Monday, April 2, 2018

Historia jednej piosenki: Kumaci kontra wykształciuchy


Z każdym rokiem coraz więcej konsumentów muzyki popularnej narzeka, że wszystko, co dobre, zostało już nagrane, a obecnie w airplayu rządzi kicz i kakofonia. Czytałem wiele takich opinii na forum.80s.pl, ale podobnie nostalgiczny punkt widzenia prezentują często fani dźwięków z lat 90. XX wieku oraz coraz więcej młodzieży starszej dojrzewającej na przełomie stuleci.
Można by więc machnąć ręką i powtórzyć rytualną formułkę, że już starożytni Rzymianie przewidywali zmierzch cywilizacji, nie da się jednak ukryć, że w ostatnich latach dokonała się pewna rewolucja w popie (nieszczęsna moda na zastępowanie refrenów piosenek dropami), więc może co bystrzejsi melomani połapią się, że niektóre kawałki jeszcze długo nie będą "retro".

Inna banalna prawda dotycząca "starej muzy" jest taka, że z każdym rokiem coraz mniej pamięta się złe utwory, a dobre subiektywnie nabierają na znaczeniu, bez względu na ówczesną popularność. Lata 80. na brytyjskiej liście przebojów to nie tylko new romantic i Peter Gabriel, ale też np. Renee and Renato i wątpliwa artystycznie parodia Star Treka, jak to wyglądało na niemieckiej - planuję niedługo napisać (minispojler: Bad Boys Blue i CC Catch nie, dziwne covery Madonny i Technotronic - tak). W 1999 r., który wielu chciałoby pamiętać jako rok My Love Is Your Love i That's The Way It Is albo "chociaż" Genie in the Bottle, o miano świątecznego przeboju numer jeden rywalizowały single S Club 7, Steps, typowy przedstawiciel nurtu "stupid house" - Horny Horns Perfect Phase oraz "bejt" na fanów South Parku - Mr. Hankey the Christmas Poo (serio, wyguglujcie sobie). Jakby powiedział Gary Lineker, jak zwykle wygrali Niemcy...to znaczy Westlife, a najwyżej notowaną nowością 19 grudnia było na piątej pozycji coś bezsprzecznie kiczowatego, ale do dziś trudno ocenić, na ile ironicznie...

Zespół The Cuban Boys z angielskiego Torquay nagrywał muzykę taneczną od 1998 r. Najdłużej występowali w nim osobnicy o pseudonimach Skreen B i Ricardo Autobahn, jednak przez wiele miesięcy krążyły plotki, że za projektem stoją...Paul Weller i Noel Gallagher. Firmowany przez kolektyw miks dialogów z South Parku (them again!) z muzyką glam rockowej grupy Kenny zwrócił uwagę Johna Peela, a także wytwórni EMI, która wydała ich singiel pod wymyślnym tytułem Cognoscenti Vs Intelligentsia. Jego uzupełniona elektronicznymi efektami melodiami brzmiała o wiele bardziej znajomo, ponieważ bazowała na gwizdaniu i skacie gwiazdy country Rogera Millera z disneyowskiej wersji przygód Robin Hooda z 1973 r. Pomysł nie był nowy - w tym czasie już od roku istniała strona internetowa z gifami chomików tańczących do przyspieszonego sampla z Whistle Stop, do czekuje odwołuje się teledysk.

Trudno to sobie wyobrazić, biorąc pod uwagę popkulturowy wizerunek Peela (ponoć powiedział kiedyś: "jeżeli ktoś poprosi mnie o zagranie Bon Jovi, ryzykuje, że wypruję mu flaki"), jednak Cognoscenti Vs Intelligentsia wygrało edycję 1999 jego plebiscytu Festive Fifty. Gdy w 2000 r. The Cuban Boys wydali debiutancki album Eastwood, już prawie nikt o nich pamiętał. Oczywiście, stracili kontrakt, a ich kolejny krążek ukazał się dopiero po ośmiu latach. Ricardo Autobahn (prawdziwe nazwisko: John Matthews) współpracował z DJem Dazem z Bus Stop i Uniting Nations, co pomogło mu poznać niedawno zmarłego Glena Campbella i wpisać sobie do CV wyprodukowanie brytyjskiej propozycji eurowizyjnej w 2006 r. Wraz z amerykańską grupą Pop Inc nagrał piosenkę na bliski mi temat Looking 4 the KLF, zaś w 2012 r. - jeden z moich ulubionych utworów świątecznych, duet z walijską piosenkarką punkową Helen Love.

Moda na chomiki także nie skończyła się tak szybko. W 2000 r. ukazała się nowa wariacja na temat Whistle Stop - The Hampsterdance The Boomtang Boys (pod aliasem Hampton the Hampster). Jeżeli wersja The Cuban Boys waszym zdaniem jest słaba, nawet nie próbujcie słuchać coveru Kanadyjczyków, bo to typowa Hop-Bęcowa głupawka typu Danko lub 2 Eivissa (i bardzo proszę tych, którzy dziękują Maciborkowi za puszczanie Kent, za nieobrażanie się za słowo "typowa").

Czy płynie z tej historii jakiś morał? Chyba tylko taki banalny, że nagrywanie coverów zazwyczaj popłaca, a Crazy Frog (ani Pepe The Frog) nie był pierwszy. 



No comments:

Post a Comment