaka jest ta przyszłość? W dużej mierze taka, jak utwory samej Jessie Ware. Mocno zakręcona, ale wciągająca. Wokalnie uwodzicielska. Z pozoru chłodna, ale kryjąca w sobie pokłady ciepła. A przede wszystkim harmonijnie łącząca w sobie elementy trzech wydawałoby kolidujących ze sobą tradycji muzyki: alternatywnej, klubowej i r&b. W tym wypadku pisząc "alternatywa" mam na myśli naprawdę nietypowe dźwięki (Poliça!), ale jak pokazuje np. dzisiejszy występ Ware w BBC Radio 1 Live Longue albo Jamiego Woona na Open'erze, wykonawcy tego nurtu nie gardzą też akustycznymi aranżacjami zatrącającymi o folk. 

W sumie więc brytyjska "nowa fala" ma w zanadrzu coś dla każdego, tylko trzeba jej dać szansę na rozwinięcie skrzydeł. Czy dostaje od rodaków taką szansę? Od początku współczesnej historii muzyki popularnej początek każdej dekady to walka wyspiarskich młodych gniewnych z zachowawczą rozrywką. 60. - merseybeat vs. crooners, 70. - glam rock i hard rock vs. idole z młodzieżowych seriali, 80. - new wave vs. Goombay Dance Band, 90. - rave vs. Stock Aitken Waterman (w USA - grunge vs. hair metal i new jack swing), 00s - "nowa rockowa rewolucja" vs. talent shows. Niestety w ciągu ostatnich dziesięciu lat liczba programów telewizyjnych z wartościową muzyką w BBC znacznie spadła, dlatego wybrańcy Simona Cowella nadal trzymają się mocno, dzieląc łupy z całą kohortą amerykańskich gwiazdek, które tylko pochodzenie łączy z r&b czy hip-hopem. W dodatku ostatnio przeciąganie liny ma charakter trójstronny, a może nawet czterostronny, ponieważ prasa muzyczna w rodzaju NME mocno wspiera tradycyjne indie oparte zarówno na gitarach akustycznych, jak i elektrycznych. Jeszcze nigdy nie byłem na Wyspach, dlatego nie wiem, na ile wciąż istnieje tam zapotrzebowanie na taką muzykę, a w jakim stopniu chodzi o ochronę twarzy strażników tradycji The Beatles i Sex Pistols przed resztą świata (pamiętajmy, że głównym źródłem brytyjskiego PKB jest sektor usług, w tym przemysł fonograficzny). Zmiany demograficzne, przede wszystkim napływ imigrantów z dawnych kolonii powinny faworyzować urban music. Być może mający w miejsce w tym tygodniu awans White Noise - owocu współpracy Disclosure i AlunaGeorge na drugie miejsce brytyjskiej listy singli to początek nowej ery w tamtejszej muzyce?



Nie miałbym nic przeciwko, aczkolwiek ci, którzy mnie znają, wiedzą, że wolałbym, aby po takie laury sięgali wykonawcy z kręgu tradycyjnie pojmowanego, inspirowanego muzyką lat 80. electro. Zdaję sobie jednak sprawę, że mody na ten (pod)gatunek mają bardzo ulotny charakter. Razem z kolegami z forum.80s.pl liczyłem na wielki 80s revival w okolicach 2008 r., jednak skończyło się na kilku jaskółkach (Rocket, Bulletproof, We Are the People) i pod wpływem sukcesu Lady Gagi rynek błyskawicznie przerzucił się na odgrzewanie patentów euro-dance lat 90. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się zrealizować swój plan napisania książki pt. Jeszcze nowsza fala. Jak ukradziono nam lata 80., w której przedstawię swoją hipotezę w bardziej rozbudowanej formie. Na razie wszystko wskazuje na to, że nowej fali naszych czasów trzeba było szukać zupełnie gdzie indziej...

Życie podsunęło mi wyjątkowo namacalny dowód na jej istnienie. Jeżeli słuchaliście audycji, do której linkowałem, być może zwróciliście uwagę na fragment, w którym Jessie wspomina Rosjanki, które obdarowały ją kwiatami w Helsinkach. Dzięki powstaniu facebookowej grupy fanów wokalistki miałem okazję poznać jedną z nich. Ma na imię Eugenia, w maju kończy 24 lat, mieszka w Moskwie, choć urodziła się w pięknym Piatigorsku na przedgórzu Kaukazu (tak, kochani, są Rosjanki uczulone na mrozy). Ukończyła studia tłumaczeniowe i ekonomiczne, pracuje jako logistyk w branży lotniczej, w wolnych chwilach uprawia taniec nowoczesny, pozuje do zdjęć i szaleje na motocyklu. Jak przystało na zodiakalne Bliźnięta, jest nieobliczalnym rozmówcą, ale cierpliwość do niej popłaca;) A przede wszystkim kocha muzykę - od tradycyjnych rosyjskich ballad poprzez hip-hop i dancehall po deep i soulful house. Warto jest mieć ją w znajomych na vk.com, ponieważ na jej playliście, która liczy już prawie 3000 tytułów, można znaleźć wiele pozycji mogących przekonać największych snobów do nie cieszących się większym szacunkiem krytyków gatunków (Спасибо, Жени!). Co to ma wspólnego z tematem wpisu? Przeczytajcie listę wykonawców, o których rozmawialiśmy w ciągu naszej dwumiesięcznej znajomości: Jessie Ware. Hurts. Grimes. Florrie. Jamie Woon. Active Child. How to Dress Well. Jess Mills. Nero. Royksopp. Houses. HAIM. Kamp! Solange. Destiny's Child. A$AP Rocky. Cyril Hahn. Czarno. Chłodno. Momentami czułem, że dla mnie za czarno i za chłodno. Ale wtedy stukałem się w głowę z myślą: "Przecież ta dziewczyna zna VAN SHE. I MIAMI HORROR. Nawet je lubi!" Czego chcieć więcej?

Takich Eugenii będzie prawdopodobnie coraz więcej, także w Polsce, chociaż jak na razie zewsząd dobiega mnie hasło "2013 rokiem powrotu gitar". Patrząc po doborze dotychczas ogłoszonych gwiazd tegorocznego Open'era, w hasło to wierzy chyba m.in. Mikołaj Ziółkowski. Samospełniająca się przepowiednia? Chętnie odpowiem na to pytanie za rok, jednak na razie niestety muszę się z Wami pożegnać. Wiem, że robiłem to już kilka razy, jednak tym razem naprawdę dostałem quasi-ultimatum: dwa miesiące na zakończenie doktoratu z perspektywą obrony we wrześniu. Jak widzicie: propozycja z gatunku tych nie do odrzucenia. Dlatego przynajmniej do końca kwietnia nie przeczytacie tu nic nowego. Co będzie później, niestety trudno mi przewidzieć. Mam w tej chwili pomysły na mniej więcej sześć postów, mam nadzieję, że wszystkie zrealizuję przed zakończeniem tego roku (chyba, że oczywiście wpadnę na lepsze ;) Zainteresowanych muzycznymi newsami zapraszam do przeglądania mojego Twittera, niewykluczone, że jakaś moja recenzja pojawi się też na outrave.pl. Mam nadzieję, że nawet beze mnie będzie to dla Was udana wiosna :) Do usłyszenia!





Thursday, February 7, 2013

Podsumowanie 2012: Moje potyczki z klubomainstreamem

Mam nadzieję, że wierzycie w moją dozgonną miłość do muzyki pop. Niestety, nie wszyscy ludzie, z którymi mam do czynienia poza blogiem w to wierzą, a chyba też nie wszyscy moi czytelnicy są o tym przekonani. Kilka razy zdarzały mi się sytuacje, kiedy to wieczorową porą słuchałem właśnie popu (pewnie był to Frankmusik albo Roisin Murphy), aż tu nagle pojawiał się złowieszczy dżingiel czata na Facebooku i wyskakiwał awatar z charakterystyczną blond czupryną, okularami i słowami: "Ty jesteś uprzedzony do Britney!" Po takim dictum oczywiście trudno mi było zasnąć, ale niestety - nie jestem w stanie wszystkich gatunków muzyki rozrywkowej równie mocną sympatią. Nie mam aż tak podzielnej uwagi, do tego dochodzą jeszcze złe wspomnienia związane z różnymi piosenkami i wykonawcami. Niektórych z Was na pewno dziwi moje dość cyniczne podejście do ostatniego szumu wokół Beyonce, Destiny's Child i Justina Timberlake'a, jakie prezentowałem na Iwelynne Music News i moim nowym koncie Twittera, do którego obserwowania bardzo serdecznie Was zapraszam. W rzeczywistości nie mam jakichś konkretnych zarzutów pod adresem tych artystów. Po prostu mieli oni pecha odnosić wielkie sukcesy w latach 2003-2007, które były dla mnie fatalne pod wszystkimi możliwymi względami (wyjątkiem był rok 2005 i to również trochę odbija się na moich gustach ;)

Cóż, każdy ma jakieś słabości, często zupełnie irracjonalne. Jednak w 2012 udało mi się przełamać kilka barier, które wydawały mi się do nie do pokonania. Wydaje mi się, że opisanie tego procesu w porządku chronologicznym będzie dla Was ciekawsze od obiecywanego kiedyś Top 10 Mainstream i rankingu remiksów. Ostrzegam, że to będzie mój najbardziej osobisty wpis od czasu Fenomenu CIAPY, który skądinąd z perspektywy czasu poza główną ideą uważam za dość średni, ale zaczynający go disclaimer uważam za nadal aktualny :)

Wszystko zaczęło się od meniego. Wspominałem Wam już o Mariuszu przynajmniej raz, ale przypomnę, że to jeden z pierwszych fanów Jessie Ware, jakich poznałem (na razie tylko online) i jeden z moich ulubionych muzycznych dyskutantów. Poznaliśmy się na Muzycznej Galaktyce, dlatego kwestią czasu była moja wizyta na jego prywatnej liście przebojów. To, co zobaczyłem, mocno mnie zaskoczyło - poza posiadającą sporo punktów stycznych z moim gustem częścią alternatywną zauważyłem osobną część klubową, w której roiło się od zupełnie mi obcych etykietek stylistycznych. Z tej magmy udawało mi się wyłowić jedynie słowa "mix", "remix", "house" i "trance" oraz nazwisko Armina Van Buurena. Doprawdy zadziwiająca rozpiętość stylistyczna, jak na chłopaka, który jednocześnie ma większe serce do mrocznego gitarowego grania niż ja. Kiedy poruszyłem ten temat, Mariusz by zdziwiony, że w ogóle zainteresowała mnie ta "działka", ale po kilku moich zapewnieniach o miłości do italo disco i pokrewnych gatunków zgodził się być moim przewodnikiem po świecie muzyki klubowej, za co jestem mu ogromnie wdzięczny. Gdyby nie on, jedynym klubowym akcentem 2012 byłby dla mnie ten oto zarażający optymizmem drum'n'bassowy kawałek, który w kwietniu gościł na szczycie UK Charts, a napisał o nim kilka słów Muzykobloger.



Wkrótce okazało się, że taki przewodnik był mi bardziej potrzebny, niż mi się wydawało. Pod koniec sierpnia dołączyłem bowiem do zabawy zwanej nomen-omen Club Chart. Wciągnął mnie do niej nieoceniony Dziobas, dlatego spodziewałem się przede wszystkim kontaktu z fanami indie rocka, jednak wkrótce przekonałem się, że niektórym głosującym nieobcy jest nawet brostep, którego ani ja, ani meni nie lubi (choć są wyjątki, o czym niżej), nie mówiąc o bardziej melodyjnych gatunkach muzyki tanecznej.



(to akurat był spory hit, ale gdyby nie Club Chart przeszedłbym koło niego obojętnie)









Tak brzmią koszmary senne Mavoya ;)

Na zabawie w Club Chart upłynęła mi większa część jesieni. Aż nadszedł listopad i to o czym marzyłem przez cały rok, czyli wycieczka do Krakowa. I to wycieczka wyjątkowa, ponieważ oprócz tradycyjnego spotkania z Muzykoblogerem czekał mnie minizlot forum mycharts.pl. Zlot był bardzo udany (najbardziej podobał mi się moment, w którym cała nasza trójka w jednym momencie zasnęła: ja na jednej sofie, saferłel na drugiej, a Dziobas przy komputerze), ale w tym poście chciałbym się skupić na muzycznej otoczce spotkania z Hubertem. Mój kolega wie, co robi, nagrywając piosenki "z potencjałem" na kasety, które mają akompaniować jeździe samochodem. Nic tak nie łączy człowieka z muzyką jak wspólne przemieszczanie się. I Cry Flo Ridy z miejsca stało się naszym hymnem (pod "naszohymnowością" This Kiss Carly Rae Jepsen - się nie podpisuję, są pewne granice :P), a granie pasażerom autobusu w alejach Trzech Wieszczów Chasing the Sun The Wanted było po prostu bezcenne. Podchwyciłem też z tych kaset jeszcze wtedy niepromowane w Polsce Don't You Worry Child Swedish House Mafia (cóż za dodający nadziei refren!). A kiedy wróciliśmy z naszych eskapad do jego domu, już czekał na nas Justin Bieber z Nicki Minaj na jednym z telewizyjnych kanałów muzycznych. Takie już są uroki goszczenia u Muzykoblogera :) Jednak gdybym miał wybrać jedną piosenkę, która miałaby symbolizować te piękne dni, pewnie Hubert byłby mi wdzięczny za wybór jednego z singli promujących zeszłoroczny album pewnie jeszcze przez Was pamiętanej Delty Goodrem. Może to i kicz, i nic wybitnego, ale wtedy brzmiał świetnie także dla mnie! Oglądającie i słuchajcie, bo pewnie nie mieliście okazji (chyba, że odwiedzacie też Muzyko(b)log).



