Wednesday, October 7, 2026

Recenzja: Empress Of - Dream House



Lorely Rodriguez. Lorelita (po polsku: Lorelusia). Latina femenina. Latina from Altadena. She's our Empress Of. Don't sleep on her! (nie jestem w stanie ustalić, kiedy zwróciła się z takim apelem do fanów, ale te słowa mi się z nią mocno kojarzą)

MIELIŚMY IŚĆ NA CULTS!!!

Mieliśmy iść na Cults, bo to jeden z najlepszych i najpopularniejszych wykonawców dreampopowych ostatnich kilkunastu lat, ale odwołali koncert, który miał odbyć się w Warszawie 15 listopada 2024. Co można było zrobić z tak pięknie rozpoczętym tygodniem? Występ Empress Of w klubie Niebo trzy dni później również wydawał się interesującą opcją. Amerykanka honduraskiego pochodzenia nie jest może supergwiazdą, ale jest mi znana od lat (na tym blogu po raz pierwszy pojawiła się w rankingu najlepszych piosenek z 2018 - wtedy nie miało to dla mnie większego znaczenia, ale zabawne, że When I'm With Him prześcignęło wtedy m.in...Empress Snow Patrol). Nie założę się, ale wydaje mi się, że Mavoy użył też argumentu "przecież lubisz electro-pop".

Rzeczywistość przerosła nasza oczekiwania. Show był tak energetyczny, że do dzisiaj czasem mówię "gdyby postawić na scenie stół, pewnie na nim też by tańczyła". W mojej pamięci pozostały przede wszystkim wykonania Lorelei i Love Is a Drug. (Miała też ciekawy support: Sans Soucis). Na występie emocje tego wieczoru się nie skończyły - stanęliśmy w kolejce, która mi przynajmniej wydawała się ciągnąć do szatni, ale okazała się mieć związek z małym "meet and greet" z artystką. Nie odbierajcie tego jako zarzutu pod adresem intrawertycznych artystów (jakoś tak pomyślałem o Fabianie Palladino...), ale to duża radość trafić na kogoś, kto traktuje interakcje z fanami jako dobrą zabawą.

Czekanie na kolejny koncert na pewno nie będzie trwało w nieskończoność - wtedy nie byliśmy świadomi, że dla wokalistki to był trzeci występ w kraju nad Wisłą, w tym raz poprzedzała Rinę Sawayama, z którą też nagrała świetny popowy kawałek. Na razie możemy cieszyć się płytą Dream House, która miała premierę 18 września. Hasło "album koncepcyjny" budzi skojarzenia przede wszystkim z długowłosymi brodaczami w koszulach w kwiaty, ewentualnie Frankiem Sinatrą, który jako pierwszy eksperymentował z takim formatem, ale oczywiście ludzka kreatywność nie ogranicza się do jednego przedziału demograficznego. W tym przypadku natchnienie miało gorzki posmak - tytułowy rodzinny dom został odbudowany po pożarze, który zdewastował przedmieścia Los Angeles 7 stycznia 2025 (w USA nazywany jest "Eaton fire"). Zginęło w nim dziewiętnaście osób, spłonęło ponad 9 tysięcy budynków, według wszelkiego prawdopodobieństwa trujący dym przyczynił się do zgonu mieszkającego w tej okolicy Davida Lyncha. Skądinąd, w odbudowie pomogła internetowa zbiórka - to było surrealistyczne uczucie znaleźć się na liście darczyńców wśród wielu sław.

Czas fryzjerów wziąć na spytki, czy to włosy są, czy frytki <3

Jeśli można tak powiedzieć, fabularną osią albumu są interludia z udziałem jej matki Reiny Rodriguez, znanej już wcześniej fanom jako twórczyni kostiumów córki. Ta kobieta to prawdziwa MVP! Szczególnie tytułowy utwór ma bardzo "budowlany" tekst, ale jak przystało na dobry pop, piosenki dopuszczają też inne, na przykład romantyczne interpretacje. Dzięki dobrze wykorzystanym smyczkom Wild Storm przykuwa uwagę już pierwszymi dźwiękami - trochę z drugiej ręki, ale wiem, że artystce podobało się, kiedy nazwałem go w internecie "Cloudbusting naszej generacji" (coraz bardziej wydaje mi się, że w podobnym stopniu produkcyjną inspiracją dla Trainsong było Human Nature). Od pewnego czasu jednak najbardziej podoba mi się SYW, beztroska klubowa petarda z gościnnym udziałem Kanadyjki Cecile Believe, z którą od pewnego czasu bardzo się przyjaźni.

Dobra muzyka nie powstaje w próżni - Sawayamy tym razem na liście współpracowników nie ma, ale można usłyszeć Deva Hynesa, z którym znają się już od dłuższego czasu i użyczył tutaj typowej dla siebie subtelnej magii. Łatwo też chyba zgadnąć, który numer wyprodukowała Jessy Lanza (I Pray for U). Styl Empress Of jest różnie opisywany przez krytyków - na pewno sporo tu rytmiki R&B, HandsOn może ma w sobie coś z dancehallu, ale cokolwiek zeuropeizowanego, poza SYW nawiązań do nieco wcześniejszego Blasting Through The Speakers brak, ale może to kwestia czasu. Przecież tak jak nie dawno pisałem tylko w krainie REO Speedwagon ogień nigdy nie gaśnie ;)


Gemini zżera zasoby planety, kradnie własność intelektualną, ale przynajmniej szacunek dla Empress Of ma!




No comments:

Post a Comment