Friday, December 9, 2011

Dwanaście Piosenek Falco, Które Warto Znać


Pisałem już na tym blogu o jednym zespole o nazwie zaczynającej się na literę "F". Wspominaliśmy też niedawno wokalistę o imieniu na "F". Dzisiaj kolejny artysta na literę "F", a w tym roku pojawi się ich jeszcze kilku.
Podobnie jak w wypadku Freddy'ego dowiedziałem się o jego śmierci z telewizji. Wtedy (w 1998 r.) nie pasjonowałem się szczególnie muzyką, ale fragment teledysku, który stanowił tło newsa w Teleexpressie, na tyle mnie zaintrygował, że po 3 latach bezbłędnie rozpoznałem jego piosenkę w radiu i zawsze chciałem poznać więcej. Mowa o najpopularniejszym wykonawcy w historii austriackiej muzyki pop - Johannie (lub Hansie) Hölzelu, znanym światu jako Falco



Ta piosenka, którą w 2001 r. usłyszałem w radiu (wierzcie mi lub nie, ale chyba był to RMF...), to oczywiście Rock Me Amadeus, do tej pory jedyny numer 1 na liście Billboardu artysty posługującego się na co dzień językiem niemieckim. Najprawdopodobniej utwór nie odniósłby takiego sukcesu, gdyby nie popularność obsypanego Oscarami filmu Milosa Formana pt. Amadeusz. (Skądinąd uważam, że jakkolwiek obrazoburczy, z czysto estetycznego punktu widzenia film się nie zestarzał i nadal jest wart obejrzenia). Pamiętajmy jednak, że 1984 to rok największego komercyjnego powodzenia szeroko pojętej "nowej fali". Tradycyjny rock i adult contemporary wciąż mocno się trzymały, ale spora część amerykańskiej młodzieży szukała bardziej nietypowych wrażeń muzycznych, nawet jeżeli miał ich im dostarczyć gość z egzotycznego środkoweuropejskiego kraju, do tego rapujący i wydający inne dziwne odgłosy paszczą.

Jeszcze bardziej zaskakujące jest to, że ten cudak już wtedy nie był dla nich anonimowy. A właściwie nie on sam, tylko jego piosenka - Der Kommissar z wydanego w 1981 r. albumu Einzelhaft ("izolatka"). Przed jego wydaniem muzyk doskonalił się w różnych gatunkach muzyki - od, jak na wiedeńczyka przystało, klasyki, przez - jak na dwudziestolatka w latach 70. przystało :) - punka po jazz-rock i disco, ale zdecydował się na styl, któremu pozostał wierny przez całe życie, czyli agresywną melodeklamację do mocno brzmiącego, często patetycznego podkładu. "Komisarz" był przebojem w wielu krajach świata, m.in. jako pierwszy jego utwór dotarł na szczyt w Niemczech i Austrii, ale w USA został zapamiętany w dwóch innych wykonaniach - brytyjskiej grupy After the Fire, która niczym innym nie zapisała się w historii muzyki (zresztą w ich ojczyźnie to wykonanie przepadło!) oraz...Laury Branigan, której wersja nosiła tytuł Deep in the Dark.

Z tych dwóch coverów wolę Laurę, która zresztą miała wyraźną słabość do europejskiej muzyki - wszak jej dwa największe przeboje, czyli Self Control i Glorię w oryginale wykonywali Włosi. After the Fire to raczej pomyłka, szczególnie teledysk, dobrze, że chociaż zatrudnili w nim atrakcyjną modelkę... W każdym razie, drodzy młodzi czytelnicy, nie wierzcie wapniakom, którzy Wam wciskają, że "lata 80. były fajne, bo nie było rapu"! Zwłaszcza, że sami pewnie szaleli przy tym "cudeńku".

Dla większości melomanów z krajów anglosaskich na tych dwóch przebojach przygoda z Falco się skończyła, ale w Europie i - jeżeli wierzyć Wikipedii - na Dalekim Wschodzie miał jeszcze inne lepsze lub gorsze hity, a co najmniej kilka dalszych wartych uwagi piosenek kryje się na jego albumach. Garść z nich znajdziecie na poniższej playliście.