Pozostając przy wątkach Muzyko(b)logowych - już po powrocie z Krakowa wreszcie złapała mnie jedna z najpogodniejszych piosenek ze wszystkich wylansowanych do tej pory przez uczestników polskich "talent shows" - To mój czas Sabiny Jeszki. Właśnie - mimo mojego odwiecznego sceptycyzmu wobec polskojęzycznych tekstów to ta wersja do mnie przemówiła, nie zaś Good Times. Szkoda, że najwyraźniej wolimy namaszczone medialnie talenty w patetycznych balladach.



Nie oznacza to, że potępiam w czambuł wszystko, co nagrano nad Wisłą w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Nie myślę tu tylko o Kamp!, Uniqplan, Natalii Lubrano, czy Last Blush, w których ostatnim singlu wreszcie zacząłem się tak zasłuchiwać, jak na to zasługuje. Spodziewam się, że na pewną część radiowych hitów, które skorzystały na nowelizacji ustawy o radiofonii, zupełnie inaczej byśmy reagowali, gdyby wykonywali je zagraniczni artyści. Wtedy pewnie byłyby dla nas odpoczynkiem od tanecznej rąbanki, a nie kolejnym smętem (myślę, że dobrym przykładem jest Nad przepaścią Braci i Edyty Bartosiewicz). Poza tym  wiosną powróciła Goya, co mnie zawsze cieszy, innych na pewno ucieszyła nowa płyta Ani i tak pewnie można by jeszcze powymieniać. Nie histeryzowałem szczególnie po zwycięstwie Dawida Podsiadły w X Factorze, ale podoba mi się jego podejście do kariery i duet z Tatianą Okupnik.



Domyślam się, że dla niektórych spragnionych kolejnych dawek indietronicki ten post to już "dużo za dużo", ale nie wyczerpałem tematu. Jest jeszcze przecież coś takiego, jak r&b, a po listopadzie był grudzień... Zapraszam niebawem.

Saturday, January 26, 2013

Subiektywny wybór EP-ek z 2012

Styczeń to zawsze czas zgadywania, jakie muzyczne talenty rozbłysną w ciągu rozpoczynającego się roku. Tradycyjnie swoimi typami podzielili się uczestnicy ankiety BBC, mój nieobiektywnie skanujący muzykę kolega Paweł i jeszcze jeden kolega - muzyczny wędrowiec Michał. Postanowiłem nie być gorszy i wykorzystać fakt, że aby ułatwić sobie zadanie, nie uwzględniłem w rankingu ulubionych płyt 2012 r. żadnej "epki". Dlatego w tym poście znajdziecie kilka zdań na temat kilkunastu wydanych w ostatnich dwunastu miesiącach "extended plays", które przesłuchałem w przerwach w zapoznawaniu się z longplayami.

Czuję się trochę dziwnie zaczynając pisać ten post, ponieważ już w tym roku pojawiła się jedna sygnowana legendarną nazwą New Order epka, o której bezwzględnie warto byłoby napisać, ale pozostałem wierny regułom i zostawiłem to innym. Żartowałem z Mawojem, że pisanie o tych wydawnictwach, to trochę jak spowiadanie się z marzeń erotycznych, zaraz zobaczycie, dlaczego ;) Niestety do końca tak nie jest, ponieważ Jess Mills w ubiegłym roku jako "artysta główny" uraczyła nas tylko dwoma singlami, co wypchnęło ją z podsumowania, które przygotowałem dla All About Music. Myślę, że ten tekst powinien zainteresować m.in. tych, którzy czekali na kolejne odcinki serii Top New (niestety, z powodów czasowych planowane doprowadzenie narracji do końca 2012 r. stoi pod gigantycznym znakiem zapytania). Uznałem, że wybrane epki mieszczą się w na tyle wąskim przedziale stylistycznym, że nie byłoby możliwe uszeregowanie ich w kolejności od najlepszej do najgorszej bez narażania się na zarzut braku obiektywizmu, dlatego wybrałem alfabetyczną kolejność pierwszych liter nazw(isk) artystów.

Arcade High - Beauty Queen

Jeżeli ścieżka dźwiękowa do filmu Drive i dyskografia wszystkich jego uczestników to dla Was za mało, ten projekt z Pittsburgha to propozycja dla Was. Nieco gubię się w ich dyskografii, nie mam już pojęcia, czy tak naprawdę album The Art of Youth wyszedł w listopadzie 2010, czy w czerwcu 2012, na szczęście jestem w miarę pewny, że w sierpniu ubiegłego roku ukazała się epka z pięcioma premierowymi utworami, z których jeden - Blacktop Rendezvous stał się dla mnie jednym z przebojów roku i kazał mi zadać sobie pytanie, co ludzie widzą w Owl City, mając lepsze alternatywy (fakt, że praktycznie nieznane). Pozostałe utwory to instrumentale, które prawdopodobnie miały odtwarzać klimat balu maturalnego w latach 80. Ktoś się chyba naoglądał Pretty in Pink ;) (w Prom Night jest saksofon!)

Ask for Joy - Safe Words i Hand Tame

Zawsze z zainteresowaniem przysłuchuję się nowym projektom nawiązującym do przeżywającej rozkwit na początku lat 90. stylistyki shoegaze, czyli niby rozmytych przy pomocy różnych efektów, ale bardzo poruszających i często bardzo przebojowych gitarowych pejzaży. W 2012 r. moją uwagę zwrócił przede wszystkim odkryty dzięki prywatnej hiszpańskiej liście Jorge Tomasa Aaron Rossetto z Austin w amerykańskim stanie Teksas, ukrywający się pod pseudonimem Ask for Joy. Z dwóch wydanych przez niego w ubiegłym roku epek chyba nieco solidniej prezentuje się wcześniejsza Safe Words, mimo że Hand Tame posiada dodatkową atrakcję w postaci coveru znanego chyba wszystkim Learning to Fly Toma Petty'ego & The Heartbreakers. Utwory z obydwu trafiły na moją listę - spory wyczyn jak na praktycznie nieznanego muzyka.

Brodka - LAX

 Powabna i słodka Monika Brodka

Chyba najbardziej dyskutowana w tamtym (czy tylko w tamtym?) roku polska epka. Zdaniem niektórych polski album roku. Mam co do tego poważne wątpliwości. To w końcu tylko dwa utwory, cztery remiksy i krótki żart muzyczny na koniec (jakby zalążek anglojęzycznej wersji Grandy - czy doczekamy się rozwinięcia?) Varsovie to hit, na który w wykonaniu Brodki pewnie wielu czekało - dowód, że sentymentalna tematyka nie musi przekładać się na banalne wykonanie. Tylko cieszyć się, że mimo nie promowanej przez KRRiTV anglojęzyczności stał się radiowym przebojem, przywracając masowej publiczności artystkę, której w pewnym momencie przestało wystarczać bycie chodzącym dżinglem Zetki. Dancing Shoes to już bardziej kameralna, dla wielu pewnie bardzo zmysłowa propozycja. Z remiksów polecam...pewnie się domyślacie co, czyli spotkanie na szczycie z grupą Kamp!, chociaż dobrą robotę odwalili też Bueno Bros. z Varsovie (nie wiem, czy to przez ten francuski, ale przypomniał mi się Paris Friendly Fires). A pani Monice (oraz Kamp! i Minerals) życzę wszystkiego dobrego w związku ze zbliżającym się festiwalem SXSW w Teksasie.

Charli XCX - You're the One

Charli XCX wzywa Justina Biebera nadaremno

W poszukiwaniu materiału do wpisu natrafiłem na wydanego we wrześniu mikstejpa Charlotte Aitchison pt. SuperUltra. Takie wydawnictwa to nie bardzo moja działka, jednak warto było go posłuchać (swoją drogą, zadziwiające, że coś, co jest rodzaju żeńskiego jako "taśma", jako mikstejp jest rodzaju męskiego...). Ortodoksyjnemu fanowi indie musi się on wydać kuriozalny ze względu na liczne odwołania do kultury masowej w Cold Aura (Chris Brown!) i...odę do Justina Biebera (Dance 4 U). Można tam znaleźć także sample z Moments in Love The Art of Noise i remiks Cold Nites bliskiego mi How To Dress Well.

Co do samej epki, zawiera ona tylko dwa singlowe utwory: tytułowy i Nuclear Seasons oraz ich dwa remiksy, które niestety zamiast tkwić na końcu wymieszano z oryginałami, co strasznie psuje dramaturgię krążka. Na szczęście obydwa prezentują wysoki poziom, odpowiadają za nie zresztą znane nazwiska: Blood Orange, który jeszcze się w tym wpisie pojawi i znany na pewno poszukiwaczom darmowych mp3 z chillwavem na Last.fm Balam Acab. Jak na razie, muzyka Brytyjki wydaje mi się nieco zbyt udziwniona i patrząc na ostatni, już tegoroczny, singiel You (Ha Ha Ha), pewnie tak zostanie. Poprzednie małe krążki (w tym Stay Away z 2011 r.) potrzebowały kilkunastu przesłuchań, aby przekonać mnie o swoich walorach. Dodatkowo, ta pani ma u mnie lekko pod górkę, ponieważ poza kolorem włosów mocno przypomina mi pewną panią, która ostatnio sobie u mnie nagrabiła ;) Jedno jest pewne - prawdopodobnie w tym roku przybędzie jej w Polsce fanów na fali promocji kawałka Icona Pop I Love It, w którym gościnnie wystąpiła.

Dum Dum Girls - End of Daze

Iggy Pop pewnie jest dumny. Piewca "Dum Dum Girl", Mark Hollis może też...

Ach, szkoda, że Katie Serbian-Brouillette aka Bambi Davies już z nimi nie gra... Chociaż jej następczyni n basie Malia James też jest niczego sobie ;) Dobra - tyle o powierzchowności, skupmy się na muzyce (oj, jest to trudne!) Zespół z Los Angeles poznałem dzięki piosence Bedroom Eyes promującej jego drugi album Only in Dreams. W 2012 r. dziewczyny podzieliły się ze słuchaczami pięcioma nowymi piosenkami. Jak zwykle bywa w takich przypadkach, najbardziej nośną melodię z nich miał moim zdaniem utwór I Got Nothing, wyróżniłbym też ostatni na płytce Season In Hell. Miłośnicy łączenia spuścizny girl groups lat 60. z tradycjami indie powinni być zadowoleni, aczkolwiek wspomniany przeze mnie na początku Paweł zwany saferem ostrzega, że nadciąga znacznie surowszy dźwiękowo żeński kwartet Savages...

Florrie - Late

Wyraźnie zdegustowana pozostawaniem w cieniu Girls Aloud Florrie

Florence Arnold to prawdziwa kobieta renesansu: śpiewa, pisze piosenki, "modeluje się", jej grę na perkusji słychać na płytach produkowanych przez Xenomanię. W ferworze zajęć nie znalazła jeszcze czasu na nagranie płyty długogrającej, a jak słusznie przypomina tytuł jej ostatniej epki robi się późno (chociaż trzeba uczciwie przyznać, że jest o 3 lata młodsza od Jessie Ware i być może, chociaż informacja na ten temat zniknęła z Wikipedii, o 7 od Jess Mills). Kiedy wreszcie ten LP się ukaże, miejmy nadzieję, że będzie zawierał jej dotychczasowe przeboje (niestety, w sumie bardziej "przeboiki"): Left Too Late, I Took a Little Something (w 1989 Samantha Fox zabiłaby, żeby dostać coś takiego!) i Shot You Down, czyli połączenie Cher z Paulem Johnsonem. Reszta epki to też przyjemny, taneczny pop. Konkurencją dla swojej imienniczki Welch na pewno nie jest, ale na pewno z większą chęcią posłucham jej materiału w większej ilości, niż kolejnego zmanierowanego girlsbandziku, których do końca dekady na Wyspach pojawią się jeszcze pewnie z trzy...

