Saturday, February 25, 2012

4 z 1: The KLF

Do większości wpisów wcześniej się przygotowuję, ale czasami chęć napisania o czymś napada mnie zupełnie znienacka. Tak było z tym postem, bo też mówi on o zespole, który...lubi znienacka napadać na ludzi :) Najczęściej krzycząc: "KLF is gonna ROCK YOU!" albo "Ancients of MU-MU!" (założę się, że gdyby byli w Polsce lepiej znani, piarowcy Łaciatego by to jakoś wykorzystali :)

Historia The KLF - jedynego wartego uwagi brytyjskiego zespołu początku lat 90. według Chrisa Lowe'a z Pet Shop Boys i wykonawcy, który sprzedał najwięcej singli na świecie w 1991, czyli roku, o którego roli w historii muzyki lubi mówić Marek Niedźwiecki (oraz wielu fanów U2, Metallicki, Guns N'Roses, Bryana Adamsa, Scorpions, Europe :) etc.)- to właściwie jeden wielki skandal, a przynajmniej happening. Czytając ich biografię ma się wrażenie, że gdyby mieli oficjalną stronę domową, byłaby to chyba jedyna witryna świata, która mogłaby czuć się całkowicie pewna oszczędzenia przez Anonimowych :) A może to oni nimi są?
-jeżeli nazwa tej formacji cokolwiek oznacza, jest to skrót od "Front Wyzwolenia Kentucky",
-jej pierwszą nazwę: The Justified & Ancients of Mu-Mu (akronim: The JAMs) zainspirowały książki o złowieszczych Illuminatach, czytane przez jej członków Billa Drummonda (m.in. menedżer Echo & The Bunnymen oraz The Teardrop Explodes) i Jimmy'ego Cauty'ego, w latach świetności znanych jako King Boy D i Rockman Rock.
-w swoich utworach samplowali kogo popadnie (od The Beatles do Samanthy Fox). Oczywiście nielegalnie (co akurat w Wielkiej Brytanii drugiej połowy lat 80. było powszechne). Kiedy poszukiwania muzyków ABBY w Szwecji w celu uzyskania zgody na wykorzystanie fragmentów Dancing Queen spełzły na niczym, pozbyli się wiezionych ze sobą kopii albumu 1987 (What The Fuck Is Going On?) paląc je i zrzucając przez burtę promu do Morza Północnego,
-kiedy w 1988 r. udało im się pod pseudonimem The Timelords umieścić na szczycie brytyjskiej listy przebojów inspirowany serialem Doktor Who i glam rockiem singiel Doctorin' the Tardis (zmianę nazwy podyktował im ponoć...gadający policyjny Ford Galaxy), wydali poradnik z instrukcją, jak powtórzyć ich osiągnięcie (lojalnie zaznaczyli, że przy zaistnieniu pewnych sprzyjających okoliczności). Do tej pory nie miałem czasu zapoznać się z nim w całości, ale na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie pasjonującej i wciąż aktualnej lektury :)
-wraz z kapelą Extreme Noise Terror "uświetnili" ceremonię rozdania Brit Awards 12 lutego 1992 r. (okrągła rocznica, haha :) Podczas wykonywania przeboju 3 a.m. Eternal palący papierosa i ubrany w kilt Drummond strzelał w widownię ślepakami z karabinu maszynowego. Po występie menedżer KLF obwieścił emeryturę swoich podopiecznych, którzy zdążyli jeszcze podrzucić na afterparty zdechłą owcę przepasaną szarfą z napisem "Umarłam za was. Smacznego". Przed kąpielą w jej krwi uchronił gości jedynie weganizm muzyków ENT oraz groźba procesu z BBC...
-14 maja 1992 r. The KLF obwieścili, że powrócą do grania, kiedy na świecie zapanuje pokój, a tymczasem...zadecydowali o wycofaniu swojej dyskografii z katalogu macierzystej wytwórni the KLF Communications. Nikt nie potraktował tej deklaracji poważnie, jednak od tej pory Drummond i Cauty weszli do studia tylko kilka razy, ukrywając się pod innymi pseudonimami. (O dziwo, prawdopodobnie żaden z nich nie był Panem Blobbym.)