Wykonanie live Ganz Wien wybrałem, aby pokazać, jak dużą przemianę wizerunkową i muzyczną przeżył Falco wraz z początkiem dekady, zwanej przez niektórych "złotą". Po jego ciuchach widać, że jeszcze niedawno rządził glam rock, a po klawiszach - że od śmierci Jima Morrisona minęło zaledwie osiem lat... Można powiedzieć, że Junge Roemer to typowe wiedeńskie klimaty: pan w garniturze, smyczki i tekst o założycielach miasta - Rzymianach. (Wideo pokazuje występ z 1994 r., który w 2008 r. doczekał się wydania pt. Falco Symphonic. Oryginalny klip był oczywiście w klimacie swoich czasów.) Podkład przypomina mi Rysowane Tobie Andrzeja Piasecznego :) Piosenka z każdą minutą coraz bardziej się rozkręca, ale poza Austrią i - o dziwo - Hiszpanią nie spodobała się praktycznie nigdzie. Skłoniło to Falco do częstszego wtrącania angielskich zwrotów na swojej trzeciej płycie, co okazało się słusznym posunięciem.

Vienna Calling to największy przebój Falco na Liście Przebojów Trójki, doszedł do drugiego miejsca. "Amadeusz" tylko do 24... Jeszcze kilka lat temu słyszałem go w sobotni wieczór w Złotych Przebojach. Aby jego słuchacze całkowicie nie ogłuchli :), Falco nagrywał też ballady, z których największy rozgłos zdobyła sobie Jeanny. Niekoniecznie był to rozgłos, jakiego życzył sobie sam autor, ponieważ z bliżej nieznanego powodu utwór uznano za gloryfikację gwałtu (na pewno sprawia wrażenie wyznania niespełnionego podglądacza, ale jego historia bardziej wywołuje politowanie niż podziw), przez co został zbojkotowany przez część mediów.

Prawdopodobnie od samego początku Falco planował napisanie dalszego ciągu piosenki, który również stał się dużym przebojem. Nie jest za to do końca pewne, czy miała powstać trzecia część tej historii. W każdym razie w 2009 r. ukazał się singiel pt. The Spirit Never Dies (Jeanny Final). Słuchając tych dwóch utworów (i oglądając wokalistę w białym płaszczu :P) pewnie nie dziwicie się, że saga o Jeanny zainspirowała jedną z piosenek Ich Troje...

Czy Falco można uznać za jednego z pionierów new jack swingu? Być może, gdyby promocja albumu Emotional zaczęła się od tytułowego kawałka, nie zaś nieudolnie naśladującego "Amadeusza" The Sound of Musik, kariera Austriaka za oceanem potrwałaby dłużej... Za to niedługo później - jeszcze raz powtórzę, jeśli wierzyć Wikipedii - dzięki duetowi ze znaną z androgynicznego wizerunku aktorką Austriak cieszył się z numeru 1 w Japonii. To solidny numer o mocno ejtisowym brzmieniu, szkoda tylko, że Brigitte wydaje z siebie coś w rodzaju odgłosów godowych wieloryba :)

Za życia Falco miał jeszcze kilka hitów, m.in. wariację nt. "Komisarza" z mocno niegrzecznym teledyskiem, którymi próbował się wpisać w modne euro-dance'owe klimaty, ale mnie w ogóle te piosenki nie przekonują. Moim zdaniem znacznie lepiej spisał się jako pionier tak bujnie rozwijającego się w latach 90. niemieckiego rapu w kawałku Time z płyty Nachtflug z 1992 r.

6 lutego 1998 r. Hölzel zginął w wyniku zderzenia jego samochodu z autobusem w Dominikanie, gdzie ładował akumulatory przed kolejną próbą comebacku. Pozostawił po sobie pewną ilość utworów, które planował wydać na przygotowywanym krążku, a także takie, nad którymi zamierzał jeszcze popracować. Oczywiście (hello 2Pac!, hello Biggie!), wszystkie prędzej czy później ujrzały światło dzienne. Mroczne Out of the Dark (Into the Light) pierwotnie nie miało znaleźć się na singlu, jednak w zaistniałej sytuacji w naturalny sposób stało się testamentem muzyka. Co tak naprawdę zainspirowało go do napisania tej piosenki, nigdy się już nie dowiemy...

Poznałem ją dzięki wydanej pod auspicjami niemieckiego Bravo (tak przynajmniej było napisane na opakowaniu :) składance, którą odtwarzano w nadmorskim barze moich rodziców, ale wgłębiłem się w jej tekst dopiero podczas kursu języka niemieckiego kilka lat później. Przez te ponad 10 lat w ogóle nie straciła na sile. Drugim pośmiertnym singlem był obdarzony chwytliwym refrenem Egoist.