Fair Weather Friends - Eclectic Pixels

A najlepszą epkę roku na świecie, proszę Państwa, nagrano w...Czeladzi. Żart? Niekoniecznie. O zaletach Fortune Player pisałem już przy okazji rankingu singli 2012, ale na tym atrakcje się nie kończą. Szczególnie Floating zaraża wręcz lekko punkową energią. Koncerty z nimi jako supportem Kamp! to musi być coś! Ten zespół naprawdę zasługuje na podbicie światowych alternatywnych parkietów i wcale nie musiałby używać jako wabika podobieństwa głosu Macieja Maślaka do Caleba Followilla. Zresztą to nie ja wpadłem na to porównanie.

Future Unlimited - EP

Apogeum zbolałego wokalnego stylu duetu z Nashville (Yung Life są z Knoxville - dlaczego najbardziej ejtisowe kapele w Stanach powstają w Tennessee? Z przekory?) był dla mnie zdecydowanie singiel Lightweight Eyes, ale i po epkę warto sięgnąć. Szczególnie polecam kawałki Golden i Into the Sun. David Miller i Samuel D'Amelio zaczynają podobnie jak Hurts - od wyłonienia się z grającego gotycki post-punk większego składu Mother/Father. Czy osiągną taki sam sukces? Na specyficznym amerykańskim rynku będzie bardzo trudno, ale ja na pewno będę ich śledził.

Haim - Forever

Ja sobie ich po prostu nie wyobrażam w zdzirowatych różowych kieckach na czerwonym dywanie...

Jestem trochę w kropce, jeśli chodzi o te siostry z Kalifornii. Pojawiały się na mojej osobistej liście, wspominały o nich na blogu, kibicowałem w plebiscycie BBC Sound of 2013, chwaliłem, gdzie mogłem oryginalne brzmienie (połączenie r&b z folkiem) i sam pomysł stworzenia "alternatywnego girlsbandu", przegadałem na ich temat kilka godzin z Mawoyem i... mam dziwne wrażenie, że grozi im szybkie  popadnięcie w muzyczną monotonię :/ Singlowe Forever, Better Off i Go Slow to potrójne uderzenie prosto w serce chyba każdego fana popu, Don't Save Me to udane uprzebojowienie tej formuły, Send Me Down to coś bardziej eksperymentalnego, ale Falling to już trochę dwa grzyby w barszcz. Nie wiem, czy to kwestia charakterystycznego głosu Danielle, ale jestem pewny, że bez względu na osobę producenta one zawsze będą brzmiały jak Haim ze wszystkimi wadami i zaletami tego stanu rzeczy. Niemniej wcześniej byłem zachwycony i...nie ukrywam, że trudno mi zarzucać cokolwiek komuś, kto tak świetnie wygląda w szortach <3.

Katy B - Danger 

Katarzyna pewnie zastanawia się, czy był sens rozdawać tę epkę za free...

Jak to powiedział mi kiedyś Muzykobloger, kiedy rozmawialiśmy o Jess Mills: Ty nie lubisz muzyki tanecznej, lubisz szitową. Ale nie przejmuj się, każdy lubi szitową". Chyba się to trochę zmienia ;), chociaż moim ulubionym kawałkiem Brytyjki pozostaje nieco nietypowe dla niej Perfect Stranger. Epka dobrze wróży przed premierą nowego longplaya, chociaż Get Paid "trochę" mnie wkurza, szczególnie w połączeniu z bardzo po brytyjsku imprezowym wideo ze strony wokalistki. W nagraniach uczestniczyła plejada znakomitych (przynajmniej z punktu widzenia artystki) gości, m.in. Wiley, Iggy Azaela i - Jessie Ware! Katy B i Jessie Ware w piosence-hołdzie dla Aaliyah - na to wielu czekało i było warto!

The New Division - Night Escape

Nie wiem, czy ta epka nie jest lepsza od ich debiutanckiej płyty Shadows z 2011 r. Lekko zadziwia mnie fakt, że w Stanach Zjednoczonych nagrywa aż tylu muzyków zakochanych w latach 80., nie wiem nawet, czy nie więcej, niż w ojczyźnie "new romantic" Wielkiej Brytanii (inne przykłady: The Chain Gang of 1974, The Foxglove Hunt, Yung Life). Cóż, tak wielki kraj jest w stanie wiele zmieścić ;) Wszystkie cztery kawałki wyśmienicie się Kalifornijczykom udały, przy tytułowym pomógł im znany ze specyficznie rozmarzonego brzmienia grecki duet Keep Shelly in Athens.

The 1975 - Facedown i Sex

Single tego manchesterskiego składu są nieco mylące. Słysząc The City myślałem - The Big Pink (w moim wypadku to megakomplement). Sex zabrzmiał dla mnie bardziej punkowo i to by mi wystarczyło do ich skreślenia, ale na szczęście posłuchałem reszty utworów z epek i dostałem to, co lubię - odniesienia do wspominanego już przeze mnie shoegaze, ogólnie więcej prawie że klubowej elektroniki. Ciekawe, czy Jessie Ware by ich polubiła ;) Złośliwi twierdzą, że nowy singiel Chocolate brzmi jak Maroon 5, ale może to chwilowa aberracja.

Sky Ferreira - Ghost

Sky Ferreira - elegantly wasted

Nie ukrywam, że dziewczę, które ujrzałem w podetkniętym przez Last.fm klipie do One mocno mnie ujęło. Jego urok mocno kontrastował z niestety dość mizernej jakości muzyką, jaką wtedy wykonywała. Ta epka była dla mnie zaskoczeniem - wcześniej  nie wyobrażałem sobie Sky śpiewającej country pop (Sad Dream, Ghost) i dość zadziorny rock (Red Lips napisane razem z Shirley Manson z Garbage). Do tego niezłe taneczne Lost In My Bedroom i Everything Is Embarassing, które jest... na pewno czymś więcej niż pastisz r&b lat 80. Trzeba tego po prostu posłuchać, Blood Orange wiedział, co robi! Tylko taka mała uwaga z mojej strony - aby osiągnąć sukces na rynku, Sky musiałaby się zdecydować, na któryś z próbowanych kierunków. Na razie mamy dalsze eksperymenty - Lanopodobny cover Bang, Bang z chorwackim 2Cellos...

Smoke & Jackal - EP 1

Basista Kings of Leon Jared Followill powiedział, że jego współpraca z gitarzystą i wokalistą Mony Nickiem Brownem przebiegła bezstresowo i "niczyje uczucia nie zostały zranione". Słuchając tych piosenek, trudno w to uwierzyć, ponieważ czego jak czego, ale akurat bólu, rozpaczy i niepokoju w głosie Browna jest multum, a wlokące się melodię jeszcze to uwydatniają. Wyjątkiem jest oczywiście zawadiackie singlowe No Tell. Tytuł płytki zapowiada ciąg dalszy współpracy - gdyby włożyć w nią trochę więcej życia, może nawet Kings of Leon przez moment poczuliby się zagrożeni?

Solange - True

Są powody do radości!

To była chyba najbardziej dyskutowana "epka" roku. I nie ma się co dziwić. Znowu pojawia się nazwisko producenta Deva Hynesa, znanego bardziej jako Lightspeed Champion lub Blood Orange. Widząc po raz pierwszy tę dziewczynę jako nastolatek na zdjęciu ze sławną siostrą w śp. "Popcornie", nigdy bym nie pomyślał, że po 10 latach będę się zachwycał jej śpiewem na tle chłodnej, nowofalowej elektroniki. W popadnięciu w trans pomagają melodie i śpiew, które na pewno znalazłyby uznanie tak w poprzednich dekadach, kiedy R&B było prawie że synonimem amerykańskiego popu. Mimo, że na płytce znajduje się całkiem sporo piosenek, jak na opisywane tu wydawnictwa, bo siedem, jako "hajlajty" można by wymienić praktycznie wszystkie, ale mój osobisty faworyt to chyba Some Things Never Seem to Fucking Work. Na mycharts.pl jej Losing You połączyło naprawdę wiele list o różnym obliczu.

St. Lucia - St. Lucia

Idealny soundtrack do wyprawy na jakąś tropikalną wyspę, choćby tę znajdującą się w nazwie grupy. Przy niektórych z tych piosenek można by imprezować do upadłego (np. singlu We Got It Wrong), przy innych odpoczywać po takim tanecznym maratonie (np. Before the Dive), przy niektórych po prostu spacerować i cieszyć się pięknymi widokami (Closer Than This). Jean-Philip Grobler, Południowoafrykańczyk z Brooklynu z miejsca stał się dla mnie kluczową postacią electro. Nie jestem wręcz pewien, czy wytrzymam jeszcze większą dawkę słodyczy na płycie długogrającej...

Na pewno interesujących "epek" było w tym roku więcej (Muzykobloger pewnie dorzuciłby jeszcze przynajmniej Colour Coding, MS MR i Young Kato). Gdybym miał więcej czasu pewnie pokusiłbym się w lutym o suplement. Jeżeli nie uda mi się wygospodarować na to czasu, postaram się pamiętać o debiutanckich albumach pominiętych artystów - jeżeli nie tu, to na outrave.pl.

Wednesday, January 9, 2013

Jeszcze o albumach z 2011 i 2012/outrave.pl



Jak być może się domyśliliście, ostatni post o moich ulubionych albumach z 2012 r. powstawał w sporym pośpiechu. Skąd ten pośpiech, pozwólcie, że wytłumaczę w ostatnim akapicie, a na razie skupię się na tym, co pominąłem ostatnim razem. Przede wszystkim chciałem napisać, co zmieniłbym na analogicznej liście, którą ułożyłem 12 miesięcy temu. Żeby była jasność - na liście ulubionych singli 2011 też bym trochę zmienił, ponieważ kilka wartościowych piosenek mi umknęło z racji kiepskiej promocji w polskiej blogosferze lub nie zdążyłem się do nich odpowiednio szybko przekonać. Na szczęście otrzymałem szansę rehabilitacji poprzez umieszczenie ich w tworzonym według nieco innych reguł niż obowiązujące na tym blogu rankingu ulubionych piosenek 2012 dla All About Music. Zostanie on opublikowany pojutrze. Leniwym podrzucę link na Facebooku.


Jeżeli chodzi o płyty długogrające i Extended Plays, zeszłoroczne pomyłki, których żałuję mogę podzielić na trzy kategorie:

1) zaniżone pozycje

Szczególnie skandalicznie potraktowałem Bombay Bicycle Club. A Different Kind of Fix to jedna z najlepszych propozycji w tej kategorii w ostatnich latach, zdecydowanie zasługiwała na pierwszą dziesiątkę. Powinni się w niej znaleźć także Foster the People z Torches, ponieważ mało który krążek dał mi w omawianym okresie tyle radości. (Tak, Hubert, oczywiście gdybym miał robić ten ranking jeszcze raz, jeszcze raz przyjrzałbym się też Echoes Willa Younga).

2) ominięcia spowodowane niewiedzą

Do tej kategorii należą przede wszystkim dwie płyty, które zdobyły dużą popularność w Polsce w 2012 r., choć bezpośrednio po premierze nie zainteresowały prawie nikogo: My Head Is An Animal Of Monsters and Men i The Shape of the Broken Heart Imany. Trzeci album z 2011, który stosunkowo niedawno był dla mnie dużym odkryciem, to Wayward Fire The Chaing Gang of 1974, czyli - mówiąc najkrócej - bardziej gitarowa wersja twórczości M83.