Ktoś sceptyczny mógłby zauważyć, że na takie pomysły po kilku piwach wpadłby i Big Cyc. Sęk w tym, że Mu-Mu sami utrudnili zaprowadzenie spokoju w świecie, ponieważ od czasu ich przejścia na emeryturę melomani kłócą się, czy muzyka zeszła na psy, PONIEWAŻ odeszli, czy też to oni sprowadzili ją na manowce. Nie ulega wątpliwości, że ich ekstrawagancje i talent do manipulowania mediami pomógł w popularyzacji wszelkich gatunków wykorzystujących sampling i rap (nazywa się ich "ojcami house'u stadionowego" i uważa za jednych z pionierów mash-upu), mają więc swoją cegiełkę w obecnym kształcie sceny muzycznej. Na pewno można ich winić za pojawienie się często ich samplującego zespołu Scooter (a pomyśleć, że w czasach Timelords tworzyli oni niezbyt ciekawy, ale dość niewinny depeszopodobny twór Celebrate The Nun...). Ponoć ostatnia litera w nazwie grupy EMF stanowi hołd dla KLF. Trzeba też podkreślić, że nie bali się współpracy z artystami reprezentującymi mniej "modernistyczne" style. W promocji Tardisa pomagał im nieskażony jeszcze wtedy zarzutami pedofilii Gary Glitter, w America (What Time Is Love?) wspomagał obecny lider Black Country Communion Glenn Hughes (wcześniej m.in. w Deep Purple i Black Sabbath), zaś w Justified & Ancient - nieżyjąca już gwiazda country Tammy Wynette.

Zresztą...czniać wszystkie konteksty...tworzyli świetną imprezową muzykę i tyle! :)







Jednak ich moim ulubionym utworem pozostaje kompozycja, która miała znaleźć się na soundtracku do niezrealizowanego z braku funduszy filmu White Room - wyśmienita parodia brzmienia Stock-Aitken-Waterman i fascynacji serialem "Sąsiedzi". Nie mógłbym przejść obojętnie obok piosenki mówiącej o Australii i TORBACZU :))



Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale wydaje się, że rok 2012, kiedy tylu ludzi nosi maski na twarzach, sieje anarchię i oddaje się mętnym wywrotowym ideologiom typu paczaizm, to dobry moment na comeback KLF. Może dzięki niemu świat nie nabrałby sensu, ale na pewno byłby weselszy :) ALL BOUND FOR MU-MU LAND!

5 comments:

  1. Ten tekst dał mi dużo radości! Czytało się go wybornie. Od dziś będę Cię nazywał figielek:-P
    I co się tak paczysz? ;-]

    ReplyDelete
  2. no i zainteresowałeś mnie Kordian tą grupą ajko zjawiskiem. Teraz spróbuję poznać to co zrobili od strony muzycznej. Oby było to równie barwne :)

    ReplyDelete
  3. Się dobraliśmy - Mr. Chochlik i figielek :)

    No to teraz będziesz Krzysiek razem ze mną nucił "Doctor Who, Doctor Who" na melodię "Rock n' Roll, part 1" :) Ta piosenka (Doctorin' the Tardis) jest akurat denna i dziwię się, że Glitter ich za nią nie pozwał, ale na inne dałem się złapać :) Kiedyś 80sMan pisał o nich na blogu, że bardzo się wyróżniali na tle zalewu rapu w tych czasach. Myślałem, że napisałem tak tylko dlatego, że to Brytyjczycy, a nie Amerykanie, ale ten brytyjski ekscentryzm i miłość do eksperymentów dodawały im charakteru.

    ReplyDelete
  4. http://soundcloud.com/stlkr/sets/the-klf-pure-trance-3
    pozdrawiam i dziękuje za artykuł na blogu


    MU MU

    ReplyDelete
  5. Chillout, a zwłaszcza utwór "Wichita Lineman Was a Song I Once Heard" z samplem z "In the getto" Presleya, to coś czego się nie zapomina raz wysłuchawszy. Polecam też teledysk "MADRUGADA ETERNA (CLUB MIX)" na youtube. Uszy lizać. Znalazłem ten post dopiero teraz, ale KLF fascynuje mnie od swojego powstania, dzięki za wpis. Pozdrawiam, Darek

    ReplyDelete