Na jednej pośmiertnej płycie się nie skończyło. W klipie Verdammt, wir leben nich  (Cholera, jeszcze żyjemy!) pomysł wykorzystany po latach w "Fake" Simply Red został osadzony w scenerii "Was It Worth It?" Pet Shop Boys. "Nanana" z refrenu coś mi mocno przypomina, ale nie mogę sobie przypomnieć, co... Może Wy mi pomożecie?

I tyle na razie w temacie lat 80. Od następnego posta zaczynamy podsumowanie roku. Jego pierwszym zbiorowym bohaterem będzie drugi obok Hurts brytyjski zespół, którego autografy miałem przyjemność w tym roku zdobyć.

8 comments:

  1. Ty w 1998 r. nie pasjonowałeś się jeszcze muzyką, a ja już tak;-) Zacząłem jesienią 1994 r. dzięki założonej u mnie w domu satelicie. Ale to już kiedyś mówiłem.

    Właśnie się dowiedziałem z komentarza na blogu, że jestem cienki skoro nie mogłem wytrzymać na koncercie Crystal Castles. Ciekawe czy podołałbym zatem występom na żywo Falco... Tego się już nie dowiem.

    Z lat 90. kojarzę Falco z teledysku do "Naked", który emitowany był na antenie niemieckiej VIVY. Wtedy poznałem też "Rock me Amadeus" i gdzieś straszono mnie "Jeanny", którą później straszył jeszcze bardziej Michał Wiśniewski, a następnie jego była małżonka Mandaryna (olaboga!).

    O ile pamięć mnie nie zawodzi, RMF FM grało "Rock me Amadeus" w kontekście najgorszych piosenek w historii muzyki, które trafiły do top 20 The Billboard Hot 100 (to był oczywiście ranking ułożony nie przez ekipę RMF FM). To ta sama lista, na której wysoko plasowali się m.in. Aqua z "Barbie girl", Spice Girls z "Wannabe", Europe z "The final countdown", "Kokomo" The Beach Boys i - nie wiedzieć czemu - "Running up that hill (a deal with God)" Kate Bush (ten numer był jednak na niższej pozycji niż pozostałe wymienione, które załapały się do top 10).

    W poście wspominasz o Laurze Branigan. A słyszałeś "Self control" w wykonaniu Ricky'ego Martina?;-D Właśnie napisałem o nim na profilu bloga na FB.

    A "Der Kommissar" ma fajowy podkład, prawda?;-)

    Ten singiel wydany tuż po śmierci Falco chyba również kojarzę.

    Jak podali w TV, że Falco nie żyje, dziwiłem się wtedy, co on robił na Dominikanie.

    ReplyDelete
  2. Ja kiedyś miałem takie komenty, kiedy przetłumaczyłem z błędem "Creep" na polski :P Hubert, gdybyś miał pisać o muzyce eksperymentalnej rozumianej w ten sposób, że w czterech rogach pokoju staje czterech facetów, jeden gra 12-minutowe solo na rożku angielskim, a reszta akompaniuje mu na trianglach, potem zbiegają się na środku pokoju i piszczą falsetem "Kaaaraaśś", potem jeden gra 12-minutowe solo na oboju, a cała kompozycja nazywa się "Remik się nie domył", to ja nie chciałbym mieć z Twoim blogiem nic wspólnego :P To już wolę analizę i interpretację nielubianej przeze mnie Britney :)

    Wydaje mi się, że Falco mocno przeżył porażkę "The Sound of Musik" i chwytało się dosłownie wszystkiego, aby utrzymać się na powierzchni - od "Jeanny 2 i Brigitte Nielsen" przez techniawę po krew i goliznę. I jak to w życiu bywa, kiedy wreszcie miał znowu być sobą, wrócić do tego, co mu najlepiej wychodziło i było w jakimś stopniu pionierskie, przyszła śmierć. Może by zaliczył comeback jak Joachim Witt? Ale był światowym ambasadorem europejskiej piosenki. Z niemieckiego obszaru językowego przebijają go chyba tylko Scorpionsi, bo Nena wypłynęła w Stanach tylko jedną piosenką (no i byli jeszcze Yello, Double i Peter Schilling).