3) ominięcia spowodowane niedbalstwem i brakiem czasu

Końcówka roku 2011 to początek mojej przygody ze zgłębianiem płyt długogrających. Czasu do końca grudnia nie było wiele, dlatego skupiłem się na próbach przyporządkowania sprawiedliwych pozycji krążkom, które ujęły mnie już za pierwszym-drugim przesłuchaniem, nie zaś na odsłuchaniu jak największych liczby pozycji. Już po miesiącu tego żałowałem, gdy przekonałem się, jaką kopalnią przebojów i energii (a nie chodzi mi tylko o liczne single) jest This Modern Glitch The Wombats. Inne longplaye, których z perspektywy czasu brakuje mi w szerokiej czołówce mojego topu z 2011, to (w kolejności alfabetycznej nazw zespołów lub nazwisk wykonawców):

Kari Amirian - Daddy Says I'm Special Po prostu wokalistka i płyta o olbrzymim uroku, słuchając jej mogę zapomnieć, jak bardzo ostatnio przejadł mi się folk...
Chase & Status - No More Heroes Jeden z płytowych bestsellerów 2011 w Wielkiej Brytanii. To zupełnie zrozumiałe, ponieważ zebrała się na nim śmietanka tamtejszej sceny urban i club. Jeśli interesuje Was jaka naprawdę jest młoda Brytania i nie wystarczają Wam pocztówki z The Beatles - pozycja obowiązkowa. (Oczywiście nadal uważam, że w swoich numerach najlepiej wypadli White Lies i Clare Maguire :).
GusGus - Arabian Horse W 2011 byli dla mnie jedynie wykonawcami fenomenalnego Over, a płyta kryła wiele innych smaczków. Na Top 40 mogłoby to nie starczyć, na Top 50 - na pewno tak.
Darren Hayes - Secret Codes and Battleships Solowe dzieło byłego frontmana Savage Garden miejscami ocieka sentymentalizmem, ale i tak słucha się go z dużą przyjemnością.
Is Tropical - Native To "Wynalazek" last.fm/recs. Kolejne świry ze szkoły Friendly Fires i Fixers.
Nosowska - 8 Przez lata bałem się, że to dla mnie zbyt hermetyczna artystka. Niepotrzebnie - talent to talent, da się go zauważyć, czy chodzi o pop, czy też ambitną "piosenkę autorską". Ten krążek bardziej mi się podobał niż tegoroczny Hey.
Nero - Welcome Reality O brostepie pospolicie zwanym dubstepem i pokrewnych mu dźwiękach drum&bass mówi się różne rzeczy, ale ci panowie są naprawdę dobrzy w tym, co robią. Jeśli lubisz elektroniczne dźwięki i potrzebujesz powera, warto dać jej przynajmniej jedną szansę.
Pnau - Soft Universe O wiele bardziej spójna i przebojowa płyta z gatunku australijskiego electro niż Like What Tim & Jean, jednak jeśli dzięki mnie ktoś poznał tych drugich, mogę się tylko cieszyć...
Wild Beasts - Smother Kolejny wykonawca, którego uważałem za zbyt hermetycznego (stroniłem też od niego z pewnych powodów osobistych), a okazało się, że działa na mnie bardzo kojąco.

Kogo wyżej wymienieni zepchnęliby z piedestału? Na to pytanie niech każdy odpowie sobie sam, ja tylko przypomnę, że miałem w zestawieniu jeden krążek, który miał premierę cyfrową w 2010 r., a tylko fizyczną - w 2011, więc w gruncie rzeczy powinienem był szukać dla niego zastępstwa. Mowa oczywiście o skądinąd świetnym All You Need Is Now Duran Duran. Jako ciekawostkę podsyłam Wam jeszcze kształt tego rankingu według stanu na...wiosnę 2012.

***

A teraz prawdziwa gratka dla tych, którzy być może jeszcze męczą się ze swoimi listami :) Spis wszystkich płyt z 2012 r., które przesłuchałem w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy z krótkimi uwagami (za które mnie pewnie niektórzy mnie rozszarpią :P), dlaczego nie trafiły do pierwszej sześćdziesiątki. Jeżeli komentarza nie ma, prawdopodobnie oznacza to, że płyta nie wzbudziła we mnie emocji.

The 2 Bears – Be Strong
Christina Aguilera – Lotus
ta kobieta na mnie krzyczy!
Alt-J - An Awesome Wave 
niby to nowe Radiohead, mi zalatuje Mumfordami...
Ariel Pink's Haunted Graffiti - Mature Themes
(zbyt dziwaczne)
The Beach Boys – That's Why God Made the Radio
kilka utworów było ciekawych, ale nie udało im się wzbudzić we mnie nostalgii za czasami ich młodości, a chyba taki był ich cel
Best Coast – The Only Place
Justin Bieber - Believe
myślałem, że będzie gorzej, było "tylko" nudno i sztampowo
Band of Horses – Mirage Rock
kiedyś byli lepsi - trzeba było nie kierować się sentymentem do The Funeral i posłuchać w tym czasie czegoś innego
Bright Light Bright Light – Make Me Believe in Hope
Utknęła w morzu innych podobnych. Może kiedyś będę tego żałował.
Jake Bugg – Jake Bugg
Leonard Cohen – Old Ideas
#MavoyMadeMeDoIt
Dead Can Dance – Anastasis
Trudno mi było ocenić ten legendarny projekt, słabo znając wcześniejszą dyskografię i mając bardziej osobisty stosunek do bardziej rozrywkowych krążków z tego roku.
Bob Dylan – Soon After Midnight
Patrz Cohen. Kiedyś pewnie docenię...
Paloma Faith - Fall to Grace
Solidne, ale jednak nie do końca w moim guście.
First Aid Kit – The Lion's Roar
Na razie wolę The Pierces, ale może jeszcze polubię.
fun. - Some Nights
Muzyka trochę jak na piknik weteranów albo skautów. Jak dla mnie najlepszy jest...pobrzmiewający r&b bonus Out on the Town.
Nelly Furtado – The Spirit Indestructible
Z takiego mocno mainstreamowego popu to była jedna z moich ulubionych pozycji w tym roku, szczególnie bardzo radiowe Believers (Arab Spring).
Gossip - A Joyful Noise
Czuję, że wcześniejsze płyty bardziej by mi się podobały.
Ellie Goulding – Halcyon
Fenomenu tej pani (a w polskiej blogo- i portalosferze to jest fenomen!) już chyba nie zrozumiem...
Edyta Górniak - My
Green Day - Uno!
Grizzly Bear – Shields
Bardziej mi się podobało niż Veckatimest, ale jak widać, nie na wiele to starczyło.
Gypsy & The Cat – The Late Blue
Duży spadek formy w porównaniu z Gilgamesh, co nie znaczy, że to bezwartościowa płyta. Jeżeli za trzecim podejściem uda im się połączyć to, co było dobre w pierwszych dwóch, jej opinia w moich oczach (uszach) powinna wzrosnąć.
Morten Harket – Out Of My Hands
Nowy rozdział to niestety nie był, a historia A-Ha chyba mogłaby się obyć bez tego epilogu.
Calvin Harris – 18 Months
Hey – Do Rycerzy, do Szlachty, do Mieszczan
Hot Chip – In Our Heads
Trochę za dużo dziwnych pomysłów, za mało melodii.
Imagine Dragons – Night Visions
Produkt - do tego do końca nie wiadomo, do kogo skierowany.
Carly Rae Jepsen - Kiss
Przesłuchałem tylko skuszony oszukańczą recenzją jednego z polskich portali który nazwał ją "nową Kim Wilde", czy tam Samanthą Fox. Tak, żałuję.
Elton John vs Pnau - Good Morning to the Night
Dwa niezłe single, reszta nie dorównuje, ale pewnie nie zrozumiałem zamysłu twórców.
Norah Jones – Little Broken Hearts
Kordian Coelho Kuczma ostrzega: jeśli nie czujesz klimatu, nie oceniaj płyty po (seksownej) okładce. Gapiliśmy się z Muzykoblogerem na opakowanie winyla w Mediamarkt chyba z 3 minuty... Jeśli nie 5.
Keane - Strangeland
To już faza schyłkowa działalności jednego z moich ulubionych bandów. Przerwa wybitnie im nie posłużyła.
Ke$ha – Warrior
Jeśli ktoś doszukuje się geniuszu w Dirty Love, powinien za karę odsłuchać całą dyskografię Joan Jett i Suzi Quatro. Nie róbmy z ignorancji cnoty!
Kids of 88 - Modern Love
Patrz Bright Light Bright Light
Karolina Kozak - Homemade 
Wszystko ładnie, tylko, gdyby było jeszcze troszeczkę ciekawiej...
Paweł Kukiz – Siła i honor
Przesłuchałem z powodów pozamuzycznych. Czekajcie na rozwój wypadków.
Iza Lach - Off the Wire
Polskie No Doubt? ;) Za pierwszy razem fajnie bujało, ale koniec końców chyba nie byłem targetem.
Ladyhawke – Anxiety
Monotonia do potęgi. Blue Eyes - masakra!
Lianne La Havas – Is Your Love Big Enough?
W ogóle nie dla mnie.
Lao Che – Soundtrack
Też.
Leona Lewis – Glassheart
Linkin Park - Living Things
Chyba mi uszy stępiały z wiekiem na głośne dźwięki, bo ledwo dosłuchałem do końca.
The Maccabees – Given to the Wild
Bloger już w lutym (!) mi wróżył, że to będą moi tegoroczni Bombaye (patrz początek postu) i miał rację...
Amy Macdonald – Life in a Beautiful Light
Nie chcę być złośliwy i pisać, że z takim nazwiskiem łatwo o nagrywanie muzycznych hamburgerów, ale widzę po braku tej płyty, jak mi się zmienił gust w ostatnich latach... Pewnie w 2009 to byłby pewniak do dziesiątki...
Madonna - MDNA
Gdyby traktować bonusy jako osobną epkę, może i znalazłoby się dla niej miejsce...
Marillion - Sounds That Can't Be Made
Było blisko. Wbrew pozorom takie granie wciąż do mnie przemawia, tylko że indie "trochę" bardziej.
Marina & the Diamonds – Elektra Heart
Nauczka dla Katy Perry, że nie powinna nigdy nagrywać inteligentnej płyty, bo i tak będzie głupia. Kilka utworów to sympatyczne zrzynki ze stylistyki Pet Shop Boys itp., ale większość irytuje - i nadmiernymi ambicjami liryki i samym wykonaniem, które pasuje do nich jak pięść do nosa.
Bruno Mars - The Unorthodox Jukebox
Słychać postęp. Polecam piosenkę Natalie.
Memory Tapes - Grace/Confusion
A tu właśnie nie usłyszałem postępu.
Miike Snow – Happy to You
Kolejna kropla w morzu synthpopu.
Mika – The Origin of Love
W sumie przyjemnie, ale jego rola w historii muzyce pop się chyba kończy.
Kylie Minogue – The Abbey Road Sessions
Słucha się nie gorzej od niejednego albumu singer-songwriterki, albo i lepiej. Warto posłuchać i przekonać się, że dobre piosenki to po prostu dobre piosenki. Bez zbędnych przymiotników.
Muchy - Chcecicospowiedziec
Gdzie są te Muchy, które lubiłem? ;(
Mumford & Sons – Babel
Jedna z najnudniejszych płyt roku.
Olly Murs – Right Place, Right Time
Ktoś mu powinien powiedzieć, że w piosenkach o seksie nie wypada przekonująco.
Ne-Yo – R.E.D.
Ogólnie przyjemnie się słuchało, ale jednak trochę zbyt plastikowe brzmienie.
Niki & The Dove – Instinct
Niby nie brakowało wiele. Może płyta wyszła za wcześnie, a może są po prostu lekko przereklamowani?
No Doubt - Push and Shove
Kilka piosenek mi się podobało, widocznie za mało i niewystarczająco.
Frank Ocean - Channel Orange
Czyżby alternatywne r&b było dla mnie zbyt alternatywne...
Orbital – Wonky
Owl City – The Midsummer Station
Serce się kraje na myśl, że dla kogoś ten facet może być definicją synthpopu...
P!nk – The Truth About Love
Mnóstwo narzekania na facetów plus dwie wulgarne piosenki o imprezach. Wybitnie nie byłem targetem.
The Presets - Pacifica
Tak jak Ariel - proporcja eksperymentów do melodii mi nie pasowała.
Purity Ring – Shrines
Rihanna - Unapologetic
Kilka utworów pozytywnie mnie zaskoczyło, przede wszystkim Nobody's Business i Love Without Tragedy - Mother Mary.
Lucy Rose – Like I Used To
Emeli Sande - Our Version of Events
Duży zawód. Moim zdaniem - tylko dla sentymentalnych.
The Script - #3 
Jak dla mnie - najgorsza płyta z całej listy (może dlatego, że nie skusiłem się na Maroon 5?). Ma się wrażenie, że muzycy byli myślami w zupełnie innym miejscu niż studi0 nagraniowe. A naprawdę lubiłem tę formację...
The Shins – Port of Morrow
Sigur Rós – Valtari
Skunk Anansie – Black Traffic
The Smashing Pumpkins – Oceania
Stars - The North
Kolejny album, który bez powodzenia kręcił się wokół 60 miejsca.
Justyna Steczkowska – XV
Interesujące, ale dla mnie jednak zbyt hermetyczne.
Taylor Swift – Red
Podobało mi się tylko The Last Time z Garym Lightbodym. Może to głupio z mojej strony, ale liczyłem na więcej.
Tame Impala – Lonerism
Gdyby Beatlesi na dragach wpadli do wehikułu czasu i przenieśli się do 2012, pewnie by nagrali coś takiego.
Anna Teliczan – Ania Teliczan
Przyzwoita propozycja, tylko teksty chwilami mi zgrzytały, ale w końcu to młodziutka wokalistka.
The Temper Trap – The Temper Trap
Tennis - Young and Old
The Ting Tings – Sounds From Nowheresville
T.Love – Old Is Gold
Muzycznie w ogóle nie moja bajka, dlatego skupiałem się na tekstach. Z niektórymi się identyfikuję, niektóre wydały mi się mizoginiczne, ale to może kwestia bluesowej konwencji. Warto wyrobić sobie własne zdanie.
Totally Enormous Extinct Dinosaurs – Trouble
Two Door Cinema Club – Beacon
Obawiam się, że ta nie tak dawno obiecująca kapela to "one trick ponies" ;(
The Vaccines - The Vaccines Come of Age
W pojedynczych piosenkach mnie ostatnio w ogóle nie przekonują, jako większa porcja muzyki ma to jakiś "drive".
The View - Cheeky for a Reason
Powtórzę po raz osiemsetny: dla mnie to cud, że ich muzyka w ogóle mnie interesuje w 2012 r., ale zostało im jeszcze sporo szelmowskiego uroku sprzed lat.
Jack White – Blunderbuss
Kolejna pozycja zbyt alternatywna na mój obecny gust.
Robbie Williams - Take This Crown
Pierwsza płyta Robbiego, którą przesłuchałem w całości, dlatego trudno mi o jakiekolwiek porównania. Jak to bywa z albumami pop - połowa kawałków dobra, połowa zbędna.
The xx - Coexist
Ja ich po prostu nie lubię :(

***
Uff. Teraz pora na wyjaśnienie, dlaczego te dane trafiają do Internetu tak późno. Otóż w weekend miałem okazję porozmawiać na Gadu Gadu z redaktorem strony outrave.pl. Nie ukrywam, że przypadła mi do gustu. Z dwóch powodów - po pierwsze, że tak topornie to określę, widzę na niej zebrane w jednym miejscu informacje na temat muzyki niezależnej, które mnie interesują, nie widzę zaś tych, które mnie nie interesują, a niestety na innych portalach widzę ich bardzo wiele. Po drugie - wygląda na to, że zebrała się tam ekipa młodych zapaleńców, w których pasję i fachowość jestem w stanie uwierzyć. Dlatego mam nadzieję, że kwestią czasu będzie pojawienie się tam mojego pierwszego tekstu. Najprawdopodobniej czegoś na temat Jess Mills w planowanym dziale "Nowe brzmienia".

Outrave to młoda strona, ale mam nadzieję, że uda nam się wyrobić sobie markę w tym światku. Na razie potrzebujemy waszych lajków jak powietrza. Czytajcie, komentujcie, polecajcie znajomym. Nie chcę rzucać patetycznym "od tego zależy przyszłość Waszego ulubionego blogera", ale...być może tak jest! ;)

Przy okazji dementuję pogłoski, że moja współpraca z Outrave pociągnie za sobą likwidację tego bloga. Jedno z drugim absolutnie nie ma nic wspólnego i niczego takiego nie planuję. Inna sprawa, że z powodów technicznych (problemy z dotarciem do części analizowanego materiału) najbliższy post kończący etap podsumowania roku ukaże się dopiero w następnym tygodniu.


Saturday, January 5, 2013

Ranking: Top 50 ulubionych albumów 2012

W tym roku wyjątkowo bez większych fajerwerków, ponieważ All About Music.pl, a ściślej - fakt, że za późno przypomniałem sobie o obowiązującym tam harmonogramie - zupełnie przewróciło mi marszrutę :P Dla tych, którzy zapoznali się z już z moimi rankingami singli i innych piosenek, to zestawienie raczej nie będzie zaskoczeniem. Z drugiej strony - tegoroczny zwycięzca nie ujął mnie do końca żadnym ze swoich trzech dotychczasowych singli (dobrze, że w 2013 wyjdzie czwarty - Carried Away), jednak traktowany jako całokształt jest wypadkową mojego gustu muzycznego według stanu na 2012. Są klawisze, falsety, piękne melodie, dużo radości i pewna dawka goryczy. Jestem pewny, że te piosenki zostaną ze mną na długo. Są także przedstawiciele kilku gatunków, które mogły wydawać się niedoreprezentowane na liście singli (r&b, folk rock, tradycyjne granie w wykonaniu Bruce'a Springsteena, retropopowa Amanda Mair), jednak oczywiście dominują moje ulubione electro oraz indie. Chociaż na pewno do wielu słuchanych w tym roku albumów jeszcze wrócę, kiedy będę miał czas i nastrój, aby skupić się na tekstach, nastroju, rzeczach, które umykają, gdy codziennie trzeba walczyć o przetrwanie na kryzysowym rynku pracy i zmagać się o naukową przyszłość. Kto wie, może po latach naprawdę uznam, że w 2012 najbardziej wymiatał Bob Dylan? ;)

PS. Niedługo pojawi się osobny top epek.

1. Passion Pit - Gossamer

2. Kamp-Kamp!

3. Jessie Ware - Devotion


4. Bat for Lashes – The Haunted Man
5. Wild Nothing – Nocturne
6. Fixers - We'll Be the Moon
7. Kent – Jag är inte rädd för mörkret
8. Chromatics – Kill For Love
9. Bear In Heaven – I Love You, It's Cool
10. Pet Shop Boys – Elysium
11.
Saint Etienne – Words and Music
12. Lana Del Rey – Born to Die
13.
Trust - TRST
14. Sofa - Hardkor i disko
15. The Big Pink – Future This
 16. Arcade High – The Art of Youth

17. Muse - The 2nd Law
18. Porcelain Raft – Strange Weekend
19. Man Without Country - Foe
20. How to Dress Well – Total Loss
21. The Killers – Battle Born
22. Chairlift - Something
23. Archive - With Us Until You're Dead
24. Van She – Idea of Happiness
25. Kindness - World, You Need a Change of Mind
26. Tanlines - Mixed Emotions
27. Amanda Mair – Amanda Mair
28. Brothertiger – Golden Years
29. Skubas – Wilczełyko
39. School of Seven Bells – Ghostory
31. Grimes - Visions
32. Garbage - Not Your Kind Of People
33. Lemonade - Diver
34. Delilah - From the Roots Up
35. Crystal Castles – III
36. Shearwater – Animal Joy
37. Twin Shadow - Confess
38. The Twilight Sad – No One Can Ever Know
39. Miguel – Kaleidoscope Dream
40. Friends – Manifest!
41. Natalia Lubrano – RESPECT
42. Bruce Springsteen – Wrecking Ball
43. Alicia Keys - Girl on Fire
44. Ultravox – Brilliant
45. Beach House – Bloom
46. Shiny Toy Guns - III
47. Yeasayer – Fragrant World
48. Sam Sparro – Return to Paradise
49. Yung Life - Youth's Hours
50. The Raveonettes – Observator

---
51. Metric - Synthetica
52. Dry The River - Shallow Bed
53. Spector - Enjoy It While It Lasts
54. The Presets - Pacifica
55. Mela Koteluk – Spadochron
56. Maria Peszek – Jezus Maria Peszek
57. The Cranberries – Roses
58. Scissor Sisters - Magic Hour
59. iamamiwhoami – Kin
60. Donkeyboy – Silver Moon

Wednesday, January 2, 2013

Ranking: Top 30 ulubionych piosenek niesinglowych 2012

Jak ten czas leci... Trzeba już poważnie się brać za podsumowanie roku dla All About Music (czytać! lajkować! komentować!). W ramach przygotowań - lista 40 piosenek, które w ubiegłym roku wyszły na różnych nośnikach, ale nie były stronami A singli. O większości z nich nie jestem w stanie powiedzieć wiele więcej poza tym, że są bardzo fajne :), więc zamiast komentarzy postanowiłem napisać, skąd pochodzą, gdyż nie miałem przecież zbyt wielu okazji, aby pisać o nich na blogu. (Ale może jeszcze się pojawią?) Część z nich to udane imprezowe kawałki, które moim zdaniem świetnie poradziłyby sobie jako single, swoją reprezentację ma też chillwave. Niektóre pojawiały się w notowaniach RT Listy, ale nie byłem w stanie zweryfikować ich singlowego statusu - prawdopodobnie to, że je w ogóle znam to wyłącznie rezultat kaprysu autorów blogowych indie playlist, poszukujących udanych utworów na epkach, czy też udostępnianych przez zespoły do darmowego pobrania. W ostatniej chwili przy pomocy jednej strony w języku...portugalskim udało się pozytywnie zweryfikować status dwóch, co znowu wpłynęło na kształt rankingu singli z poprzedniego wpisu...

30. Pet Shop Boys - Requiem in Denim and Leopardskin (LP Elysium)
29. Bright Light Bright Light - Cry at Films (LP Make Me Believe in Hope)
28. Van She - Beat of the Drum (LP Idea of Happiness)
27. Niki and the Dove - In Our Eyes (LP Instinct)
26. Haim - Better Off (EP Forever)
25. Kindness - It's Alright (LP World, You Need A Change Of Mind)
24. Zambri - Places (LP House of Baasa)
23. Ask for Joy - Gentle Girl (EP Safe Words)
22. Fixers - Swimmhaus Johannesburg (LP We'll Be the Moon)
21. Marillion - Sounds That Can't Be Made (LP Sounds That Can't Be Made)
20. Jessie Ware - Taking in Water (LP Devotion)
19. Lana Del Rey - Lucky Ones/Without You (LP Born to Die; obydwa utwory chyba nie są znane szerszej publice, więc zrobiłem im małą promocję dając miejsce ex aequo ;)
18. How to Dress Well - Talking to You (LP Total Loss)
17. Mirrors - Between Four Walls (strona B singla Hourglass)
16. Scissor Sisters - Somewhere (LP Magic Hour)
15. Visitor - Coming Home (EP RNB)
14. Ask for Joy - Summer Getaway (I Got a Beach) (EP Hand Tame)
12. California Wives - Marianne (LP Art History)
11. Lovelife - Me After You (demo)
10. Pet Shop Boys - A Certain Je ne sais quoi (strona B single Winner)
9. Saint Etienne - When I Was Seventeen (LP Words and Music)
8. Infadels - Jupiter 5 (LP Future of the Gravity Boy)
7. Donkeyboy - Darkest Night (LP Silver Moon)
6. Passion Pit - Hideaway (LP Gossamer)
5. Men Without Country - Ebb & Flow (LP Foe) - dlatego nazywam ich mrocznymi braćmi The Sound of Arrows
4. Porcelain Raft - The Way In (LP Strange Weekend) - wzruszająca pozycja, dziwnie kojarzy mi się z The Courteeners ;)
3. Sofa - Chłopcy (LP Hardkor i disko) - wyborna obserwacja społeczna!
2. Hot Chip - Let Me Be Him (LP In Our Heads) - nie potrafię dociec, dlaczego to naprawdę magiczne, klimatyczne nagranie nie zostało singlem. Bo za długie? A Flutes?
1. The Foxglove Hunt - The Time Redeem (EP Built My Fortress) - ejtisowa indie przebojowość w pełnej krasie

Postaram się jutro wrzucić obiecane Top 10 tematyczne mainstream i club. Z r&b raczej zrezygnuję, ponieważ poza piosenkami z rankingu ogólnego mam niewiele do dodania :/ (oj, za późno zaczęło się śledzić jazzsoul.pl i soulbowl.pl...)

Poniżej piosenka, która już w końcu nie wiem, czy była singlem i w którym roku, ale na pewno warto jej posłuchać.

Wednesday, December 26, 2012

Ranking: Top 100 moich ulubionych singli 2012


Okładka płyty Mänsklig Värme (ludzkie ciepło), z której pochodzi mój tegoroczny singiel nr 1

Ruszamy! Mamy już i tak obsuwę, więc na początek tylko niewielki disclaimer:

1. Tak jak pisałem w zeszłym roku, to nie jest przegląd najlepszej muzyki prawie że ubiegłego roku we wszystkich gatunkach. Setka ma subiektywny charakter, jak zobaczycie po komentarzach ;) i siłą rzeczy skupia się na moich ulubionych gatunkach muzycznych. Może za rok paleta będzie bogatsza, ponieważ pewna osoba lekko namieszała przy moim poczuciu estetyki ;), ale zobaczymy, na ile trwale.

2. Podobnie jak w ubiegłym roku będę wrzucać post partiami (równocześnie publikuję wyniki na mycharts.pl) Zachęcam do typowania i komentowania na bieżąco.

3. W komentarzach skupiłem się na swoim odbiorze opisywanych piosenek - szczegóły biograficzno-geograficzno-"stylistyczne" na temat większości wymienionych wykonawców możecie znaleźć we wcześniejszych postach o tytułach zaczynających się od słów "Top New".