    To głosowanie z RMF jest bardzo dziwne, Kate - no comment. Dziwi mnie też "Kokomo", wydawało mi się, że Polacy kochają tę piosenkę, tylko Amerykanie nienawidzą, bo uważają, że powstała tylko z zachłanności Mike'a Love. Coś czuję, że wpłynęło mało głosów :P

    Nie wspomniałem jeszcze, że niektórym Falco przypomniała piosenka Bloodhound Gang "Mope" (była na Hop-Bęcu) ;) http://www.youtube.com/watch?v=v2NFl86LX3Q

    ReplyDelete
  3. Ty jesteś uprzedzony do Britney! A ona ma już tyle piosenek, że prawdziwy fan muzyki, który nie ocenia muzyków z góry, powinien poświęcić chwilę i przyjrzeć się - ze zwykłej przyzwoitości - tym niektórym niesinglowym:-) A "Breathe on me" jest bardzo fajne! Uff, no to agresja przed świętami wyładowana…:-) Mogę w spokoju łamać się opłatkiem.

    A rożek angielski wydaje mi się całkiem cool;-P Ale może to dlatego, że nie do końca wyobraziłem sobie to, co mi powyżej opisałeś;-D

    O najgorszych piosenkach z listy The Billboard Hot 100 nie decydowali słuchacze RMF FM. To był amerykański ranking. Najprawdopodobniej "Rolling Stone", choć nie mam co do tego pewności. Pamiętam jednak, że w podobnym okresie RMF FM zagrał setkę najlepszych piosenek minionego wieku wg "Rolling Stone", dlatego to właśnie na ten magazyn bym stawiał w kontekście tych najgorszych piosenek.

    "Mope" pamiętam. Ten teledysk był dziwny:->

    ReplyDelete
  4. Hubert, uprzedzony to jestem do Nightwish i Within Temptation (mniejsza o powody). W tych tematach do mnie nie przystępuj! Co do Britney, po prostu od wielu lat nie czuję się targetem jej muzyki (tak jak np. Rihanny, Jennifer Lopez, Madonny też coraz mniej). Ale coś czuję, że kiedy stanie się artystką retro, tak jak np. Holly Johnson, którym Was katuję :), napiszę o niej raz ;) W ogóle trochę źle trafiłeś z tym komentarzem, ponieważ wczoraj akurat słuchałem jej jednej piosenki i mnie jakoś nie odrzuciło :P

    A propos instrumentów dętych drewnianych, słuchałem płyty "Very" i myślałem, że w jednej piosence jest obój, ale okazało się, że to saksofon z syntezatora :P http://www.youtube.com/watch?v=JCJAcYZiKlI

    ReplyDelete
  5. O jaką piosenkę Britney chodzi?:->
    Dzięki za saksofonowo-syntezatorową propozycję:-P

    ReplyDelete
  6. Z uprzedzeniem do Nightwish i Within Temptation też przesadziłem, chociaż z tym pierwszym zespołem rzeczywiście od paru lat kojarzy mi się pewna nieprzyjemna sytuacja :/ W ogóle jestem z natury przekorną osobą i im bardziej ktoś mi rekomenduje jakiś zespół, tym bardziej odwrotny od zamierzonego skutek osiąga :P Oczywiście jeżeli jest to promocja na zasadzie "oni są cudowni, ten kto twierdzi inaczej, jest cieniasem". Jeżeli ktoś ma jakieś argumenty, zazwyczaj mnie to zainteresuje. Może nie od razu, ale prędzej czy później pewnie tak ;) (Dwa ostatnie zdania zrzucam na karb świąt ;)

    ReplyDelete
  7. Jako jeden z wapniaków przypominam sobie te dyskoteki, gdzie szalało się przy Rock Me Amadeus (wolę wersję angielskojęzyczną), ale bardziej poruszyła mnie piosenka "Jeanny" z takim emocjonalnym refrenem. Natomiast to nana nana w utworze "Europa" skojarzyło mi się z kawałkiem "Chenko" grupy Red Box.Nu-Romantik

    ReplyDelete
  8. Po kilku tygodniach przypomniało mi się, gdzie pierwszy raz usłyszałem ten zaśpiew. Znam i lubię "Chenko", choć bardziej w wersji "podniosłej", jaką znam z Radia Gdańsk, niż "punkowej", ale chodziło tu o skądinąd średniawą piosenkę młodego brytyjskiego zespołu One Night Only pt. Chemistry, która leciała latem zeszłego roku w Esce Rock. http://www.youtube.com/watch?v=xFEBEfNmdcw

    ReplyDelete