3. Rozkład jazdy:
- najbliższe trzy dni: Top 100 singli, Top 20 piosenek niesinglowych (strony B, album tracki i prawdopodobnie jeden leak ;), Top 10 singli w kategoriach mainstream, club i R&B
- ok. 1 stycznia: Top 10 ulubionych remixów,
-ok. 10 stycznia: Top 50 albumów i Top 10 "epek"

Zaczynamy od "nieszczęśliwej pięćdziesiątki", czyli piosenek, które brałem pod uwagę, jednak zabrakło im "tego czegoś", aby znaleźć się w zasadniczym notowaniu.
150. The Milk - Chip the Kids
149. Iza Lach - Chociaż raz
148. The Storm - The Raver
147. Marina and the Diamonds - Power and Control
146. Stars - Hold On When You Get Love and Let Go When You Give It
145. Colour Coding - Hold Tight
144. Porcelain Rift - Drifting In and Out
143. The Maneken - Safe Connection
142. Swiss Lips - DANZ
141. Ladyhawke - Sunday Drive
140. Disco Ensemble - Second Soul
139. Born Blonde - I Just Wanna Be
138. Crystal Castles - Wrath of God
137. Pet Shop Boys - Winner
136. Snow Patrol - In the End
135. The Chain Gang of 1974 - Teenagers
134. Emeli Sande - Read All About It, pt. 3 (na liście jej nie było, ale z jej tegorocznych singli najbardziej mi się podobało)
133. Ultravox - Brilliant
132. Beach House - Lazuli
131. Cut Ribbons - Damascus
130. Mumford & Sons - I Will Wait
129. Gold Fields - Dark Again
128. The View - How Long
127. Metric - Breathing Underwater
126. JJAMZ - Heartbeat
125. Purity Ring - Fineshrine
124. The Twilight Sad - Another Bed
123. School of Seven Bells - Lafaye
122. Shearwater - You as You Were (zespołów z miejsc 122-124 szukajcie w topie albumów a znajdziecie ;)
121. Grimes - Oblivion
120. Bear in Heaven - Sinful Nature
119. Blur - Under the Westway
118. Florence and the Machine - Never Let Me Go
117. Computers Want Me Dead - Little Steps
116. Chairlift - Met Before
115. Bon Iver - Towers
114. Natalia Lubrano - Guarantee
113. Beat CLub - Faces
112. Grizzly Bear - Yet Again (oczywiście dobra piosenka w swojej kategorii, ale w tym roku miałem inne potrzeby...)
111. Cub Scouts - Do You Hear
110. Sures - Stars
109. Two Wounded Birds - If Only We Remain
108. Spector - Grey Shirt and Tie
107. The Raveonettes - Into the Night
106. Ariel Pink's Haunted Graffiti - Only In My Dreams (komentarz jak u Grizzly Bear)
105. Jessie Ware - Night Light (to pewnie niektórych zaskoczyło, jeżeli tak - na koniec topu nie będziecie zdziwieni ;)
104. Sofa - Serpentyny i mydlane bańki
103. Geographer - Lover's Game
102. Bombay Bicycle Club - Leave It
101. Kyte - Scratches

Notowanie zasadnicze

100. Chromatics - Back from the Grave

Kolejny zespół poznany na początku roku dzięki blogowi "Romantic Synthesis", który pewnie bardziej okazale zaprezentuje się w rankingu albumów.

99. iamamiwhoami - Goods

Mi ten kawałek kojarzy się z...Roisin Murphy Icon_wink Najbardziej chwytliwy fragment interesującego albumu.

98. Kasabian - Goodbye Kiss

Pamiętam, że kiedyś ta piosenka uratowała mnie prze dołem w warszawskim autobusie Icon_smile, ale nawet gdyby tak się nie stało, jest na tyle urokliwa, że znalazłoby się dla niej miejsce Icon_wink

97. Rudimental feat. John Newman - Feel the Love


Przedstawiciel brzmienia klubowego w setce, brytyjski numer 1 na wiosnę i - w moim przypadku - skuteczny rozweselacz Icon_smile Nawet ogranie w RMF Maxx tego nie zmieniło.

96. Yung Life - Isn't This

To pewne zaskoczenie także dla mnie. Piosenka doszła u mnie na liście do 5 miejsca, uwiodło mnie ejtisowe brzmienie tej młodej kapeli z Nashville, ale chyba refren tej kompozycji na dłuższą metę wydał mi się zbyt nachalny.

95. Beat Club - Something Better

Najbardziej wynudzony numer 1 mojej listy w tym roku.

94. Lana Del Rey - Ride

Trochę dziwny przypadek - wrzuciłem na listę, szybko się pozbyłem, potem obejrzałem występ u Joolsa Hollanda i...zacząłem żałować. Może gdyby wszystko nie zaczęło się od obejrzenia przegadanego teledysku...

93. Fenech-Soler - All I Know


Kolejne mocno taneczne uderzenie. Czekam na płytę!

92. Mark Foster, Kimbra & A-Trak - Warrior


Sympatyczna pamiątka po wiośnie tego roku z reklamy "konwersów".

91. Pet Shop Boys - Memory of the Future (oba mixy cenię na równi)

Pet Shop Boys w stylu, jakim znamy i lubimy Icon_wink (The Sound of Arrows na pewno kochają tę piosenkę) Czy po kilkunastu latach będzie pamiętana jako "późny klasyk"? Zobaczymy.

90. David Newton & Thee Mighty Angels - In Love and War

Były gitarzysta Mighty Lemon Drops wyrósł ostatnio w moim świecie na króla gitarowej słodyczy. A zaczęło się niewinnie od propozycji Mavoya do Miastowizji Icon_wink

89. Neo-Retros - Sun Shines On


Autorzy urokliwego High-Rise in the Sunshine wracają w nieco radośniejszym nastroju. Skądinąd to już piąty wykonawca, który obronił miejsce w setce w porównaniu z poprzednim rokiem (nie licząc Marka Fostera, a licząc znów "niesamodzielną" Kimbrę)

88. Orbital feat. Zola Jesus - New France

Piosenka przypominająca o imprezach lat 90. i pomysłowy teledysk. Jedna z moich ulubionych na początku roku.

87. Diamond Rings - I'm Just Me

Na pewno biografie: moja i Johna O'Regana mocno się różnią, ale mnie też prosty tekst i zaraźliwa melodia podnoszą na duchu.

86. The View - The Clock

Naprawdę nie mogę się nadziwić (a wiecie, że dziwię się już od wakacji), że muzyka tego zespołu interesuje w roku 2012. Może dlatego, że każdy z nas w jakimś momencie poczuł, że "the clock has no sympathy"?

85. The Killers - Miss Atomic Bomb

Prawdopodobnie padłem ofiarą taniego tricku psychologicznego Icon_wink, jednak oglądając klip do tego nagrania przypomniały mi się czasy, kiedy królowało Mr. Brightside, ja byłem zakochany w pewnej starszej o dwa lata pięknej i dostojnej tancerce, która jednak nie dała mi szansy i wybrała asystenta SGH Icon_razz2 Z perspektywy czasy uświadomiłem sobie, że nie była aż tak interesująca, nie miało to szans, a są też na świecie inne tancerki (niektóre nawet o dwa lata MŁODSZE Icon_smile Oczywiście wiem, że autorzy klipu nie oferują prostego happy-endu, w uszach brzmi sakramentalne pytanie "Do you play to win or are you just a bad loser?", ale... pożyjom uwidim Icon_wink

Tyle (proporcje nieprzypadkowe) o wizualiach. A muzycznie? Taki Meat Loaf naszych czasów. Ale ja lubię Meat Loafa Icon_wink

84. Tiger Love - Summer Rain

Podobnie jak Geographer, ta piosenka długo rozkręcała się w moich uszach, ale kiedy wreszcie się rozkręciła, wrażenie było powalające.

83. Foster the People - Houdini

Dla tej piosenki samo znalezienie się na liście jest sporym sukcesem, ponieważ na Torches miałem wiele innych ulubionych nagrań, więc zadziałała trochę moja ogólna sympatia do płyty, chociaż tylko do pewnego stopnia.

82. Kari Amirian - Jump Into My Heart and Stay

Ooo w refrenie dziwnie kojarzy mi się z California Gurls, ale ogólnie tradycyjnie jak u tej pani jest bardzo uroczo. Żeby tylko jej koncert na Open'erze był o trochę innej porze...

81. Paloma Faith - Picking Up the Pieces


Nie zwróciłem uwagi na pierwszą płytę tej wokalistki, ponieważ wyszła w okresie, kiedy interesowałem się muzyką dwa razy słabiej niż obecnie, ale to nagranie skutecznie zachęciło mnie do zapoznania się z jej drugim krążkiem (ech, złote czasy Radia Iwelynne Icon_wink

80. Niki & The Dove - Tomorrow

Zwróciłem uwagę na ten duet na początku roku, potem...praktycznie o nim zapomniałem, ale na szczęście w porę odświeżyłem sobie tę chwytającą za serce balladę.

79. Patterns - Blood

Gitarowy hit z chwytliwym refrenem z listy hiszpańskiego blogera Jorge Tomasa.

78. Scissor Sisters - Only the Horses

Wielu starych fanów krzyczało "łatwizna", "utrata własnego stylu" i "co tu robi Calvin Harris?" Ja w tym czasie...o ile pamiętam, dobrze się bawiłem Icon_wink

77. Ultravox - Live

Jak gdyby nigdy nic po latach synth-popowi giganci wrócili w najbardziej znanym składzie z zajmującą płytą, z której udało się wykroić zapadające w pamięć single.

76. Santigold - Disparate Youth

Pierwsza moja reakcja na refren tej piosenki - "Nieźle buja!" Podtrzymuję ją do dziś Icon_wink

75. Garbage - Blood for Poppies


Wolałbym w tym miejscu widzieć prawdziwą petardę - darmowy teaser Automatic Systematic Habit, ale reguły muszą pozostać regułami. I nie ma co narzekać - ten singiel (czy tylko mi przypomina w zwrotkach Oh My God Kaiser Chiefs?) był jedną z nielicznych akceptowanych przeze mnie pozycji wiosennej ramówki Eski Rock.

74. Delta Spirit - California

Kolejny na tej liście wyciskacz łez, o którym prawie zapomniałem przy układaniu listy, ale wiosną ujęła mnie ta melodia.

73. The Raveonettes - Curse the Night


Obawiam się, że po kilku przesłuchaniach więcej ta piosenka mogłaby zajść wyżej, jednak duńscy już prawie weterani indie i tak są godnie reprezentowani w tym rankingu (patrz wyżej i niżej Icon_smile

72. Gossip - Perfect World

Mimo, że jestem wielkim fanem przystępnej elektroniki metamorfoza akurat tego zespołu nieco mnie zasmuciła, ponieważ ceniłem ich takich, jacy byli, jednak nie zmienia to faktu, że w ubiegłym roku zaprezentowali kilka udanych (według popowych kryteriów) nagrań.

71. St. Lucia - We Got It Wrong


Jedna z tych reprezentantek brzmień klubowo-elektronicznych, która znajduje się względnie nisko z racji dużej liczby podobnych stylistycznie propozycji w czołówce. Ale za zabawę w jej rytmach w jakimś klubie (niekoniecznie na Balearach, choć tak mi się kojarzy) bym się nie obraził Icon_wink

70. Cherub feat. Dominic Lalli - Hold Me


Jeden z przyjemniejszych tegorocznych falsetów Icon_wink

69. Trust - Dressed for Space

TRST to kolejny album z początku roku (chociaż przesłuchałem go stosunkowo niedawno), który ucierpiał na tym, że trzyma równy poziom od początku do końca, dlatego żaden z promujących go singli nie zamieszał w zestawieniu. Jednak nie mogło się obyć bez przynajmniej jednego z nich. (tak Blogerze, nie mogło obyć się bez Dark Wave ;)

68. Gold Fields - Treehouse

Idziemy do góry, więc coraz częściej będziemy gościć w Australii Icon_smile W tym wypadku mamy do czynienie z podszytą ciepłym erotyzmem, lekko marzycielską kompozycją bliższą konwencjonalnemu popowi, jednak nie martwcie się - typowo tanecznych i ejtisopodobnych brzmień nie zabraknie Icon_wink

67. Two Door Cinema Club - Sleep Alone

Brytyjscy indie rockowcy nagrali - jak to mają w zwyczaju - spójną płytę, z której trudniej mi było wyłowić smakowite rodzynki niż z Tourist History. Na szczęście zaczęli promocję od kawałku, który może konkurować np. z What You Know, co przyniosło im m.in. wielotygodniowe prowadzenie na Club Chart.

66. Stars - Theory of Relativity

Czekałem długo na album poznanych dzięki remiksowi Kanadyjczyków, nie powalił mnie on (czy będzie w moim topie, a jeśli tak, to na którym miejscu, jeszcze nie mam pojęcia), ale dwa wymienione tu single na pewno będę jeszcze długo pamiętał.

65. Kids of 88 feat. Alisa Xayalith - Tucan

Nowozelandzki superduet indie. Nie spodziewałem się, że sprośnawi Kids of 88 nagrają coś tak romantycznego, ale myślę, że im się to opłaciło.

64. Tanlines - All of Me

Wesoły utworek - jeden z pierwszych singli wydanych w 2012, który polubiłem.

63. Gotye - Easy Way Out

Najprzystępniejszy tegoroczny singiel Australijczyka (słychać, że nie darmo porównują jego głos do Stinga), melodia trochę jak z "Satisfaction" Icon_wink

62. The Raveonettes - She Owns the Streets

Naprawdę jestem ciekawy, czy tak mocna obecność duńskiego duetu w moim zestawieniu wynika z tego, że nagrali dobry materiał, czy z tego, że zawsze chciałem ich posłuchać w większej ilości, ale nigdy nie miałem czasu/okazji Icon_wink

61. Delilah - Shades of Grey

Chyba ostatnia wokalistka o imieniu Paloma w zestawieniu (tak, Wielka Brytania to dziś tak dziwny kraj, że Paloma czasem ma na imię Delilah, a Adele - Emeli Icon_wink Chyba najbardziej klasyczny singiel z płyty From the Roots Up i chyba tym mnie ujął.

60. Solange - Losing You

Wiem, że pozycja w rankingu jest niewspółmierna do wyników na liście, ale naprawdę lubię ten utwór - przenosi mnie w moment historii muzyki, ktory niestety z racji ignorancji nie jestem w stanie precyzyjnie zdefiniować, ale musiał być bardzo fajnyIcon_wink

The Raveonettes - 11 lat na scenie, 6 płyt studyjnych i pięć EP na koncie, wciąż są w stanie wygenerować trzy single w Top 150

59. Ola Bieńkowska - Diggin'

Czyli dowód, że nawet jeżeli Muzykobloger mi czegoś otwarcie nie zarekomenduje, a tylko poprosi o pomoc w poszukiwaniach, jestem w stanie wyciągnąć coś dla siebie Icon_smile Mam nadzieję, że nie zniknie szybko z firmamentu (chociaż trudno powiedzieć, żeby w ogóle się na nim pojawiło).

58. Saint Etienne - Tonight

No proszę - mamy św. Szczepana, a w zestawie Saint Etienne Icon_smile jeszcze raz wielkie dzięki dla meniego za ostateczne przekonanie do twórczości zespołu, który teoretycznie powinien należeć do moich ulubionych (pomogło dobre na karnawał brzmienie kojarzące się z Kylie Minogue Icon_wink

57. Grimes - Genesis

I jest jeszcze jedna Grimes. 2012 to było jedno dla mnie jedno wielkie przeciąganie liny z Judith Boucher. Chwilami wydawało mi się, że to muzyka niezbyt w moim stylu i nie powinienem się do niej zmuszać, innym razem - że pulsuje w niej intrygujący niekonwencjonalny seksapil. Ostatecznie przeważyła ta druga wizja, w czym mała cegiełkę miała pewna sympatyczna osoba trzecia Icon_wink, ale bym tego nie przeceniał. W każdym razie teraz mam czystsze sumienie Icon_smile

56. Steed Lord - Hear Me Now

Wracamy na dyskotekę. Kylie Minogue Gudmundsdottir? Icon_wink

55. Future Unlimited - Lightweight Eyes

Superejtisowy chłod tego projektu kusił mnie od zeszłej zimy, ale dopiero dziobasowa lista nadała tej pokusie wyraźny kierunek.

54. Natalia Lubrano - Zapomnę cię

Kolejny wynalazek Muzykoblogera, on kojarzy chyba z 85% nagrywających w ostatnich latach wokalistek, przynajmniej po polsku i angielsku. Moja pierwsza reakcja - "Natalia lub co? rano? a nie czasopisma?" Ale muzyka mnie przekonała. Jest klasa, jak u Oli, jest pomysł. Tylko promocji chyba trochę brakuje.

53. Chvrches - The Mother We Share

Tak, też wzorem znajomych z Mycharts i krytyków BBC uważam ich za nadzieję, tak, też mocno do mnie przemawia ta kompozycja, ale wydaje mi się, że nastąpi "efekt Swiss Lips" (patrz niżej) i dopiero w przyszłości w pełni mnie uwiodą.

52. Porcelain Raft - Unless You Speak from Your Heart

Połączyć Skórę z Oto ja i hit gotowy Icon_smile (taki żarcik)

51. Amanda Mair - House

Jakaś pechowa pozycja - wybór numer 1 wyleciał, bo zapomniałem, że chciałem go tylko w zestawieniu remiksów, kolejny - ponieważ chyba jeszcze nie jest singlem (na mojej liście zresztą go też jeszcze nie było). Ale może i dobrze się stało, ponieważ dzięki temu mogę oddać honor singlowi z chyba najbardziej kobiecej (dziewczęcej płyty roku). Coś z Birdy, coś z Ani, do tego coś generalnie wyróżnia szwedzki pop. Ale wydał ją Labrador - to starczy za rekomendację.

50. Future Islands - Cotton Flower

Podobnie jak piosenka oczko wyżej, nie okazała się dla mnie tak ponadczasowa, jak wydawało mi się, że będzie, ale i tak cieszę się, że przysłuchałem się w tym roku temu zespołowi.

49. Visitors - Oxygen

Zastrzegam, że na pozycję tego utworu nie wpłynął fakt, że chłopaki nie odpisali mi na Twitterze na pytanie, czy możemy się spotkać w Warszawie po ich występie w Kawa czy Herbata?" :) Po prostu z czasem wyczułem w tej piosence pewną nutkę prostactwa zamaskowaną ultraprzebojowością i klawiszami w moim ulubionym stylu.

48. Jess Mills - Pixelated People

Chyba najwyżej notowany singiel, który nie był na liście. Tłumaczy mnie trochę, że został wydany na początku roku (Muzykobloger pewnie by to skomentował słowami: "A świstak siedzi i zawija..." Icon_razz2) Podoba mi się nie tylko jego lekko niepokojący klimat, taneczność nawiązująca do najlepszych tradycji lat 90., ale również...tytuł, który kojarzy mi się z "asystą" popularnej pod koniec lat 80. Yazz. Może na starość londynka założy bluesową kapelę "Jess Mills & Pixelated People"? Icon_wink

47. Pet Shop Boys - Leaving

Pewna grupa kolegów "listowiczów" na pewno liczyła na wyższą pozycję, ale niestety, nic na to nie poradzę, że aczkolwiek Elysium miło się słucha, singlom z tego wydawnictwa moim zdaniem trudno sprostać bagażowi wspomnień i zachwytów związanych z poprzednimi krążkami. Jeżeli kiedyś zmienię zdanie, na pewno dam Wam znać (może przy okazji któregoś z kolejnych rankingów).

46. Beach House - Myth


Wiadomo, urokliwa muzyka, a pierwsze single z płyt zazwyczaj mają wyjątkowo fajne. Na pewno pomogło im to, że niedługo przed premierą na dobre polubiłem Norway.

45. Jessie Ware - 110 %

No i jest ta Jessie, jak ją nazwałem po transmisji Bestivalu na Youtube, Kobieta Kot z Brixton. Bardzo wiosenna, zwiewna piosenka (wtedy miała zresztą premierę), teraz ma przez nią pewne problemy copyrightowe, ale warto ją sobie przypomnieć w ten zimny czas.

44. Panama - Magic

Tę pozycję również - jeden ze sztandarowych numerów początków mojego "zadziobasienia".

43. The 1975 - The City

Zespół zadziornego Matta Healy'ego to na pewno jedna z indie rockowych nadziei na nadchodzący rok. Mnie w tej piosence ujęło pewne podobieństwo do stylu The Big Pink.

42. Fairchild Republic - Stay Young

Zdecydowania ta propozycja młodego australijskiego zespołu najbardziej nadaje się na radiowy hit. Trudno mi jednak powiedzieć, czy czeka ich świetlana przyszłość (ambicje mają duże) - głos ich wokalisty na dłuższą metę męczy...

41. Jess Mills - For My Sins

Jedna z najbardziej konwencjonalnych, popowych piosenek w zestawieniu promująca jeszcze nie wydany album wykonawczyni obracającej się głównie w kręgu muzyki bardziej klubowej. Mam jednak nadzieję, że na Twist of Fate zmieści się jeszcze jakaś podobna urokliwa ballada (a może jeszcze tak teledysk do niej... Icon_wink

40. Spector - Celestine

Długo wybrzydzałem na ten zespół, ale podobnie jak w przypadku m.in. Two Door Cinema Club i Tourist History przesłuchanie większej partii materiału pomogło ułożyć z pozoru mało pociągające elementy w spójną układankę. I tak się złożyło, że (jak to często bywa) najdłużej przylgnął do mnie jej najbardziej "stadionowy" i jeden z frywolniejszych elementów.

Jess Mills - debiutancki album dopiero w styczniu, ale już dwa single w Top 50. Nie ma się z czego śmiać Jess - widzimy się w Polsce. Oby już niedługo.

39. Yeasayer - Reagan's Skeleton

Zespół, który pokochałem w tym roku tak samo mocną miłością, jak wcześniej np. The Pains of Being Pure at Heart. Odpowiada za to przede wszystkim przesłuchanie całości Odd Blood, ale na Fragrant World też można odnaleźć przednie kawałki. Choćby tę piosenki o...dość nietypowym temacie (ciekawe, czy coś do rzeczy ma tu fakt, że Reagan był republikaninem, a nie demokratą Icon_wink, bujająca w rytmach nieco podobnych do Sweet Harmony.

38. Helen Love & Ricardo Autobahn - And the Salvation Army Band Plays


Jedna z tych piosenek, o których bym w życiu się nie dowiedział, gdyby nie bracia Czesi i ich osobiste listy przebojów. Sam bym chyba nie byłbym w stanie sobie wyobrazić, że mogłaby im się spodobać, a nawet...powstać. Jednak powstała i cieszy swoim nieco naiwnym, nieco gorzkim klimatem. Ja na szczęście nie miałem w tym roku takich świąt, jak opisane w tekście, ale wydaje mi się, że w tej dekadzie chyba niewiele bożonarodzeniowych utworów wywrze na mnie podobne wrażenie.

37. The Killers - Runaways

Znowu kapela, która budzi skrajne emocje: mawiernych fanów, ale też spore grono dawnych miłośników, którzy czują się zawiedzeni. Ja patrzę na nich przez dwa pryzmaty: jako fan melodyjnego grania, choćby nawet bardzo popowego i jako romantyk, chociaż ten singiel, jak na piosenkę o miłości ma wyjątkowo mizoginiczny podtekst. Mój ostateczny werdykt na temat The Killers A.D. 2012 poznacie przy okazji rankingu albumów - na razie sam nie wiem do końca, jaki będzie. Ale...czy wszyscy nie jesteśmy uciekinierami? Przynajmniej czasami?

36. Will Young - Losing Myself

Trzeci singiel z albumu, który był dla mnie wielką pozytywną niespodzianką 2011 r. Jestem bardzo ciekawy, co zwycięzca pierwszej edycji brytyjskiego Idola pokaże na kolejnym krążku. Wolałbym powtórkę z tej rozrywki niż bezpieczny zestaw musicalowych coverów. Śpiewanie u Groove Armada w końcu zobowiązuje.

35. Twin Shadow - Five Seconds

Jeden z czołowych przedstawicieli chillwave - jak z futurystycznego westernu.

34. Mirrors - Hourglass

Gdyby traktować słowo singiel dosłownie, ta płytka musiałaby znaleźć się wyżej, ponieważ bardzo podobała mi się także strona B - Between Four Walls (w takim układzie na pewno wysoko znalazłby się Winner Pet Shop Boys, ponieważ zawierał aż dwa wyborne B-side'y). Jednak trzymajmy się uproszczonej definicji, a w tym układzie Brytyjczycy nieco przegrywają sentymentalizmem.

33. Strangers - Shine on You

Wielki hit u mnie na wiosnę, piosenka z podobnych rejonów stylistycznych, lecz dużo bardziej pełna nadziei. Niestety na dłuższą metę lekko trąca kiczem, stąd pozycja taka a nie inna.

32. Knives at Noon - Handshake of the Heartache

Sympatyczna indie kapela z Nowej Zelandii i jeden z moich letnich hitów pożyczonych od Dziobasa. Melodią przypomina mi poznaną kiedyś fińską piosenkę Aurinko laski Disko.

31. Kitten - Cut It Out

Młoda amerykańska kapela pokazała w tym roku, że nie boi sięgać po stare garażowe brzmienia i eksperymentować, wysmażyła także piosenkę, która mogłaby być ozdobą każdej rockowej playlisty. Liczę na więcej w 2013. Mają ostrą amunicję w osobie Chloe Chaldez - pewnie się doczekam Icon_smile

30. Strange Talk - Cast Away

Do tego roku był to dla mnie zespół dwóch dobrych piosenek, w tym - jak na razie trzech Icon_smile Ale ta trzecia zdecydowanie przebiła dwie pozostałe!

29. Uniqplan - This Makes Sense

Polska kapela - granie na międzynarodowym poziomie. W USA może by wygryźli Grouplove albo Walk the Moon.

28. Lemonade - Neptune

Krytycy identyfikują ich z chillwave, mi kiedy słucham tej piosenki przypominają się...ballady New Kids on the Block. Czyżby wspomnienia z dzieciństwa?

27. The Presets - Promises

Kiedy usłyszałem pierwszy raz, myślałem, że to remiks zagubionego nagrania Jasona Donovana. Ale w końcu to kolejni Australijczycy.

26. Feeder - Borders

Lata mijają, sentyment zostaje. Muzyka biesiadna? Przypomina krzyki cheerleaderek? Ludzie - to jest o Jessie, każda piosenka o Jessie coś w sobie ma Icon_smile

25. Imagine Dragons - It's Time

Nie wiem, czy nie najbardziej amerykańsko brzmiąca piosenka na liście, przynajmniej z tych w miarę gitarowych. Szkoda, że nie przekonali mnie już praktycznie niczym innym.

24. Kamp! - Sulk

Jest album! I jest ten dekadencki klimat leniwej imprezy z pierwszej połowy lat 80., który tak kocham.

23. Muse - Madness

Myślę, że będę nienawidził ten u-u-u-utwór, ale końcówka naprawdę mnie poraziła (znowu mój nieuleczalny romantyzm?), a początek przynajmniej mnie zaskoczył.

22. Bright Light Bright Light - Waiting for a Feeling

Poniekąd historyczna piosenka - byłaby numerem 1, gdybym rozpoczął tworzyć listę tydzień wcześniej. Jak dla mnie Rod Thomas mógłby się nawet przerzucić na disco polo, za to i Disco Moment będę o nim zawsze dobrego zdania.

21. Lemonade - Softkiss

Lekko niepokojąca aranżacja, tradycyjnie sporo słodyczy w wokalu, wciągająca melodia - czy jeszcze kiedyś będą mieli u mnie tak dobry rok?

20. Fair Weather Friends - Fortune Player

Podobnie jak Uniqplan, niby już trochę ludzi w Polsce ich zna, ale zasługują na uznanie nie tylko u nas. Nie tylko chwytliwa melodia, dopracowany teledysk, zapadający w pamięć wokal, ale także pomysły nie kończą się po 2 minutach, co mnie zawsze bardzo cieszy.

 
Fotografia z planu zdjęciowego klipu do Fortune Player Fair Weather Friends - najwyżej notowanej u mnie polskiej piosenki.

19.  Van She - Idea of Happiness

Cudownie zwariowane wideo, ale najważniejsze jest to, że powracając po kilku latach rosnących oczekiwań mnie nie zawiedli.

18. Bear in Heaven - The Reflection of You

Opisałem ich kiedyś gdzieś jako Roxy Music z Markiem Fosterem na wokalu. Wypuścili w tym roku w obieg, cudownie rozedrganą, klimatyczną płytę ze świetnie dobranym pierwszym singlem.

17. Jessie Ware - Running


Od tego nagrania wieeele się zaczęło. A to dopiero był i wciąż jest początek...

16. Sam Sparro - I Wish I Never Met You


Nie wiem dlaczego, ale na liście dotarł tylko do 12 miejsca. Nie powiem, życiowy kawałek Icon_wink, niby trochę kiczowaty (może pastiszowy?), ale życzyć każdemu płodzenia takich kiczów. Tylko koleś zgol te wąsy....

15. Haim - Forever


Po prostu arcykobieca piosenka, cudownie budząca wspomnienia czasów triumfów Miami Sound Machine w lekko folkowym sosie. A ileż pasji, bólu i prawdy w tym śpieiwe. Takie moje tegoroczne The Pierces Icon_smile

14. Sky Ferreira - Everything Is Embarassing

Kiedy ją pierwszy raz zobaczyłem (i usłyszałem), pomyślałem sobie: "jak ja chciałbym kiedyś posłuchać jakiejś dobrej piosenki w jej wykonaniu". I wreszcie się doczekałem. Wieje od niej moim ukochanym ejtisowym dystyngwowanym chłodem, ale nie brak też pulsacji rodem z r&b (Blood Orange!). Nie jest to wybitna wokalistka, ale mam nadzieję, że jeszcze mnie czymś pozytywnie zaskoczy.

13. Little Boots - Every Time I Say a Prayer

Takie piosenki dyskotekowe lubię najbardziej! Niby stworzone do tańca, ale podszyte solidną dawką melancholii. Kiedy wybrzmiewają pierwsze dźwięki refrenu, czuje się, że to coś więcej niż zwykła tancbuda. Tym bardziej mnie to cieszy, że poza Stuck On Repeat nie byłem nigdy fanem Victorii Hesketh, chociaż pewnie jeszcze kiedyś nadarzy się okazja bliżej przyjrzeć Hands.

12. Kent - 999

Nie podchodziłem z większymi emocjami do nowego albumu tej zasłużonej szwedzkiej formacji, a otrzymałem solidną porcję wręcz nieskazitelnie przebojowego grania. Zawsze najdłuższe piosenki zostawiali na koniec krążków. Tym razem rekordzista pojawił się na początku. I był pierwszym singlem. A w tekście jest mowa o Michaelu Boltonie. Normalnie - goście.

11. Savoir Adore - Dreamers

Nie wiem, czy nie najseksowniejsza piosenka w szerokiej czołówce. Zaśpiewać coś takiego w duecie z jakąś ponętną niewiastą na karaoke o głosie Deirdre Muro - to byłoby coś... Ten utwór zawsze będzie mi się kojarzył z moim pierwszym zetknięciem z listą Dziobasa.

10. Chairlift - I Belong in Your Arms

Dlaczego, ach dlaczego tak długo odwlekałem zapoznanie się z ich twórczością? Gdyby nie podsunięcie przez Mawoja japońskiej wersji tego kawałka nie wiadomo, jak by to się wszystko skończyło. Ale oddaję, co należne. Rytmy jak u Michaela Sembello i ta zwiewność i romantyzm, które właściwe są chyba tylko młodym idealistom.

9. Lana Del Rey - National Anthem

Dla mnie piosenka-symbol tego roku, jak on duszna i tak samo pełna siły, co depresyjna. Można mówić różne rzeczy o Lizzie Grant, ale łączenie patosu zamierzchłych epok ze współczesnym hip-hopem i opisywanie dekadencji swojego środowiska wychodzą jej bardzo dobrze.

8. Bat For Lashes - All Your Gold

Kolejna wokalistka, która do tego roku szczególnie mnie nie interesowała (Adik, nie bij!). W tym nagrała jak dla mnie bliską perfekcji płytę. To jeden z jej mocnych punktów.

7. Wild Nothing - Paradise

Najwyżej notowany przedstawiciel chillwave w tym rankingu. Jedna z tych piosenek, które (jak Kaputt Destroyera albo King's Cross Pet Shop Boys) sprawiają, że świat za oknem wygląda inaczej, kiedy jej słuchasz. Nie twierdzę, że lepiej albo gorzej. Po prostu inaczej.

6. Arcade High - Blacktop Rendezvous

Mój ulubiony, "Drive"-opodobny rodzaj elektroniki. Kaskady zaczerpniętych z lat 80. słodkich (przesłodzonych?) klawiszy. Wokal to najsłabsze ogniwo, ale uważam, że to oni powinni być na światowym topie, a nie Owl City.

5. Fixers - Iron Deer Dream


Utworek poznany kompletnie przypadkiem - w audycji z nowościami Absolute Radio. Kocham takie nieokiełznane muzyczne szaleństwo, którego pokazali więcej na tegorocznym albumie. Przejęli w mojej muzycznej pałeczce sztafetę od Friendly Fires.

4. The Big Pink - Hit the Ground (Superman)

W styczniu słuchałem ich dwóch singli promujących Future This w nieskończoność. Dla mnie to wręcz muzyczni geniusze. Kocham ich zadziorność i dramatyzm. Cieszę się, że nadal nagrywają i z tego co słyszałem, trochę za nami tęsknią Icon_smile

3. Bon Iver - Beth/Rest

Powiecie - "oszustwo, ten kawałek krzyczy samym tytułem "2011"! Ale to też jedno z moich największych zauroczeń muzycznych 2011. W niezbyt spodziewanym miejscu reinkarnował się duch wydawałoby się dogorywającego w otchłani pogardy soft rocka lat 80. Chwilami nadal nie wierzę, że nie śpiewa tu Peter Cetera Icon_smile

2. Jessie Ware - Wildest Moments

W tej chwili ta piosenka może wydawać się wyświechtana, można się obawiać, że przykleja ona tej wokalistce etykietkę "gwiazdy jednego przeboju", jednak nie da się zaprzeczyć, że jest to pop na bardzo wysokim poziomie. Mi chyba najbardziej podoba się wstęp, który trochę przypomina mi...tak, tak - The Big Pink Icon_smile I pamiętajcie - nawet w najdzikszych momentach możemy dosięgnąć wielkości. Niech to będzie naszym mottem na 2013!

And the winner is...

1. Markus Krunegård - Korallreven & Vintergatan

Dlaczego pierwsze miejsce zajęła piosenka po szwedzku, wykonywana przez wokalistę, który do tej pory średnio interesował mnie i solo, i w grupie Laakso, którą nie bardzo kogokolwiek zainteresowałem? Przede wszystkim dlatego, że pokochałem ją za pierwszym przesłuchaniem, a to mi się udało w tym roku chyba tylko w tym jednym przypadku. Po drugie dlatego, że słychać w niej autentyczne, momentami rozdzierające emocje. Po trzecie dlatego, że ładnie się rozwija, motyw pojawiający się na początku jest bardzo umiejętnie prowadzony, a uświęcona popową tradycją "eksplozja" w refrenie nie wypompowuje całej energii z tej całkiem długiej jak na singiel kompozycji. No i klawisze są fajne :) Jeżeli jeszcze Was nie przekonałem, załączam tekst kawałka w prawdopodobnie mocno przybliżonym tłumaczeniu ze szwedzkiego via angielski. Mam nadzieję, że oddaje treść charakteru.

Ciężkie chmury nad naszymi wakacyjnymi przystaniami
Obydwoje mieliśmy pracowity rok
Uratuje nas tylko rozłąka.
Zrób listę rzeczy, których pragniesz
I tych, które sprawiają, że czujesz się źle.
Wielu z nich trzeba się pozbyć
Wielu myli się, gdy wierzy, że nie widać,
Gdy ich głodne oczy świecą się
Za każdym razem, kiedy mowa o pieniądzach.

Najlepszy czas to zmierzch(?)
Kiedy zapala się pierwsza gwiazda
Kiedy słońce kończy bieg
Mimo wszystko, może zaczekać na kolejny dzień
Słuchaj bardzo uważnie
Możesz prawie usłyszeć
Jak biją sztokholmskie bębny
Bojaźliwie, bez celu
"Nowe szaty cesarza"
Mają światową premierę
(linijka nieczytelna)*

Rafy koralowe i Mleczna Droga
Ponad chmurami i pod powierzchnią
Kiedy zamykam oczy, kiedy zasypiam
Tylko wtedy panuję nad lutowym sztormem

Jesteśmy pustymi muszlami, które chcą napełnić się treścią
Zapełnić każdy parkiet i zakątek Internetu
Puste muszle, które chcą napełnić się treścią
Zapełniają każdy parkiet
Pełzają (?) wzdłuż każdej ściany,
Znowu wracają same do domu.

Ludzkie ciepło, proszę podejdź bliżej,
Ludzkie ciepło, proszę podejdź bliżej,
37 stopni Celsjusza to wszystko czego trzeba.

Rafy koralowe i Mleczna Droga
Ponad chmurami i pod powierzchnią
Kiedy zamykam oczy, kiedy zasypiam
Tylko wtedy panuję nad lutowym sztormem

Nikt nie wierzy w Boga,
Ale każdy chce czegoś więcej,
Niż alkohol i kłótnie,
Niż rozbite rodziny i porno
(linijka nieczytelna)
na śniegu widać nasze ślady
(?) są świadkami późnych nocy
Gdy grunt (?) jest zbyt zimny,
Kiedy buty niszczy sól.

W miejskiej dżungli,
W wiejskiej burzy,
Statku do Finlandii, ostrym dyżurze w psychiatryku,
różanych ogrodach (?), opiece społecznej
Ludzkie ciepło, proszę podejdź bliżej

*translator sugeruje: i wszystkie małpy tam idą


I tego - ludzkiego ciepła życzmy sobie wszyscy w Nowym Roku!